O czym jest ten film
- Autor przeprowadza przez cały proces tworzenia kursu online: od pomysłu, przez plan, ofertę i produkcję, aż po sprzedaż — z narzędziami AI na każdym etapie.
- Pomysł warto zacząć od siebie: własnych umiejętności, tematów, które sprawiają przyjemność, i branży, którą zna się od podszewki.
- Sprzedaje się transformację klienta (od problemu do rozwiązania), a nie suchą wiedzę — ta jest dziś dostępna wszędzie za darmo.
- Istnienie podobnych produktów na rynku to dobry znak: problem jest realny, a klienci płacą. Najtrudniej przebić się z tematem, o którym nikt nie słyszał.
- Do badania pomysłu i układania planu można użyć AI, ale domyślnie modele są zbyt przychylne — potrzebna jest odpowiednia instrukcja systemowa.
- Kurs warto dzielić na moduły po maksymalnie 10 lekcji, bo kursów na 100–200 lekcji prawie nikt nie kończy.
- Ofertę i cenę trzeba przygotować przed nagraniem materiału; pomysł weryfikuje przedsprzedaż, a nie lista oczekujących.
- Cena zależy od źródła ruchu i zaufania: na zimny ruch najlepiej schodzą produkty do ok. 300 zł, a powyżej 1000 zł potrzebna jest głębsza relacja (webinar, rozmowa sprzedażowa).
- Produkcja: prezentacje generuje Gamma, do nagrywania wystarczy darmowe OBS Studio lub Camtasia, do montażu DaVinci Resolve albo CapCut; twarz w kadrze buduje relację z klientem.
- Sprzedaż wymaga aktywności — to kwestia skali i lejków. Zasada na start: jeden produkt, jedna grupa odbiorcza, jeden lejek.
10 najważniejszych takeaways — z kontekstem zastosowania
1.Pomysł na kurs zacznij od siebie, nie od rynku
Na czym polega: Autor odradza polowanie na „idealny pomysł”, którego nie ma na rynku. Zamiast tego trzy kryteria: w czym jesteś lepszy od innych (np. ludzie proszą cię o rady), co sprawia ci przyjemność (łatwiej się rozwijać i konkurować) oraz jaką branżę znasz od środka.
Jak stosować: Wypisz tematy, o które otoczenie pyta cię najczęściej, i skrzyżuj je z zadaniami, które tobie idą lekko, a innym z trudem — jak Excel dla jednych fascynacja, dla innych kara. Tam, gdzie wszystkie trzy pytania dają odpowiedź „tak”, szukaj tematu szkolenia.
Na co uważać: „Lepszy od innych” nie znaczy mistrz świata — wystarczy przewaga doświadczenia. Nie wybieraj tematu wyłącznie dlatego, że wydaje się dochodowy, skoro go nie znasz i nie lubisz.
2.Sprzedajesz transformację, nie wiedzę
Na czym polega: Wiedza jest dziś dostępna wszędzie za darmo. Klient płaci za przejście od punktu A (ma problem: nadwaga, nieznanie Excela czy AI) do punktu B (problem znika) — a ty dajesz mu własne doświadczenie, podejście i oszczędzony czas.
Jak stosować: Formułuj ofertę w języku efektu, nie zawartości: zamiast „50 lekcji o Excelu” — „od tabeli, której się boisz, do raportów robionych samodzielnie w godzinę”. W całej komunikacji pokazuj oba punkty podróży klienta.
Na co uważać: Jeśli treść kursu da się zastąpić jednym artykułem z internetu, to nie jest produkt. Twoją przewagą jest droga na skróty, a nie powtórzenie tego, co już jest publicznie dostępne.
3.Konkurencja to dobry znak, pustka na rynku — zły
Na czym polega: Podobne produkty na rynku oznaczają, że problem jest realny, a w tej niszy krążą pieniądze — ktoś tworzy, ktoś kupuje. Najtrudniej wystartować z tematem, o którym nikt nie rozmawia: edukowanie rynku od zera wymaga dużych budżetów.
Jak stosować: Wchodź w niszę już znaną, ale z własną perspektywą i doświadczeniem — zamiast wymyślać nową kategorię, odróżniaj się podejściem.
Na co uważać: Brak konkurencji to nie powód do świętowania, tylko sygnał ostrzegawczy — możliwe, że rynek nie istnieje albo jego budowanie przerośnie twoje możliwości.
4.Zmuść AI do szczerej oceny — pułapka przychylności modeli
Na czym polega: Domyślnie modele AI są nader przychylne: każdy pomysł ochoczo okrzykną świetnym. Bez dobitnej instrukcji dostaniesz potwierdzenie własnych złudzeń, a nie ocenę.
Jak stosować: Stwórz projekt (w ChatGPT „Projekty”, w Gemini „Gems”) i w instrukcji systemowej zapisz np.: „Zachowuj się jak ekspert od tworzenia produktów cyfrowych. Bądź bezpośredni i konkretny, nie bój się mówić trudnej prawdy i pomóż mi stworzyć produkt online”. Autor udostępnia bardziej rozbudowane polecenie w paczce bonusowej dla subskrybentów newslettera.
Na co uważać: Nawet „surowy” chat nie zna twojego rynku — traktuj jego werdykt jako punkt wyjścia do rozmowy, a nie badanie. Prawdziwy test robią wyłącznie płacący klienci.
5.Krótkie moduły i plan generowany w projekcie AI
Na czym polega: Kurs na 100–200 lekcji nikt nie kończy (poza szkoleniami obowiązkowymi). Autor zaleca moduły do 10 lekcji — wiedzę łatwiej wtedy wdrożyć w życie — a szkielet szkolenia zleca AI.
Jak stosować: W przygotowanym projekcie poproś np.: „Stwórz plan mini-kursu o obsłudze AI w firmie dla przedsiębiorców — trzy moduły po 10 lekcji, bardzo konkretnie”. Przejrzyj wynik, napisz czatowi precyzyjne poprawki, poproś o trzy warianty tytułu i eksport całości do dokumentu.
Na co uważać: Nie kopiuj planu w ciemno. AI ułoży logiczny szkielet, ale nie zna twoich odbiorców — to ty decydujesz, co jest zbędne, a czego brakuje.
6.Najpierw oferta i przedsprzedaż, dopiero potem produkcja
Na czym polega: Autor stracił kiedyś tygodnie na nagranie kursu, którego nikt nie chciał kupić. Odwrotna kolejność — oferta, cena, przedsprzedaż, a na końcu nagrywanie — oszczędza miesiące pracy i daje pewność, że produkt jest komuś potrzebny.
Jak stosować: Przygotuj stronę sprzedażową, uruchom przedsprzedaż z konkretną datą startu i dopiero wtedy produkuj. Analogia z biletu na koncert za kilka miesięcy pomaga przełamać opór: ludzie od zawsze kupują coś, co dopiero się wydarzy.
Na co uważać: Przedsprzedaż zobowiązuje — komunikuj terminy uczciwie i miej realny plan realizacji. Reputację odbudowuje się trudniej niż straty z niewydanego produktu.
7.Pakiet zamiast samego kursu i dosprzedaż w koszyku
Na czym polega: Zamiast „gołego” kursu twórz pakiet: materiały do pracy własnej, dodatkowe audio, ebook. Pakiet podnosi postrzeganą wartość i uzasadnia cenę. Osobnym tropem jest tani produkt dokupowany w koszyku — mini-kurs autora za 57 zł zarobił w pół roku prawie 9000 zł, bo dokupywała go co druga osoba przy kasie.
Jak stosować: Przygotuj jeden niedrogi (rzędu 50–100 zł) produkt uzupełniający i wpięty w koszyk, opisany korzyścią, nie samą zawartością. Mierz, jak często go dokupują — to najtańszy test oferty.
Na co uważać: Dodatki muszą mieć realną wartość — wypełniacze obniżają zaufanie do całej propozycji.
8.Cena musi pasować do źródła ruchu i poziomu zaufania
Na czym polega: Im wyższa cena, tym więcej zaufania i dowodów wartości potrzeba. Na zimny ruch (osoby z reklam, które cię nie znają) najlepiej schodzą produkty do ok. 300 zł, a najłatwiej sprzedać za około 100 zł. W przedziale do 1000 zł trzeba budować wiarygodność; powyżej 1000 zł wchodzi głębsza relacja — webinary, okna sprzedażowe, rozmowy. Klient porównuje też alternatywy: kurs stron WWW za 500 zł zamiast kilku tysięcy u wykonawcy ma sens dla freelancera, ale nie dla właściciela dużej firmy, który ceni czas.
Jak stosować: Zanim ustalisz cenę, policz koszt alternatywy (zlecenie, samodzielna nauka, czas) i dopasuj widełki do kanału, z którego przychodzi ruch. Uniwersalnej wyceny nie ma.
Na co uważać: Kopiowanie cudzych cen bez zrozumienia własnej grupy odbiorców zwykle nie kończy się zamówieniami — najpierw poznaj klienta, potem wyceniaj.
9.Twarz buduje relację — nagrywaj ją przynajmniej na start
Na czym polega: Widz, który cię widzi, kojarzy cię i łatwiej ci ufa — bez twarzy jesteś „tylko głosem w internecie”. Sam głos albo samo nagranie ekranu słabiej buduje więź, ale przyspiesza montaż.
Jak stosować: Praktyczny kompromis autora: pierwsze lekcje nagraj z twarzą w rogu kadru, kolejne jako ekran i głos, ze skupieniem na merytoryce. Do nagrywania wystarczy darmowe OBS Studio, do montażu DaVinci Resolve albo CapCut — na start nie potrzebujesz drogiego sprzętu i oprogramowania.
Na co uważać: OBS nagrywa, ale nie montuje — obróbkę robisz w osobnym programie. Jeśli zależy ci na czasie, płatne narzędzia z automatycznymi zbliżeniami (Focusee na Windows, Screen Studio na Mac) skracają pracę.
10.Jeden produkt, jedna grupa odbiorcza, jeden lejek
Na czym polega: Rozproszenie — testowanie kilku metod naraz — to błąd, który autor popełniał osobiście. Na start wybierasz dokładnie jeden produkt, jedną grupę i jeden kanał sprzedaży, a potem dopieszczasz to, co działa.
Jak stosować: Trzymaj wybór wystarczająco długo, by zebrać sensowne dane; gdy wyniki są słabe, testuj i poprawiaj, zamiast w panice zmieniać lejek. Rozbudowę gamy i eksperymenty zostaw na później, gdy poczujesz się pewnie.
Na co uważać: Tydzień marnej sprzedaży to za mało, by uznać strategię za nieskuteczną. Opanowanie jednej ścieżki da ci lepsze rezultaty niż testowanie dziesięciu rzeczy naraz.
Redakcyjne tłumaczenie
Wstęp
W tym materiale pokażę, jak stworzyć kurs online z pomocą sztucznej inteligencji i zacząć na nim zarabiać. Przejdziemy przez cały proces: od pomysłu, przez nagranie, aż po sprzedaż. Podzielę się narzędziami, których sam używam, oraz wnioskami zbieranymi latami przy sprzedaży produktów cyfrowych.
Krok 1. Pomysł — zacznij od siebie
Pierwszy krok to etap, na którym wiele osób kończy przygodę z kursami. Kłopot zaczyna się od szukania pomysłu idealnego: takiego, którego nie ma na rynku, który zmieni rzeczywistość i przyniesie miliony. Zamiast tego zacznij od czegoś prostego — a przede wszystkim od siebie.
Odpowiedz sobie uczciwie na trzy pytania. Po pierwsze: umiejętności. W czym jesteś lepszy od innych? Nie musi to być mistrzostwo świata — jeśli ludzie pytają cię o rady w danej dziedzinie, to sygnał, że warto tą drogą podążyć. Po drugie: zainteresowania. Dla jednych praca z liczbami i Excelem to najwspanialsze doświadczenie życiowe, inni nie zrobiliby tego nawet za karę. Jeśli stoisz po którejś ze stron, masz jasny wyznacznik: lubiąc temat, łatwiej się rozwijasz i łatwiej konkurujesz. Po trzecie: branża, którą znasz — tam, gdzie orientujesz się w sytuacji i masz wiedzę mogącą stać się przewagą, warto budować produkt.
To jednak nie wszystko. Kurs tworzysz dla klientów — po to, by rozwiązać ich problem, by przeszli z tobą transformację: od punktu, w którym problem mają, do punktu, w którym dzięki twojemu produktowi już go nie ma. Chcę zgubić kilka kilogramów, nauczyć się Excela, opanować sztuczną inteligencję albo lepiej radzić sobie ze zwierzętami — pomysłów są dosłownie tysiące. Kierunek wybierasz sam, ale zapamiętaj: sprzedajesz transformację, nie suchą wiedzę. Wiedza jest dziś dostępna wszędzie. Ty pokazujesz swoje doświadczenie, swoje podejście i swoje metody, które oszczędzają klientowi czas — i właśnie w tym tkwi największa wartość.
A co, jeśli na rynku są już podobne produkty? Początkujących twórców to często zniechęca, a tymczasem to bardzo dobry znak: problem jest realny, a w niszy krążą pieniądze — ktoś tworzy, ktoś kupuje. Paradoksalnie najtrudniej zacząć, gdy nikt nie słyszał o danym problemie i twój produkt jest innowacją. Wtedy potrzeba dużych środków, żeby przebić się z komunikatem. Każdy marzy o stworzeniu czegoś idealnego i nowoczesnego, ale realia są takie, że najprościej wystartować z tematem już znanym — i dołożyć do niego własną perspektywę.
Pomysł i badanie rynku możesz oprzeć na sztucznej inteligencji, ale uważaj na jedną pułapkę. Domyślnie modele AI są bardzo przychylne: powiedzą ci, że pomysł jest świetny i wszystko będzie wspaniale, a obiektywności w tym niewiele. Dlatego warto wgrać polecenie, które zmieni sposób, w jaki model odpowiada. Takie polecenie znajdziesz w paczce bonusów dla widzów — wystarczy zapisać się na newsletter. Znajdziesz tam nie tylko tematy związane z produktami cyfrowymi, ale również poradniki sprzętowe, a w nich wspomnianą instrukcję.
Krok 2. Plan i treść kursu
Gdy masz pomysł, rozłóż go na moduły i tematy. Nie przytłaczaj ilością wiedzy: kurs na sto czy dwieście lekcji w praktyce nikt nie obejrzy — chyba że to szkolenie zawodowe i obowiązkowe. Większość produktów jest dobrowolna, więc twórz moduły zawierające do dziesięciu lekcji. Wtedy łatwiej wdrożyć zdobytą wiedzę w życie.
Całą strukturę pomoże ułożyć sztuczna inteligencja. Wejdź do ulubionego narzędzia — ChatGPT, Gemini, Claude, nie ma to znaczenia — i stwórz projekt (w ChatGPT to „Projekty”, w Gemini „Gems”). Nazwa jest dla ciebie, więc wybierz taką, która ci pasuje, np. „Kurs online”.
W ChatGPT wejdź w ustawienia projektu i odszukaj pole instrukcji systemowej. Możesz napisać ją samodzielnie, na przykład: „Zachowuj się jak ekspert od tworzenia produktów cyfrowych. Bądź bezpośredni i konkretny, nie bój się mówić trudnej prawdy i pomóż mi stworzyć produkt online”. Ja mam przygotowane polecenie bardziej rozbudowane — jest w zasobach, wystarczy skopiować, wkleić i zapisać. Od tej chwili rozmowa z czatem wygląda zupełnie inaczej: system prowadzi cię za rękę i nie puszcza łatwo, gdy coś się nie zgadza albo czegoś brakuje. Zadaje serię pytań, które pomagają doprecyzować grupę odbiorczą i opisać produkt.
Ja pójdę na skróty i stworzę tylko pomysł oraz plan. Polecenie: „Pomiń wszystkie pytania początkowe. Chcę stworzyć kurs online z AI dla przedsiębiorców — obsługa Claude, obsługa sztucznej inteligencji w firmie. Stwórz plan kursu na trzy moduły po dziesięć lekcji. Ma być bardzo konkretnie, to mini-kurs”. Po chwili mam plan szkolenia; można z czatem przegadać także pomysły i tytuł.
Teraz twoje zadanie: przejdź przez plan, sprawdź, co jest w porządku, a co wymaga korekty, i napisz konkretnie, co ma zostać zmienione. Jeśli potrzebujesz pliku, poproś o eksport — ja podyktowałem: „Przygotuj mi trzy nazwy tego kursu oraz cały plan i umieść wszystko w pliku DOC”. Po chwili system zwraca dokument, który mogę pobrać i edytować nawet bez dostępu do internetu. W środku prosta rozpiska: moduły, tematy, lekcje.
Krok 3. Oferta — zanim nagrasz choć jedną lekcję
„Ale jak to oferta? Przecież jeszcze nie mam produktu.” Właśnie tak zareagowałem lata temu, przy swoich pierwszych produktach. Najpierw przygotowałem całość, poświęciłem mnóstwo czasu na nagrania — nie było wtedy AI, więc mówimy o tygodniach pracy — żeby na końcu okazało się, że nikt nie chce tego kupić. Dlatego polecam inną drogę, która oszczędza masę czasu i pozwala zarobić więcej: zacznij od stworzenia dobrej oferty.
Ofertę również napiszesz z pomocą AI, ale rób to świadomie — świadome korzystanie z narzędzia daje znacznie lepsze odpowiedzi. Ważny element to pakiet. Postaraj się, żeby oferta nie zawierała wyłącznie samego kursu — rozbij ją na pakiety. Dorzuć materiały do pracy własnej, dodatkowe nagranie audio, może ebook. Pakiet zwiększa postrzeganą wartość i ułatwia uzasadnienie ceny, do której zaraz przejdziemy.
Pomyśl też, co możesz klientom dosprzedać w koszyku. Zrobiłem kiedyś mały produkt za 57 zł, który można było dodać do zamówienia — w pół roku zarobił na nim prawie 9 tysięcy złotych. To nie są ogromne kwoty, ale jak na taki mini-kurs jestem z wyniku naprawdę zadowolony: co druga osoba wchodząca do koszyka go dokupywała.
Cena to bardzo ważny element całej układanki. Im wyższa, tym więcej zaufania potrzebujesz — klient musi cię obdarzyć zaufaniem i uwierzyć w to, co sprzedajesz. Po drugie: musi widzieć wartość, czyli rozwiązanie problemu musi być dla niego warte więcej niż cena kursu. Klient ma przecież wiele dróg — twój kurs musi być na tyle wartościowy, żeby uznał, że lepiej zapłacić x złotych niż radzić sobie samodzielnie.
Prosty przykład. Sprzedawałem kursy tworzenia stron internetowych za kilkaset złotych. Delegowanie takiej strony wykonawcy kosztowało kilka tysięcy. Wystarczyło więc kupić szkolenie za 500 zł, poświęcić parę godzin i mieć gotową stronę pod pełną kontrolą — korzyści było zdecydowanie więcej. Ta sama arytmetyka przekona osobę początkującą, mniejszego przedsiębiorcę czy freelancera. Właściciela dużej firmy? Raczej nie — jemu zależy na czasie i nie będzie sam sklejał stron. O to właśnie chodzi, żeby rozumieć rynek i klienta: wtedy łatwiej stworzyć kurs i dopasować cenę.
Czy istnieje uniwersalny, idealny sposób wyceniania? Niestety nie. Z moich doświadczeń i doświadczeń znajomych z branży wynika, że na zimny ruch — czyli sprzedaż osobom, które cię nie znają i przyszły z reklam — najlepiej wychodzą produkty do ok. 300 zł, a 500 zł to sensowna granica. Ktoś widzi reklamę, zagląda na stronę sprzedażową, produkt się podoba, kupuje — bez studiowania twoich mediów społecznościowych. Najłatwiej przez reklamę sprzedać produkt za około 100 zł: przy takiej kwocie klient nie zastanawia się długo. Trudniej schodzi pozycje między 300 a 1000 zł — potrzeba więcej argumentów i zbudowanego zaufania, bo to kwota bardziej odczuwalna; klient musi widzieć, że jesteś realny i że go nie oszukasz. Powyżej 1000 zł wchodzimy w głębszą relację i nieco inne techniki sprzedażowe, do których wrócę na końcu.
Sprawdź pomysł, zanim nagrasz: lista oczekujących i przedsprzedaż
Masz temat, plan oraz ofertę z ceną. Jak teraz sprawdzić, czy to wszystko jest dobre pod sprzedaż? Dwie proste metody.
Pierwsza: zbieranie listy oczekujących. Mówisz w reklamach i mediach społecznościowych: „Mam kurs, który pomoże ci rozwiązać ten problem. Zapisz się na listę, żeby otrzymać najlepszą ofertę i cenę”. Musisz dać konkretny powód zapisu — korzyść albo bezpłatny bonus: ebook, pierwszy moduł kursu, coś, co w oczach klienta ma realną wartość. Metoda ma jednak minus: lista oczekujących to wciąż nie klienci, jedynie potencjalne zainteresowanie.
Najlepszy sposób to przedsprzedaż — sprzedaż kursu jeszcze przed jego stworzeniem. Stosuję ją praktycznie przy każdym nowym produkcie, bo daje gwarancję, że będą pieniądze, i potwierdza, że ludzie dobrze reagują na moją ofertę. Może się wydawać trudne, że sprzedajesz coś, czego jeszcze nie ma i na co trzeba poczekać — ale przecież doświadczasz tego na co dzień. Kupujesz bilet na koncert, który odbędzie się za kilka miesięcy, nie wiedząc, czy wszystko się wydarzy. Masz nadzieję i płacisz z wyprzedzeniem.
Gdzie sprzedać kurs: konfiguracja Easy Tools
(Informacja dodatkowa: ten fragment ma charakter promocyjny — Easy Tools jest sponsorem odcinka, a dodatkowe zasoby, w tym gotowe polecenia do AI, autor rozdaje przez własny newsletter.)
W jednym z ostatnich filmów pokazywałem różne możliwości sprzedaży i ich koszty. Dziś pokażę jedno rozwiązanie, które moim zdaniem jest najlepsze na start dla twórców cyfrowych: Easy Tools — zestaw narzędzi do sprzedaży i promocji materiałów. To sponsor tego odcinka, ale nie zmienia to faktu, że od lat polecam go klientom. Dlaczego? Bo jest proste i działa. Ma wszystko, czego potrzeba, i nie trzeba miesięcy na naukę. Sam zmarnowałem kiedyś masę czasu: zamiast sprzedawać, budowałem sklepy i uczyłem się kolejnych systemów. Tutaj konfigurację zrobisz w dzień, a nawet w pięć minut — pokazałem to w poprzednim filmie. Dziś poświęcimy temu więcej czasu, bo pokażę funkcję bardzo przydatną właśnie przy kursach.
Zacznij od linku w opisie. Na stronie klikamy „Wypróbuj za darmo” — narzędzie można testować bezpłatnie przez 14 dni. Zakładasz konto i po zalogowaniu panel proponuje dokończenie konfiguracji. Przejdź po tych elementach krok po kroku: szczegóły sklepu, połączenie z kontem Stripe — jeśli go nie masz, spokojnie je założysz. Integracja jest błyskawiczna: kilka kliknięć i bramka płatności działa; dodajesz jeszcze dane rozliczeniowe.
(Informacja dodatkowa: Stripe to jeden z najpopularniejszych operatorów płatności internetowych, obsługiwany przez większość platform sprzedaży produktów cyfrowych.)
Po konfiguracji przechodzimy do najważniejszego: jak umieścić kurs. Wybieramy tworzenie produktu z szablonu (albo zakładkę „Kursy”) i opcję kursu. Wpisujemy nazwę — niech będzie „AI w biznesie” — klikamy dalej i ustalamy cenę, np. 297 zł z podatkiem wliczonym. Można wybrać walutę i sprzedawać w różnych krajach. System od razu wygenerował opis produktu; można go zmienić ręcznie. Pozostaje przesłanie zdjęcia — ja wrzuciłem okładkę szybko stworzoną w ChatGPT, ale ty przysiądź chwilę, bo okładka jest częścią oferty: grafika mocno wpływa na odbiór i sama powinna komunikować korzyści.
Po kliknięciu „Utwórz produkt” mamy trzy możliwości: obejrzeć stronę koszyka, edytować landing page albo zbudować stronę sprzedażową bez WordPressa i kolejnych narzędzi — albo skorzystać z Easy Playera, dedykowanego narzędzia do tworzenia kursów z filmami i tekstami (pokażę je za chwilę).
Koszyk jest minimalistyczny i nie rozprasza: cena, nazwa, opis, grafika, formularz. Wszystko da się edytować — można np. ukryć logo lub wstawić własne. Landing page jest wstępnie wypełniony: system sam dobrał teksty do produktu. Najlepiej napisać je samodzielnie, ale każda sekcja jest prosta do edycji — można ją usunąć albo dodać nową z bazy szablonów przygotowanych pod produkty cyfrowe, a całość podejrzeć w widoku mobilnym. Niepotrzebna nawigacja? Usuwasz. Gdy wszystko gotowe, klikasz „Publikuj” i oglądasz efekt; w razie potrzeby podpinasz własną domenę.
Wygląd koszyka zmienisz w ustawieniach produktu: nazwa, opis, link, grafiki, warianty cenowe. W zakładce koszyka wybierasz, które pola formularza mają być widoczne, i edytujesz każde z nich. Nie chcesz logotypu — ukrywasz; chcesz zmienić stopkę — klikasz i wpisujesz np. „NetGonet”, po czym zapisujesz zmiany.
W tym momencie jesteś praktycznie gotowy do przedsprzedaży. Ja lubię zrobić jeszcze jedną rzecz — nie jest wymagana, ale daje święty spokój: nagrywam kilka pierwszych lekcji, żeby klient od razu widział wartość. Takie wejście jest lepiej odbierane.
Krok 4. Produkcja: prezentacja, nagranie, montaż
Prezentacja to częsty element kursów — taką właśnie widzisz teraz na ekranie. Do jej stworzenia posłużą PowerPoint, Canva albo Gamma. Moim odkryciem ostatnich lat jest Gamma, która daje naprawdę spore możliwości (link w opisie jest afiliacyjny — z mojego dostaniesz nieco więcej kredytów).
Fajne w tym programie jest to, że nowej prezentacji nie kleisz slajd po slajdzie jak w PowerPoincie — w całym procesie pomaga sztuczna inteligencja. Masz dwie drogi: wklejasz wcześniej przygotowany tekst albo generujesz wszystko od zera. Ja wybieram od zera: opisuję temat („Sztuczna inteligencja w biznesie”), wybieram format — prezentację — i liczbę slajdów. Bezpłatna wersja daje do 10 slajdów, które można później dorobić ręcznie; płatna nie jest droga i pozwala wygenerować naraz do 50 slajdów, a w najwyższym pakiecie 75.
Klikam generowanie konspektu i AI rozbija mi temat na plan, od razu z treścią poszczególnych slajdów. Teksty warto przejrzeć i poprawić — najlepiej przygotować je wcześniej. Ja wybieram tryb minimalny, czyli jak najmniej tekstu: skoro sam prowadzisz prezentację i nie wysyłasz slajdów klientom, tekst ma nie rozpraszać odbiorcy. Potem wybieram styl (kilka gotowych albo własny z logotypem), źródło obrazów — obrazy AI — styl artystyczny i klikam „Generuj”. Są jeszcze drobne ustawienia zaawansowane, ale na potrzeby przykładu zostawiam domyślne. System tworzy prezentację wraz ze zdjęciami na moich i twoich oczach.
Efekt nie jest statyczny, jak choćby w NotebookLM — przewaga polega na tym, że każdy element da się kliknąć i edytować. A jeśli sercem nadal jesteś przy starszych programach — obraziłem przed chwilą PowerPointa, ale wybaczam mu — całość możesz wyeksportować i wykorzystać właśnie tam. Prezentacja wychodzi spójna, choć wizualizacje wyglądają różnie. Jeśli jakaś ci nie pasuje, klikasz dwukrotnie w element, poprawiasz polecenie, np. „przedsiębiorca czyta coś na tablecie”, klikasz generuj — system podmienia grafikę i proponuje kilka wariantów do wyboru. Prezentować możesz od razu albo wyeksportować do PDF-a lub PowerPointa.
Ale prezentacja to nie wszystko — potrzebny jesteś także ty, w kilku formatach. Pierwszy to gadająca głowa, jak u mnie: mała głowa w rogu ekranu. Dzięki temu buduję z tobą relację — mnie oglądasz, mnie kojarzysz. Gdyby tego nie było, byłbym tylko głosem w internecie. A tak jestem łysem panem w t-shircie, nazywam się Krzysztof i już lepiej mnie zapamiętujesz. Drugi format to prezentacja z samym głosem: słabiej buduje relację, ale przyspiesza montaż, więc ma swoje zalety. Trzeci — nagranie ekranu albo prezentacja z lektorem — również wygodny w obróbce, lecz nie tworzy tak silnej więzi. Praktyczne rozwiązanie: pierwsze lekcje nagraj z twarzą, a resztę bez — ze skupieniem na merytoryce i pomocy klientowi.
Czym nagrywać? Programów jest mnóstwo. Z bezpłatnych bardzo sensowne jest OBS Studio: nagrasz w nim ekran, twarz i dźwięk w jednym, a potem eksportujesz plik. Minus: nagranie trzeba dopiero zmontować w innym programie — ale jest za darmo. Ja korzystam z Camtasii — nie najtańszej i nie najlepszej, ale działa i chwalę ją sobie. Nowoczesne programy z automatycznymi zbliżeniami i animacjami to Focusee (Windows) i Screen Studio (Mac). Do edycji najlepszym bezpłatnym rozwiązaniem jest DaVinci Resolve, alternatywnie CapCut.
Ładujemy kurs na platformę
Masz już nagrany i zmontowany materiał oraz pierwsze lekcje do przedsprzedaży — czas dodać je do platformy. Wchodzisz w „Kursy”, wybierasz utworzony wcześniej „AI w biznesie” i opcję wygenerowania kursu: możesz zacząć bez produktu albo podpiąć istniejący. Wybierasz paletę — jasną albo ciemną — i generujesz. System stworzy kilka przykładowych lekcji i przeniesie cię do edytora.
Tutaj edytujesz poszczególne lekcje; program sam przełącza się na tę, którą chcesz zmienić. Przykładową lekcję z panem o zjawiskiej fryzurze (szczerze zazdroszczę!) usuwam jednym kliknięciem i zapisuję — i tak samo postępujesz ze wszystkim, czego nie potrzebujesz. Następnie klikasz plus i dodajesz nową lekcję, np. „Lekcja 1 — wprowadzenie”. Tytuły i opisy możesz skopiować z pliku, który wcześniej zrobiło ci AI. Wybierasz typ: wideo, audio, plik do pobrania, PDF albo dokument Google — wszystkie popularne formaty są dostępne. Ja wybieram wideo, jako źródło na start YouTube, wklejam link do filmu z serii, ustawiam czas trwania (niech będzie 30 minut) i dodaję opis, np. „Jak napisać ebooka” — w prawdziwym kursie bardziej rozbudowany. Po zapisaniu widzę podgląd lekcji wraz z opisem. Kolejność zmieniasz, przytrzymując element i przeciągając go w nowe miejsce. W ten sposób budujesz pełny kurs z własnych materiałów.
Jest jedno bardzo ważne ustawienie: paywall. Jeśli opublikujesz kurs połączony z produktem, osoba, która wejdzie, zobaczy komunikat, że musi odblokować dostęp — bez tego nie dostanie się do środka. Klient klika, trafia na stronę koszyka, płaci, konto zakłada się automatycznie i wszystkie materiały stają się widoczne. Uwaga w drugą stronę: jeśli odłączysz produkt i opublikujesz kurs, będzie on dostępny dla każdego posiadacza linku. Przy płatnych materiałach koniecznie podłącz produkt do kursu.
Możesz też zmienić układ i etykiety elementów (np. „poprzednia lekcja”, „następna lekcja”, „oznacz jako ukończone”), dodać logo w nagłówku i dopieścić szczegóły wizualne. Kolejne ustawienie idealne pod przedsprzedaż to data uruchomienia. Załóżmy, że sprzedaż zaczynasz 15 czerwca, a kończysz 20 — ustawiasz dokładną datę i godzinę, od których kurs stanie się dostępny. Jest też opcja przekierowania: jeśli ktoś wejdzie na stronę, a chcesz go wysłać gdzie indziej — możesz. Fani automatyzacji również znajdą sporo możliwości.
Bardzo przydatna jest funkcja certyfikatów. W niektórych grupach odbiorców są one bardzo cenne — nauczyciele potrzebują ich choćby do awansu zawodowego. Aktywujesz certyfikat, ustawiasz od ilu procent ukończenia jest przyznawany, wgrywasz obrazek kursu albo wybierasz szablon; możesz dodać własne tło i dopasować wygląd do siebie. Dane uczestnika dopisują się automatycznie. Jest też zakładka ze stylistyką oraz — co ważniejsze — statystyki: lista studentów, postępy, kto otrzymał certyfikat, średni procent obejrzenia poszczególnych lekcji. To bezcenne przy późniejszym ulepszaniu produktu.
Skonfiguruj pierwsze lekcje i idziemy dalej.
Krok 5. Sprzedaż — nie ma tu magii
Załóżmy, że przedsprzedaż się udała: zweryfikowałeś pomysł, masz pierwszych klientów i chcesz iść dalej. To dopiero początek — zależy nam, żeby sprzedaż była powtarzalna, żebyś zarabiał cyklicznie. Co trzeba zrobić? Nie leżeć na plaży. Trzeba aktywnie sprzedawać swój produkt. Automatyzacje pomogą, ale to wciąż praca: trzeba ją pilnować i tworzyć.
Kilka dróg do pierwszych klientów. Po pierwsze, ręczne dotarcie. Nie jest łatwe, zwłaszcza jeśli wcześniej nie sprzedawałeś, ale przestawia głowę na tryb sprzedaży, uczy przyjmowania odmowy i daje pierwszy zarobek. Piszesz do osób potencjalnie zainteresowanych, na grupach, kontaktujesz się jeden na jeden. Ale nie w stylu: „Hej, kup mój kurs” — najpierw zagadaj, sprawdź, czy ta osoba ma dany problem, a dopiero potem wyjdź z propozycją. To temat na osobne nagranie, ale wiedz, że taka droga istnieje i jest bezpłatna.
Po drugie, marketing organiczny — to, co robię ja: YouTube, Facebook, blog. Masz wiele mediów, w których możesz pokazywać się w internecie, dzielić się wiedzą, a potem zapraszać do płatnych programów. Po trzecie, najlepszy sposób na szybką weryfikację: płatne reklamy. Masz kontrolę nad zasięgiem i formatem — media bezpłatne takich możliwości nie dają. Minus jest oczywisty: trzeba zapłacić. Ale jeśli prowadzisz biznes, warto mieć budżet na inwestycje.
Pamiętaj, że sprzedaż to nie magia. Byłem mocno zniechęcony, gdy moje pierwsze produkty się nie sprzedawały. „Nie sprzedaje się” — to słowo-klucz. Nic samo się nie sprzeda. Musisz aktywnie dążyć do sprzedaży i kontaktować się z klientami. To kwestia skali: im więcej wykonanych akcji, tym większa szansa, że ktoś kupi. Nie ma tu żadnej magii — są lejki.
Lejek ma kształt zbliżony do klasycznego i pokazuje, jak przepływa ruch potencjalnych klientów. Najpierw ktoś widzi reklamę, potem mniejsza liczba osób wchodzi na stronę sprzedażową, a na końcu część kupuje, część odchodzi. Zadanie: sprawić, by jak najwięcej osób z tych, które zobaczyły reklamę, sięgnęło po produkt.
Najprostszy jest lejek sprzedażowy — bez udziwnień i od niego warto zacząć. Tworzysz reklamę, kierujesz ludzi na stronę sprzedażową, a oni kupują albo nie; potem pracujesz nad tym, żeby konwersja rosła. Drugi sposób, bardziej rozbudowany: oferowanie bezpłatnej wiedzy — wideoporadniki, lead magnety, ebooki. Klient zapisuje się na maila i otrzymuje wartościową sekwencję mailową, która ma skłonić go, by poszedł z tobą dalej i skorzystał z płatnych produktów. Metoda bardzo dobra, ale zwykle wymaga reklam: organiczne dotarcia bywają bardzo różne, a jeśli dopiero zaczynasz, trudno zebrać z mediów społecznościowych reprezentatywną grupę. Masz już duże zasięgi i społeczność — wykorzystaj je; jeśli nie — znowu polecam reklamę.
Są też lejki webinarowe: dzielisz się wiedzą na bezpłatnym szkoleniu, dajesz część treści, budujesz relację, a potem dosprzedajesz dalszą drogę. To element wymagający większego przygotowania. Jeśli sprzedajesz droższe produkty, powyżej 1000 zł, polecam lejek webinarowy albo okna sprzedażowe: produkt dostępny np. tylko przez 5–7 dni intensywnych działań marketingowych, potem przerwa na kilka tygodni lub miesięcy. Wreszcie lejki aplikacyjne: ktoś aplikuje do twojego programu, ty robisz z nim rozmowę sprzedażową i on kupuje albo nie. Ten model jest bardzo popularny w droższych programach mentoringowych, kosztujących kilka, a nawet kilkanaście tysięcy złotych — tam proces z kilkoma rozmowami jeden na jeden, czyli klasyczna sprzedaż, jest wręcz wymagany.
Jest tego sporo, ale zapamiętaj jedną zasadę: wybierz jedno — dokładnie jeden produkt, jedną grupę odbiorczą i jeden lejek. Nie rozpraszaj się. Jeśli przez tydzień coś nie działa, nie zmieniaj nagle lejka na inny. Testuj, ucz się, zdobywaj wiedzę i dopiero wtedy, gdy poczujesz się pewnie, rozbudowuj gamę produktów albo testuj inne sposoby sprzedaży. Na początek opanuj jedną rzecz — to da ci znacznie lepsze efekty niż testowanie dziesięciu naraz. Skąd to wiem? Bo sam przeszedłem tę drogę i sam popełniałem te błędy: rozpraszałem się i testowałem różne metody zamiast dopieszczać to, co już działało.
Na koniec
Dziękuję za obejrzenie. Będę wdzięczny za łapkę w górę i komentarz — jeśli masz pytania albo chcesz coś doprecyzować, napisz, bo wiem, że ten film nie wyczerpał tematu. Temat jest niezmiernie szeroki, ale mam nadzieję, że zainspiruje cię, żeby zacząć, próbować, uczyć się i rozwijać. A to właśnie jest pierwszy krok. Teraz najważniejsze: praktyka. Jeśli chciałbyś dołożyć do kursu inne produkty, na przykład ebooka, albo dowiedzieć się więcej o sprzedaży — w serii znajdziesz kolejne filmy. Do zobaczenia. Pozdrawiam — Krzysztof Gonet.