Mounjaro zmieniło moje życie. Nie chodzi tylko o to, że ważę o 35 kg mniej

2026-10-11 • Moja podróż z Mounjaro • Zdrowie i energia •opinia •waga 2/5 •19 min czytania

Subiektywny, ale konkretny opis tego, co poza utratą 35 kg dało autorowi Mounjaro: nowy stosunek do ciała, ruchu, jedzenia i snu. Warto przeczytać dla motywacji przed lub w trakcie terapii lekami GLP-1.

Robocza publikacja redakcyjna na podstawie publicznego transkryptu YouTube. Źródło: YouTube.

O czym jest ten film

  1. Autor po blisko 15 miesiącach terapii Mounjaro zrzucił 35 kg i wrócił do zdrowej wagi — ale ten film w ogóle nie jest o kilogramach.
  2. Największa zmiana to koniec wojny z własnym ciałem: cel przesunął się z „chcę schudnąć” na „chcę żyć dłużej i zdrowiej”.
  3. Ruch przestał być karą za zjedzone kalorie — spacery stały się rekreacją, a trening siłowy to „niepodlegająca dyskusji” inwestycja w starość.
  4. Zegarek (Apple Watch albo dowolna opaska czy pierścień) pokazuje prawdziwy obraz aktywności; nowa funkcja „readiness” wyświetla rano gotowość organizmu do dnia w skali 1–10.
  5. Sen działa jak ładowanie samochodu elektrycznego: po nieprzespanej nocy apetyt wraca nawet mimo zażywanego leku.
  6. Zmienia się cała relacja z jedzeniem — organizm sam zaczyna wymagać zdrowszych produktów, a smażone potrawy i słodycze przestają pociągać.
  7. Pojawił się szacunek dla ciała jako „świątyni”: ponad 70 dni bez alkoholu i wyraźna świadomość, jak głęboko alkohol jest wpięty w naszą kulturę.
  8. Szybkie i mierzalne efekty budują poczucie sprawczości — a ono napędza kolejne zmiany, od treningu po nowy skład ciała.
  9. Niedoceniany skutek terapii: pewność siebie i lepsze samopoczucie psychiczne — mniejsze rozmiary ubrań, komplementy, moment ze starymi spodniami.
  10. Autor przypomina, że lek to tylko narzędzie — bez diety, ruchu i snu magia się nie wydarzy — i otwarcie zastanawia się, co zostanie z tych zmian po odstawieniu Mounjaro.

10 najważniejszych takeaways — z kontekstem zastosowania

1.Przesuń cel z „chcę schudnąć” na „chcę żyć dłużej”

Na czym polega: Lata walki o kolejne kilogramy kończyły się u autorem jo-jo. Gdy lek zdjął z niego presję wagi, cała energia poszła w zdrowie i długowieczność.

Jak stosować: Po osiągnięciu zdrowej wagi wyznacz sobie nowe cele — trening, sen, profilaktykę — żeby nie wracać do obsesji na punkcie wagi.

Na co uważać: Zmiana priorytetów to praca głowy, nie tylko farmakologia; nie zawieszaj jej wyłącznie na zastrzyku.

2.Odłącz ruch od jedzenia

Na czym polega: Kiedyś spacer był „odpracowywaniem” zjedzonych kalorii. Dziś autor wychodzi na niego z przyjemnością, nie z poczucia winy.

Jak stosować: Planuj aktywność niezależnie od posiłków, np. stały spacer albo trening w konkretne dni tygodnia — nie jako „karę” po przejedzeniu.

Na co uważać: Odruch „zjadłem, więc muszę spalić” łatwo wraca; wyłapuj go świadomie i zamieniaj na ruch dla radości.

3.Trening siłowy traktuj jak inwestycję w starość

Na czym polega: Autor zaczął od zera, bez żadnej siłowni w życiorysie, a po pół roku widzi w lustrze muskulaturę, o jakiej nie marzył.

Jak stosować: Zacznij od prostych ćwiczeń, choćby dwa–trzy razy w tygodniu; efekty w lustrze przychodzą po miesiącach, nie tygodniach.

Na co uważać: Na początku nadwaga mocno utrudnia trening — to maraton, a nie sprint; nie porównuj swojego tempa z nikim.

4.Mierz aktywność, zamiast zgadywać

Na czym polega: Wrażenie „dużo się ruszam” bywa złudą, podobnie jak „mało jem” — zegarek pokazuje liczbę kroków, jakiej nikt by sobie nie naliczył w głowie.

Jak stosować: Dowolna opaska, zegarek albo pierścień z przypomnieniami o ruchu i dziennymi celami; na starcie terapii to silny motywator.

Na co uważać: Funkcje typu „readiness” bywają pretekstem do zakupu nowszego modelu — do rozpoczęcia wystarczy podstawowy pomiar aktywności.

5.Chroń sen jak zasięg w elektryku

Na czym polega: Po nieprzespanej nocy apetyt wrócił nawet mimo leku — sen współdecyduje o tym, jak GLP-1 działa na głód następnego dnia.

Jak stosować: Włącz sen w plan terapii: stałe pory kładzenia się i wystarczająca długość; obserwuj związek snu z apetytem.

Na co uważać: Snu nie da się „nadrabiać” weekendami; kolejne białe noce potrafią zniweczyć efekt preparatu.

6.Wykorzystaj okres, w którym zmienia się apetyt

Na czym polega: Lek zmienia preferencje — odwraca od smażonego i słodyczy, u niektórych wzbudza ochotę na warzywa. To nie tylko waga, to cały metabolizm.

Jak stosować: Właśnie w tym oknie ucz się o wartościach odżywczych, testuj nowe smaki i buduj nawyki, które zostaną po zakończeniu terapii.

Na co uważać: Zmienione upodobania nie zwalniają z myślenia o diecie — preparat działa też na mózg, ale decyzje podejmujesz ty.

7.Każdą decyzję filtruj pytaniem: co to da mojemu ciału?

Na czym polega: Ciało jako „świątynia”: alkohol, stres, jedzenie i sen autor ocenia przez wpływ na organizm — efektem ponad 70 dni abstynencji.

Jak stosować: Przy drobnych wyborach (drink, przekąska, późna noc) zatrzymaj się na sekundę i zapytaj, jak zapłaci za to ciało jutro i za rok.

Na co uważać: Radykalne zmiany w całym domu budują opór bliskich — zostaw rodzinie przestrzeń, zamiast urzęadować reżim.

8.Tnij sukces na małe, mierzalne kawałki

Na czym polega: Szybko widoczne efekty — waga, sylwetka, siła — dają poczucie, że los jest w twoich rękach, i to ono popycha do przodu.

Jak stosować: Doceniaj proste mierniki: rozmiar ubrań, wyniki treningów, własne odbicie w lustrze; z nich czerp paliwo na kolejny krok.

Na co uważać: Porównywanie z metodami typu post przerywany (2–4 kg przez wiele miesięcy) bywa kuszące, ale tempo to nie wszystko — liczy się trwałość.

9.Nie lekceważ efektów psychologicznych

Na czym polega: Pewność siebie, wyprostowana sylwetka przed lustrem, czyjeś „świetnie wyglądasz” — rzadko omawiany, a kluczowy wymiar terapii i zdrowia psychicznego.

Jak stosować: Świętuj małe sygnały zmiany, od nowego rozmiaru koszuli po stare spodnie, „w których zmieściłby się drugi człowiek”.

Na co uważać: Ktoś, kto nigdy nie zmagał się z otyłością, może tego nie zrozumieć — nie mierz własnych odczuć cudzą miarką.

10.Lek to narzędzie, nie magia

Na czym polega: Preparat nie zmieni diety i nie zmusi do ruchu. Daje drugą szansę — jak ją wykorzystasz, zależy wyłącznie od ciebie.

Jak stosować: Połącz terapię z dietą, nawodnieniem, ruchem (zwłaszcza siłowym) i snem; dopiero wtedy „dzieje się magia”, jak pokazują sukcesy trenujących osób na GLP-1.

Na co uważać: Nie zakładaj, że zastrzyk zrobi wszystko sam; już teraz planuj, co ma zostać po odstawieniu — nawyki, a przede wszystkim poczucie sprawczości.

Redakcyjne tłumaczenie

Nie tylko kilogramy

Gdy rozmawia się o zastrzykach odchudzających — Mounjaro, Wegovy, Ozempic — pierwszym tematem jest zawsze to, ile ktoś schudł. Ile kilogramów zeszło. Także reklamy tych leków operują procentem masy ciała, którą można stracić. Ja chcę dziś opowiedzieć o czymś innym: o tym, co terapia daje ponad samą utratę wagi. Co zmieniło u mnie Mounjaro przez blisko piętnaście miesięcy — oprócz tego, że oczywiście zrzuciłem kilogramy i wróciłem do zdrowej wagi.

Na zachętę: jeśli uważacie, że to temat wart polecenia, zasubskrybujcie kanał i zostawcie łapkę w górę, żeby film dotarł do większego grona.

Koniec wojny z własnym ciałem

Najważniejsze, co chcę powiedzieć: przestałem traktować własne ciało jak przeciwnika, z którym toczę nieustanną walkę. Kiedyś wszystko kręciło się wokół chudnięcia — każda moja aktywność służyła zrzuceniu kolejnych kilogramów. Była to walka z góry skazana na porażkę, o czym opowiadałem w poprzednich materiałach: waga schodziła i wracała, schodziła i wracała. Gdy kończyła się dieta albo intensywny wysiłek, kilogramy niestety wracały, choćbym nie wiem jak się starał.

Dzięki Mounjaro cel przesunął się z „chcę schudnąć” na „chcę żyć dłużej”. Zmieniły się priorytety. Oczywiście stało się tak też dlatego, że wagę już zrzuciłem, więc wyznaczam dziś inne cele — ale zauważyłem, że odmieniło się samo myślenie. Cała energia, którą wcześniej pochłaniało „tylko schudnąć, tylko schudnąć” — a to, jak mówiłem, i tak rzadko wychodziło — płynie teraz w zupełnie innym kierunku. Skupiam się na tym, żeby dbać o siebie i żyć zdrowiej.

Od kiedy jestem na terapii i widzę, jak świetnie działa, potok sił, które kiedyś szły w walkę o kilogramy, skierowałem na pytanie: co jeszcze mogę zrobić, żeby żyć choćby dzień dłużej? I myślę, że to największa zmiana i największa zaleta leków GLP-1. Skoro nie toczymy już batalii o kolejne deko — a dobrze wiemy, że bez wsparcia idzie to bardzo powoli i bardzo ciężko — ta energia idzie w życie lepsze, zdrowsze i dłuższe. Modne dziś słowo to „longevity”, długowieczność; dużo się o nim mówi w mediach i w internecie. I moim zdaniem ta przemiana myślenia, energii i działania, jaką przyniosło Mounjaro, idealnie wpisuje się w ten nurt.

Ruch przestał być karą

Druga sprawa: aktywność fizyczna — ćwiczenia, ruch, spacery — przestała być dla mnie karą za jedzenie. Kiedyś wyglądało to tak: zjadłem obfity posiłek, więc wiem, że muszę iść się ruszyć, bo trzeba spalić kalorie, bo inaczej przybędzie kolejny kilogram. Dziś to nie kara, tylko przyjemność. Nie zmuszam się do spaceru — wychodzę z radością, traktuję go jako rekreację, na którą się cieszę. Nie muszę się przemagać; przychodzi to samo i czerpię z tego mnóstwo satysfakcji. Do tego po treningu organizm wydziela hormony szczęścia, więc korzyść jest podwójna.

Trening siłowy: inwestycja, o której się nie dyskutuje

Podobnie rzecz się ma z treningiem siłowym. Na początku było oczywiście ciężko — zaczynałem od zera, nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z siłownią. Motywacji miałem pod dostatkiem, ale organizm fizycznie nie nadążał; te dodatkowe kilogramy dawały się we znaki. Był to więc wysiłek, ale nie w sensie zmuszania się, tylko przyzwyczajania ciała do tego, żeby po prostu stało się sprawniejsze.

Zmiana jest ogromna. I znów będę się powtarzał, bo to moja mantra: spróbujcie, zacznijcie. Nagrałem film o tym, jak zrobić pierwszy krok i jakie proste ćwiczenia wykonywać. Naprawdę zobaczycie potencjał, jaki daje ten lek w połączeniu z aktywnością — spacerami, bieganiem — ale przede wszystkim z treningiem siłowym. Przyrzę wam, że będziecie mile zaskoczeni. To element niepodlegający dyskusji: trening siłowy to inwestycja w nasze życie, w naszą starość. To zwrot o sto osiemdziesiąt stopni od „muszę iść na spacer, bo za dużo zjadłem”. Kiedyś czułem się winny, że po przejedzeniu muszę depnąć do dechy i się wykończyć. Dziś to po prostu rekreacja. Ćwiczenia są częścią mojego życia i w żadnym razie nie są karą — to wielka przyjemność i mam nadzieję, że tak już zostanie.

Zegarek, który pokazał mi prawdę o moim ruchu

Muszę wspomnieć o tym, co bardzo pomogło mi kontrolować aktywność — o Apple Watchu. Wiem, że wiele osób jest przeciwnych tej firmie, że to podobno sam marketing, a niektórzy mówią wręcz o kulcie. Opowiem więc, jak to wyglądało z mojej perspektywy. Nie musi to być akurat Apple — są różne odpowiedniki, opaski, a nawet pierścienie.

Jeśli długo siedzę przy biurku, zegarek co jakiś czas przypomina mi, żebym się poruszył — a to oczywiście świetnie wpływa na krążenie. Dostaję powiadomienie: wstań, rozruszaj się — więc idę na przykład napełnić butelkę wody. Fantastyczny motywator i przypominacz. Do tego pierścienie aktywności pokazują dzienny ruch, a to pozwala go kontrolować, bo sami nie jesteśmy w stanie śledzić tego w głowie. Podobnie jest z liczeniem kalorii: wydaje nam się, że jemy mało, a gdy zaczynamy liczyć, wychodzi sporo. Tu jest odwrotnie — mamy wrażenie, że jesteśmy aktywni, a dopiero urządzenie pokazuje prawdziwy obraz. Często myślimy, że zrobiliśmy dwadzieścia tysięcy kroków, a okazuje się, że sześć.

Dziś nie przyglądam się temu już tak uważnie, ale na starcie było to znakomite narzędzie: patrzę — szesnasta, a ja ledwo się ruszyłem, to trzeba coś dodać. Zdecydowanie polecam. Nie musi być Apple Watch, choć najnowsza dwunastka ma świetną funkcję „readiness”, czyli wskaźnika gotowości na dzień. To nowość i jedyny powód, dla którego przesiadłem się z jedenaastki — Apple oczywiście dba o to, żeby ludzie kupowali nowsze modele. Funkcja zbiera dane o aktywności i śnie, a w przeciwieństwie do poprzedników robi mnóstwo pomiarów w tle, więc obraz jest znacznie lepszy. Każdego ranka pokazuje, zwykle w skali od 1 do 10, jak zregenerowany jesteśmy i na ile jesteśmy gotowi do dnia.

Sen to ładowanie

Kolejna rzecz, którą zacząłem obserwować, to sen. Jeśli jesteśmy samochodem elektrycznym, to sen jest naszym ładowaniem: nie podłączymy się wystarczająco długo — nie będziemy mieli zasięgu. Prosta analogia, ale w jej prostocie mnóstwo prawdy. Zrozumiałem to w praktyce, kiedy z jakiegoś powodu nie spałem całą noc. Następnego dnia, choć brałem GLP-1, jadłem dużo i miałem apetyt. Łapałem się na tym, że się dziwię: przecież zastrzyk był dwa dni temu, to co się dzieje?

Jedzenie: od paliwa do przyjemności

Wracając do rzeczy, które zmieniły się ponad zrzuceniem 35 kilogramów — to z pewnością myślenie o jedzeniu, moja relacja z nim. Jedna z najważniejszych zmian. Często eksperymentuję z nowymi smakami, podczas gdy kiedyś jedzenie było czysto funkcjonalne: potrzebna energia, więc jemy. Dziś nie jest to już „muszę zjeść, bo jestem głodny”, byle czym się objadać. Po pierwsze jem bardzo zdrowo i sporo myślę o tym, co ląduje na talerzu — nie znaczy to, że pochłania mi to mnóstwo czasu.

Ciało samo daje znak, i podejrzewam, że zna to wiele osób na GLP-1. W waszych komentarzach — za które szczerze dziękuję — często pada, że lek odwrócił kogoś od smażonego jedzenia. Tak było i u mnie. Są też głosy o niesmaku do słodyczy czy ogólnie niezdrowej żywności. Przed dwoma dniami czytałem wypowiedź dziewczyny, która nie jadała warzyw i specjalnie ich nie lubiła — a teraz organizm po prostu ich wymaga. To jest właśnie to, co preparat naprawia w naszym ciele. Nie chodzi tylko o wagę łazienkową — cały metabolizm obraca się o sto osiemdziesiąt stopni. Jedzenie jest dziś przyjemnością, ale automatycznie sięgam po zdrowsze dania.

W czasie całej terapii nauczyłem się przy okazji bardzo dużo o żywności: o jej wartościach odżywczych i o tym, co zawierają poszczególne produkty. I to jest największy plus. Dziś dzieje się to samo z siebie; nie siedzę i nie planuję wszystkiego z wyprzedzeniem. To zasługa wiedzy zdobytej w trakcie leczenia, ale też spory udział samego leku, który — jak wiemy — działa nie tylko na układ trawienny, lecz także na mózg.

Ciało jak świątynia — i 70 dni bez alkoholu

Warto też wspomnieć, że zacząłem szanować własne ciało. To myślenie całkowicie się odmieniło. Ciało jest moją świątynią i wszystko, co robię, robię z myślą o nim. Kiedyś nie przywiązywałem do tego takiej wagi — ani do tego, jak jem, ani do tego, że ćwiczę, ruszam się, dbam o sen i staram się unikać stresu. Cały styl życia się przebudował.

Przykładem i dowodem niech będzie ponad 70 dni bez alkoholu. Znowu: dzięki temu przełącznikowi, który gdzieś klika w głowie, zrozumiałem, że alkohol nie wnosi nic dobrego. Jasne, drink na imprezie to miła rzecz, ale w dłuższej perspektywie zobaczyłem same straty — nie mówiąc o porannym samopoczuciu, choć to osobna bajka. Gdyby ktoś dwa lata temu powiedział mi: „może byś przestał pić, odstawił całkiem”, pokazałbym palcem na głowę: „zjadłeś się? po co miałbym rezygnować z przyjemności?”. Wszystko jest dla ludzi, żyje się tylko raz — miałem mnóstwo takich argumentów. Dziś to myślenie legło w gruzach. Jest trening, jest skupienie, jest — jak mówiłem — radość z ruchu, tak samo jak z nietrzaskania kieliszka. Idzie znakomicie, nie mam z tym żadnego problemu. I im dłużej trwa ta abstynencja, tym wyraźniej widzę, jak jesteśmy bombardowani informacjami o alkoholu, jak głęboko siedzi on w nas i jak często zupełnie błędnie sądzimy o tym, co nam daje i co oznacza dla organizmu.

Cena zmian: syn marudzi na leczo

Muszę jednak przyznać się do pewnego minusa — mój syn szczerze narzeka. Powiedział już wprost, że ma dość tego Mounjaro i mojego nowego stylu, bo jemy tylko zdrowo, a z domu zniknęły wszystkie niezdrowe rzeczy. Kupujemy przecież różne produkty — nie jestem żadnym tyranem — ma swoje chipsy, płatki śniadaniowe i temu podobne, trochę przetworzone. Ale chodzi mu głównie o obiady: nie jest fanem ryb ani łososia, tego po prostu nie lubi. Wczoraj zrobiłem leczo — i znowu za dużo warzyw. No cóż, tacy są młodzi. Ja w jego wieku byłem dokładnie taki sam: myślałem bardziej o szybkim zastrzyku energii i węglowodanach niż o tym, co będzie po jedzeniu i co mi to realnie da.

Poczucie sprawczości

Następna rzecz to poczucie sprawczości. Właśnie ono się pojawiło i zdecydowanie przyspieszyło odchudzanie, bo daje rozpęd i popycha do przodu. Wielokrotnie o tym mówiłem: dostajemy drugą szansę, tak to widzę. Lek daje nam szansę — jak z niej skorzystamy, zależy od nas.

Skoro kilogramy schodzą tak świetnie, dołożyłem trening siłowy i skład ciała całkowicie się zmienił. Czujemy, że mamy los we własnych rękach, bo efekty są mierzalne. Dla porównania: przy poście przerywanym czy podobnych metodach zrzucenie dwóch, trzech, czterech kilogramów to bardzo długi okres, a my stajemy się coraz niecierpliwni i chcemy wyników. Tutaj proces wyraźnie przyspiesza, widzimy na własne oczy, co się dzieje, i to daje kolejny impuls — właśnie to poczucie wpływu.

To samo z ćwiczeniami. Zacząłem trenować i powiem wam: po pół roku, patrząc w lustro, śmieję się i mówię głośno, że nigdy mi się nie śniło, że mogę mieć mięśnie — biceps, ładną klatę. Kiedyś, przy nadwadze, miałem w zasadzie piersi, nie klatkę piersiową. To coś niesamowitego — i fakt, o którym się nie mówi w kontekście GLP-1, bo słychać tylko, ile można schudnąć albo jak wielkie szkody te leki podobnie czynią. To zdecydowanie ważny punkt, o którym trzeba pamiętać i który trzeba doceniać. Jeśli stosujesz preparat i widzisz u siebie te zmiany — trzymaj się, nie odpuszczaj. Nawet jeśli u ciebie idzie trochę wolniej, nic to nie zmienia. To maraton, nie sprint.

Pewność siebie i psychika

Muszę też z pewnością wspomnieć o pewności siebie. Kiedy dziś zakładam koszulę w rozmiarze L zamiast, dajmy na to, podwójnego XL, po prostu czuję się lepiej. Prostuję się przed lustrem. Tak, cieszę się tym. Ciało zaczyna się też rysować i ujędrniać. A skoro wszyscy mówimy dziś o zdrowiu psychicznym — które zaraz po otyłości jest największym problemem współczesnego świata — to taki zastrzyk pewności siebie ogromnie pomaga i bardzo pozytywnie wpływa na samopoczucie, zwłaszcza gdy słyszymy komplementy: „świetnie wyglądasz”. Wiem, że są osoby, które wstydzą się przyznać, że korzystają z GLP-1 — nie rozumiem tego, ale to sprawa indywidualna.

Tak czy inaczej komplementy motywują, jednak moim zdaniem nic nie bije tej największej motywacji, kiedy jesteśmy już w trakcie terapii, widzimy naprawdę świetne wyniki, stajemy przed lustrem albo wkładamy stare spodnie i orientujemy się, że zmieściłby się w nich drugi człowiek. To niesamowite uczucie i jeden z największych atutów tego, co daje Mounjaro i osiągnięcie zdrowej wagi. Jeśli ten film ogląda ktoś, kto nigdy nie miał problemu z otyłością — nigdy tego nie zrozumie, nawet nie próbujcie. Ale sądzę, że większość z was wie, o czym mówię.

Dlatego sama waga to jedno, ale to, że dbam o siebie, ćwiczę, że ciało jest moją świątynią, że naprawdę je szanuję i wszystko robię z myślą o nim — daje ogromne wsparcie i wielką pewność siebie. To jest niezastąpione i mało kto o tym mówi. A to bardzo ważny element terapii GLP-1 — właściwie ważny element życia, niezależnie od tego, czy chudniemy, czy nie. I moim zdaniem trzeba o tym mówić głośno.

Bilans: życie po prostu wygląda lepiej

Podsumowując wszystkie te punkty: mogę śmiało powiedzieć, że Mounjaro — a właściwie może lepiej: nowy styl życia, który osiągnąłem dzięki niemu, ale też dzięki własnej pracy — sprawia, że jestem szczęśliwszy i lepiej myślę o sobie, o przyszłości, o życiu. Dało mi pewność siebie i nie bałbym się powiedzieć, że moje życie po prostu wygląda lepiej. Zarówno jeśli chodzi o wydolność, zdrowie i całą biologię, jak i o szczęście, o samopoczucie.

Rano, kiedy myję zęby i patrzę w lustro, mam nieporównanie więcej pozytywnych myśli niż te, które pamiętam sprzed dwóch, trzech lat. Kiedyś — dajmy na to w weekend, po nocce ze znajomymi i kilku drinkach — myłem zęby, patrzyłem na siebie i myślałem: „Nie tylko jesteś gruby, to jeszcze popatrz, co narobiłeś wczoraj — teraz będziesz się męczyć cały dzień”. Dziś to kompletna odwrócona sytuacja. Budzę się rano i — żeby nie zabrzmiało to głupio albo jak reklama jakiegoś używki — cieszę się na każdy kolejny dzień. Nie otwieram oczu z myślą: „znowu ten dzień, znowu ta szarpanina”. Teraz jest raczej tak: wiem, że dziś czwartek, że mam trening, więc budzę się z energią — nie tylko z energią, ale z motywacją i chęcią zagospodarowania kolejnego dnia. To daje ogromną szansę na zmianę życia, stylu życia, na bycie szczęśliwszym i życie dłużej.

Lek to narzędzie, reszta zależy od nas

Można nawet powiedzieć, że wszystko, co robimy, jest ostatecznie w naszych rękach. Lek nam pomaga, ale jest tylko narzędziem. Reszta zależy od nas. Nie nauczy nas i nie zmieni za nas diety ani odżywiania. Nie zmusi nas do działania. Będzie motywował, da rozpęd — ale dalszy ciąg leży w naszych rękach. Dlatego ponownie apeluję: ruszcie się, wstańcie z kanapy i zacznijcie działać. Nawet jeśli jesteście na początku, macie symboliczne wyniki albo dopiero startujecie — już teraz przemyślcie swoją strategię. Z czasem zmiany przyjdą same. Lek naprawdę odwraca perspektywę: patrzymy na życie i na jedzenie znacznie zdrowiej, ale niestety coś musimy wnieść sami. To nie tak, że się przyjmuje, siada i dzieje się magia. Przynajmniej na razie — może w przyszłości. Dlatego musimy się trochę spocić i coś zrobić od siebie, a moim zdaniem najlepszy start to trening oporowy, żeby ruszyły hormony szczęścia. Wtedy naprawdę zobaczycie, jak ten preparat może dla nas działać.

Na potwierdzenie tej tezy mogę wskazać retatrutyd. To właśnie siłownia zrobiła z niego bardzo popularny środek — stosują go głównie trenujący ludzie. I właśnie dlatego, że łączyli GLP-1 z treningiem, odnosili niesamowite sukcesy. Skoro tak, to musi być w tym coś na rzeczy: w połączeniu z treningiem siłowym daje to zdecydowanie lepsze efekty i wtedy dzieje się magia. Trzeba jednak pozostać aktywnym. Zmieniamy więc dietę, dbamy o nawodnienie, ruszamy się, zaczynamy ćwiczyć — ale zwracamy też uwagę na sen. To bardzo ważny element układanki, żeby osiągnąć najlepsze wyniki i utrzymać to dobre samopoczucie.

(Informacja dodatkowa: retatrutyd to badany jeszcze trójagonista receptorów GLP-1, GIP i glukagonu; zdobył popularność m.in. w środowisku siłowniowym, choć nie doczekał się jeszcze oficjalnej rejestracji.)

Otwarte pytanie: co zostanie po odstawieniu?

I tutaj nawiążę do ostatniego filmu, w którym opowiadałem o moim dylemacie: czy odstawić Mounjaro? Ta sprawa wciąż mi nie daje spokoju. Dziękuję raz jeszcze za komentarze, wsparcie i pomysły. Nie daje mi spokoju, bo… cóż, ważne jest dla mnie utrzymanie wagi, ale sądzę, że przy wszystkich tych zmianach stylu życia — na etapie, na którym jestem — dam sobie radę. Tylko czy poczucie sprawczości, to poczucie szczęścia, zostanie, czy zniknie, kiedy przerwę terapię? Krótko mówiąc: czy utrzymam osobę, którą jestem i którą stworzyłem — może to zbyt mocne słowo — w którą przemieniłem się w czasie brania GLP-1? Czy po odstawieniu uda mi się zatrzymać dokładnie tego samego gościa?

Zakończenie: doświadczenie zamiast „jedynie słusznej prawdy”

To wszystko, czym chciałem się podzielić w kwestii obserwacji, bo sądzę, że to ważna część całego leczenia. Mam nadzieję, że kogoś to zmotywuje. Jeśli po tym filmie choć jedna osoba zacznie ćwiczyć, będzie fantastycznie — poczuję, że materiał wniósł coś dobrego, zamiast być kolejnym „całą prawdą o…” albo „prawdą, której wam nie zdradzę, bo nikt inny tego nie zrobi”. Od takich nagłówków na YouTube — chyba za dużo go oglądam — aż mi się niedobrze robi, bo każdy ma podobno jedyną prawdę i sekrety nie dla wszystkich. Ja po prostu dzielę się własnym doświadczeniem i mam nadzieję, że choć jedna osoba na nim skorzysta i zdecyduje się wdrożyć którąś z tych zmian. To byłby dla mnie największy sukces.

Dziękuję raz jeszcze. Napiszcie, jak przebiega wasza terapia, jakie macie wyniki — albo ich brak — i na jakie problemy trafiacie podczas odchudzania. Nieważne, czy to Mounjaro, Wegovy, Ozempic czy inny preparat. (Informacja dodatkowa: w transkrypcji pojawiły się jeszcze dwie nazwy — „Founto” i „Orfobron” — najpewniej przekręcone przez automat; być może chodziło o Zepbound i orforglipron.) Wszyscy siedzimy w tej samej łodzi i myślę, że ludzie chętnie przeczytają wasze relacje, bo nie ma nic cenniejszego niż doświadczenia prawdziwych ludzi zamiast wywodów lekarzy o „jedynie słusznej prawdzie”. Tak samo jest z samymi lekami GLP-1: reklamy obiecywały utratę 18 czy 20 procent masy ciała, ale prawdziwy test przyszedł dopiero teraz, gdy używa ich kilka milionów osób. Właśnie wtedy widać prawdziwy potencjał — widać, co się dzieje.

Dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam serdecznie. Komentujcie, zasubskrybujcie, zostawcie łapkę w górę i włączcie dzwoneczek. Trzymajcie się — udanego tygodnia, udanego weekendu i wszystkiego dobrego!