Przedawkowałem Mounjaro! Co się dzieje, gdy pomylisz dawki i wstrzykniesz za dużo GLP-1?

2026-10-22 • Moja podróż z Mounjaro • Zdrowie i energia •opinia •waga 2/5 •17 min czytania

Pomyłka przy dzieleniu pióra: zamiast 7,5 mg wstrzyknięte 15 mg Mounjaro. Relacja z pierwszej doby po podwójnej dawce GLP-1 i konkretne zasady, które uchronią przed podobnym błędem.

Robocza publikacja redakcyjna na podstawie publicznego transkryptu YouTube. Źródło: YouTube.

O czym jest ten film

  1. Autor kanału, po prawie dziewięciu miesiącach terapii Mounjaro, pomylił dawki: zamiast 7,5 mg wstrzyknął 15 mg — podwójną dawkę.
  2. Przyczyną był pośpiech: zastrzyk „na szybko” rano przed wyjściem do pracy i pominięcie kontroli pokrętła pióra.
  3. Zamiast planowanego podsumowania dziewięciu miesięcy terapii powstał odcinek-relacja z przedawkowania.
  4. Pierwsze godziny to pot, stres i poczucie bezradności — iniekcji nie da się cofnąć — a przede wszystkim silna suchość w ustach i oczach.
  5. Autor poprosił ChatGPT o przeszukanie forów: podwójna dawka potrafi dawać mocne objawy nawet przez trzy dni, a lek rusza po 12–24 godzinach; kluczowe jest nawadnianie.
  6. Poradniki apteczne uspokoiły go i podpowiedziały strategię: bardzo delikatne jedzenie, odżywianie „czyste”, bez smażonego i tłustego.
  7. Zabezpieczył się na wypadek spadku cukru (coś słodkiego pod ręką) i sprawdził, przy jakich objawach dzwoni się po karetkę.
  8. Po dobie wróciły „startowe” efekty GLP-1: intensywne sny, ciągłe marznięcie, wewnętrzny niepokój i chwilowy zastrzyk motywacji.
  9. Najtrudniejsza okazała się całkowita utrata apetytu — autor zmuszał się do jedzenia i na własnej skórze zrozumiał apel lekarzy o jedzenie „na siłę” oraz ryzyko utraty mięśni.
  10. Morał: dzielenie dawek wymaga liczenia kliknięć dwa razy, kalkulatora i oznaczenia pióra; sam autor nie rezygnuje z tej metody, ale wzmacnia kontrole.

10 najważniejszych takeaways — z kontekstem zastosowania

1.Zastrzyków nie robi się w biegu

Na czym polega: Cała pomyłka wynikła z pośpiechu — autor wstrzykiwał lek rano, spóźniony do pracy, zamiast zrobić to spokojnie, kiedy miał czas. Rutyna i gonitwa to najczęstsze przyczyny błędów przy dawkowaniu.

Jak stosować: Wyznacz stały, spokojny moment na iniekcję, kiedy nic Cię nie goni. Jeśli danego dnia brakuje czasu — lepiej odczekać kilka godzin niż odliczać dawkę na kolanie.

Na co uważać: Im bardziej „automatyczna” wydaje się procedura, tym łatwiej o bezmyślny błąd — przy każdym wstrzyknięciu świadomie sprawdź, co dokładnie podajesz.

2.Kliknięcia licz dwa razy — i zawsze na kalkulatorze

Na czym polega: Autor dzieli duże pióra na mniejsze dawki, odliczając kliknięcia; przy tej metodzie pojedynczy klik (0,1 ml) potrafi istotnie zmienić dawkę, a nieprecyzyjne liczenie skończyło się podwójną porcją leku.

Jak stosować: Przed każdą iniekcją przelicz na kalkulatorze miligramy na mililitry i kliknięcia, a samo odliczanie wykonaj dwukrotnie, najlepiej bez rozpraszaczy.

Na co uważać: Nie ufaj pamięci i „wprawie” — po tygodniach powtarzania tej samej czynności mózg działa na autopilocie i łatwo pominąć jedno kliknięcie albo całe pokrętło.

3.Oznacz pióro i sprawdzaj pokrętło przed wstrzyknięciem

Na czym polega: Pióro potrafi oddać pełną, automatyczną dawkę, jeśli zapomnisz przekręcić pokrętło niżej — właśnie tak autor przyjął 15 mg zamiast 7,5 mg. Po pomyłce oznaczył markerem okienko pióra, żeby błąd się nie powtórzył.

Jak stosować: Przed każdą iniekcją sprawdź ustawienie pokręteł „dwa–trzy razy”, a widoczne oznaczenia (marker, naklejka) ustaw tak, by na pierwszy rzut oka było widać, którą dawkę pobierasz.

Na co uważać: Potwierdzenie ustawienia sprawdź tuż przed wstrzyknięciem, a nie dopiero po nim — po iniekcji nie ma już odwrotu.

4.Iniekcji nie cofniesz — od razu zacznij działać

Na czym polega: Po podwójnej dawce nie ma odwrócenia; autor natychmiast przeszedł na intensywne nawadnianie, bardzo lekką i łatwostrawną dietę oraz bacznie obserwował objawy.

Jak stosować: Pij wodę małymi łykami przez cały dzień, jedz małe porcje delikatnych potraw (ryż, gotowane warzywa, chude mięso, jajka), dokładnie żuj i jedz bardzo wolno; przez pierwsze doby unikaj tłustego i smażonego.

Na co uważać: Spokojny stan po kilku godzinach nie oznacza, że najgorsze za Tobą — organizm reaguje z opóźnieniem.

5.Szczyt działania przychodzi po wielu godzinach

Na czym polega: Z relacji z forów: lek zaczyna działać po 12–24 godzinach, a mocne dolegliwości po podwójnej dawce potrafią się utrzymywać nawet trzy dni. Autor rzeczywiście najgorzej czuł się dopiero następnego dnia, nie tuż po zastrzyku.

Jak stosować: Po pomyłce obserwuj siebie przez minimum dwie–trzy doby; notuj objawy (suchość, nudności, osłabienie, ból głowy) i porównuj je z listą niepokojących sygnałów z wiarygodnych poradników.

Na co uważać: Nie bagatelizuj drugiej doby tylko dlatego, że pierwsza minęła znośnie.

6.Miej pod ręką szybkie cukry i wiedz, kiedy szukać pomocy

Na czym polega: Ostrzeżony o możliwym spadku cukru, autor przygotował coś słodkiego na wypadek osłabienia i zapoznał się z objawami, przy których dzwoni się po karetkę.

Jak stosować: Trzymaj przy sobie sok lub glukozę; przy uczuciu słabości, drżenia czy zimnych potów podaj szybki cukier i skontaktuj się z lekarzem.

Na co uważać: Ryzyko niedocukrzenia przy GLP-1 dotyczy głównie osób z cukrzycą leczonych insuliną lub pochodnymi sulfonylomocznika; przy podejrzeniu przedawkowania skonsultuj się z lekarzem lub infolinią toksykologiczną, a przy ostrych objawach wezwij pogotowie.

7.Jedz mimo zerowego apetytu — małe porcje, łatwostrawnie

Na czym polega: Po podwójnej dawce apetyt autora spadł do zera; zmuszał się do jedzenia (koktajl, jajka na miękko, kromka chleba, zupa na kolację), bo wiedział, że organizm potrzebuje paliwa.

Jak stosować: Zaplanuj kilka mikroporcji lekkostrawnych produktów na cały dzień i jedz „zegarowo”, a nie „z apetytem”; priorytet mają białko i płyny.

Na co uważać: Całodniowe „siedzenie na wodzie” prowadzi prosto do deficytu kalorii, witamin i mikroelementów — niezależnie od tego, jak bardzo jedzenie odrzuca.

8.Deficyt z nudności to prosta droga do utraty mięśni

Na czym polega: Autor na własnej skórze zrozumiał mechanizm: gdy nie jesz przez kilka dni, organizm czerpie energię z białka mięśniowego. Obawiał się, że spadek wagi po przedawkowaniu będzie kosztował mięśnie, nad którymi pracował.

Jak stosować: W okresach silnego tłumienia apetytu zadbaj o białko w każdej, nawet najmniejszej porcji i rozważ — po konsultacji z lekarzem — suplementację witamin i mikroelementów.

Na co uważać: Szybka utrata wagi po skoku dawki to często mięśnie i woda, nie tłuszcz — nie traktuj jej jak sukcesu.

9.Skok dawki może przywrócić „startowe” objawy terapii

Na czym polega: Po podwójnej dawce wróciły dolegliwości znane z pierwszych tygodni leczenia: intensywne sny, ciągłe marznięcie, wewnętrzny niepokój, a także krótkotrwały wzrost motywacji i produktywności.

Jak stosować: Jeśli po zmianie dawki wracają dawne objawy, nie panikuj — to znany przebieg; notuj dolegliwości i obserwuj, czy słabną w ciągu dwóch–trzech dni.

Na co uważać: Marznięcie i niepokój mogą mieć też inne przyczyny (krążenie, ciśnienie) — przy nasilających się objawach skonsultuj się z lekarzem.

10.Weryfikuj informacje z internetu — łącznie z AI

Na czym polega: Autor najpierw poprosił ChatGPT o przeszukanie forów, co przestraszyło go listą czarnych scenariuszy; dopiero poradniki aptek podały rzeczowe instrukcje i uspokoiły go.

Jak stosować: Informacje z forów i czatów traktuj jako punkt wyjścia; końcową ocenę sytuacji zdrowotnej zostaw lekarzowi, farmaceucie lub oficjalnym źródłom.

Na co uważać: Po incydencie skonsultuj z lekarzem również plan na najbliższe dni — autor miał wątpliwości, czy nie przełożyć zaplanowanych na kolejny tydzień badań krwi i jak wrócić do docelowej dawki.

Redakcyjne tłumaczenie

Przyznaję się: przedawkowałem

Przedawkowałem. Dobrze słyszycie: pomyliłem dawki. Zamiast 7,5 mg wstrzyknąłem sobie 15 mg. Długo się zastanawiałem, czy w ogóle to nagrywać i przyznawać się publicznie — przecież bez ustanku powtarzam wam, żebyście dobrze liczyli, przeliczali wszystko na kalkulatorze, sprawdzali po kilka razy. A tu proszę: sam narobiłem sobie takiego bałaganu, bo nazwijmy rzeczy po imieniu. Wszystko z pośpiechu i — nie owijajmy w bawełnę — z mojej głupoty, bo innego wyjaśnienia nie ma i nie zamierzam go szukać. Skoro już się to stało, pokażę wam, co się działo ze mną i z moim organizmem po przedawkowaniu.

I od razu prośba: uważajcie, jak odliczacie kliknięcia, bo naprawdę da się przesadzić — a skutki zobaczycie za chwilę. Zwłaszcza jeśli dzielicie duże pióro na małe porcje: jedno kliknięcie to 0,1 ml i potrafi zrobić przepaść. Gdybym wtedy dzielił mniejsze pióro, cała pomyłka skończyłaby się na niewielkiej dawce, a nie na pełnych piętnastu miligramach.

(Informacja dodatkowa: Mounjaro to lek z tyrzepatydem — działa na receptory GLP-1 i GIP, jest zarejestrowany m.in. w leczeniu otyłości i cukrzycy typu 2. Dzielenie jednego pióra na kilka mniejszych wstrzyknięć, tak jak robi to autor, to praktyka spoza ulotki producenta i wymaga wyjątkowej staranności.)

To miało być podsumowanie dziewięciu miesięcy

Ten tydzień miał należeć do podsumowania dziewięciu miesięcy mojej terapii. Zamiast tego nagrywam zupełnie inny odcinek, bo wydarzyło się coś, co zmieniło wszystkie plany. To był dzień iniekcji. Rano, śpiesząc się do pracy, uznałem, że szybko „załatwię temat” przed wyjściem. I właśnie w tym pośpiechu, zamiast 7,5 mg, przyjąłem całość. Podwójną dawkę.

Jak do tego doszło? Używałem pióra 15 mg po raz drugi: tydzień temu pobrałem z niego 7,5 mg i dziś również miało wyjść 7,5 mg. Przy dwóch poprzednich iniekcjach za każdym razem przekręcałem pokrętło z ustawienia automatycznego niżej, żeby nabrać tylko część. Tym razem, w gonitwie, o tym nie pomyślałem — pióro oddało pełną, automatyczną dawkę, a ja zorientowałem się dopiero po wszystkim. Wcześniej, gdy brałem 5 mg, zawsze odliczałem kliknięcia spokojnie i co do jednego. Dziś nie było ani spokojnie, ani dokładnie.

Natychmiast wystąpił mi pot. I to jest najgorsze: iniekcji nie da się cofnąć. Zostaje tylko potworny stres i bezradność — co ja teraz zrobię, co będzie? W poprzednim odcinku zapowiadałem zresztą zejście do 5 mg, a wyszło, że zamiast schodzić, skoczyłem na piętnaście. Trochę mnie to dobija.

Pierwsze godziny: obserwacja i szukanie informacji

Nagrywam około trzynastej; zastrzyk zrobiłem po ósmej rano. Od pierwszej minuty bacznie się obserwuję — i pewnie znacie to uczucie, kiedy próbujesz rozeznać, co naprawdę dzieje się w twoim ciele. Przed oczami od razu stanęło wszystko, co najgorsze. Bo bądźmy szczerzy: to nie jest podniesienie dawki o 2,5 mg, to jest dodatkowe 7,5 mg ekstra.

Pierwsze dolegliwości były moim zdaniem psychosomatyczne — poczułem się źle od razu po zastrzyku, czyli w chwili, gdy uświadomiłem sobie błąd. Na ten moment czuję za to jedno konkretnie: przeraźliwą suchość w ustach, dokładnie taką jak na początku terapii. Trudno mi mówić — mam tu wodę, ciągle popijam. Dłonie też mi się pociły, choć nie rozstrzygnę, czy to lek, czy nerwy i cała ta przytłaczająca sytuacja.

Pierwszym ruchem było sięgnięcie po ChatGPT — poprosiłem, żeby przeszukał fora. Okazuje się, że nie jestem pierwszy: sporo osób pomyliło dawki w podobny sposób. Ludzie opisują bardzo mocne skutki uboczne, które trzymają się nawet trzy dni. Piszą też, że lek rusza po dwunastu–dwudziestu czterech godzinach — więc to, co czuję teraz, jest dopiero przedsmakiem i wciąż czekam na właściwe działanie. Wszyscy zgodnie powtarzają jedno: nawadniać się, pić sporo. I pilnuję tego — zresztą suchość w ustach sama wymusza ciągłe sięganie po wodę. Suche są też oczy i spojówki, znowu dokładnie jak na starcie leczenia.

(Informacja dodatkowa: według ulotki tyrzepatydu maksymalne stężenie leku we krwi pojawia się między 8. a 72. godziną po podaniu, więc objawy mogą narastać jeszcze przez dobę lub dwie.)

Ten czat mnie przestraszył, poradniki aptek uspokoiły

Rozmowa z ChatGPT mocno mnie dobiła. Wychodziły z niej bardzo poważne rzeczy: żebym uważał, bo najgorsza opcja to spadek cukru; żebym miał przy sobie przekąskę, koniecznie coś słodkiego — gdy poczuję osłabienie, trzeba będzie podnieść poziom cukru. Na razie nie jest jakoś dramatycznie, ale minęło dopiero kilka godzin. Wyszły też informacje o tym, kiedy dzwonić po karetkę i tak dalej. Powiem szczerze — trochę mnie to przeraziło.

(Informacja dodatkowa: ryzyko niedocukrzenia przy lekach GLP-1 dotyczy głównie osób z cukrzycą leczonych insuliną lub pochodnymi sulfonylomocznika. Przy podejrzeniu przedawkowania warto skontaktować się z lekarzem lub infolinią toksykologiczną, a przy ostrych objawach wezwać pogotowie.)

Więc sięgnąłem po starego, dobrego Google’a. Wpisałem, że przyjąłem dwukrotnie za wysoką dawkę — i wyszło mnóstwo poradników, w tym blogi aptek. I to mnie uspokoiło, bo opisywały sprawę rzeczowo: to nie jest jakieś ostre zatrucie, nie ma powodu do paniki, ale jest lista objawów, przy których trzeba natychmiast jechać na izbę przyjęć. Konkretów było więcej: przygotować bardzo delikatne jedzenie, coś dla żołądka i trawienia, odżywiać się „czysto”. W moim wydaniu oznacza to przede wszystkim unikanie smażonego i tłustego — na początku terapii mocno się na tym przejechałem, dopóki tych rzeczy nie wyeliminowałem. Teraz też ich nie ruszam. Zobaczymy, co będzie. Mam nadzieję, że nic strasznego — będę nagrywał na bieżąco.

Pomyślałem sobie z ironią — choć wcale nie było mi do śmiechu — że przynajmniej mam znakomity temat na odcinek, choć miało być podsumowanie. Podsumowanie przełożę na później. Do tego w przyszłym tygodniu mam badania krwi i nie wiem, czy ich nie odwołać: co wyjdzie z organizmu po takiej nawałnicy piętnastu miligramów?

Zjadłem lekkie śniadanie — około dwunastej trochę twarogu — i przygotowuję się na bardzo lekkie, łatwostrawne jedzenie: małe porcje, bardzo wolne jedzenie i dokładne żucie.

Dwanaście godzin po zastrzyku

Minęło dwanaście godzin od tej niefortunnej iniekcji i — na ten moment — żyję. Jak się czuję? Poza suchością w ustach nieustannie odbijam. Starałem się jeść wyłącznie małe ilości: trochę ryżu, kawałek kurczaka upieczonego w frytownicy beztłuszczowej, kilka warzyw, brokułów. Posiłek i tak wyszedł niewielki, bo już po kilku kęsach poczułem się najedzony, jakbym zjadł nie wiadomo co. Wodę piję bardzo powoli i dużo — suchość w ustach sama mnie do tego zmusza. Do tego dochodzi lekki ból głowy. Nie jest to klasyczny ból — pamiętam to z początku terapii: uczucie jak przy odwodnieniu. Choć na pewno nie jestem odwodniony, bo powoli, małymi łykami, wypiłem już czwartą butelkę. Z jedzeniem podobnie: podzieliłem porcję na pół. Po powrocie z pracy zjadłem małą część, a kilka godzin później, po spacerze, resztę.

Na razie nieźle. Jeśli tak zostanie, będę bardzo zadowolony. Przede mną noc — czuję już zmęczenie, więc powoli będę się kładł. Zmęczenie bierze się chyba też stąd, że emocje i stres zaczynają odpuszczać. Zobaczymy, jak będzie rano i czy wszystko wróci do normy. No dobra — żyję. Jeszcze raz: dzielcie dawki bardzo starannie i nie popełniajcie błędu głupiego, starego Piotrka, który w pośpiechu, zamiast 7,5 mg, przyjął najwyższą możliwą dawkę. Do zobaczenia jutro.

Doba po błędzie: sen, zimno i powrót „startowych” objawów

Minęła doba — ponad dwadzieścia cztery godziny — i jak widać, żyję. To dobra wiadomość. Przespałem noc i wróciły sny; poza tym bez rewelacji. Jeśli śledzicie kanał, być może pamiętacie z pierwszych miesięcy, że miewałem bardzo intensywne sny — i nie jestem wyjątkiem, bo mnóstwo osób rozpoczynających terapię opisuje na starcie bardzo intensywne, pokręcone marzenia senne. No i znowu mi się to przydarzyło. Zasnąłem o zwykłej porze — stres zrobił swoje i byłem wykończony — a obudziłem się po piątej rano, mniej więcej jak zawsze. Lekki ból głowy, ten „jakbym się odwodnił”, dał o sobie znać rano, ale minął — chyba dlatego, że tuż po wstaniu wypiłem wodę. Ogólnie bardzo pilnuję picia, bo wiem, jak szybko może mnie złapać odwodnienie.

Najtrudniej jest mi wybaczyć sobie ten błąd. Jak mogłem? Pośpiech to najgorszy doradca. Zamiast spokojnie wykonać zastrzyk, kiedy miałem czas, w jakiś sposób przyszło mi robić to rano, przed wyjściem. Nie ma sensu się zamartwiać — stało się, a błędy popełnia tylko ten, kto nic nie robi. Czy będę dalej dzielił dawki? Oczywiście. To był mój błąd i wyłącznie moja wina — sama metoda do tej pory sprawdzała się bez zarzutu.

Wróciło zimno. I to powiedzmy dziesięciokrotnie: marznę bez przerwy. W nocy, kiedy się obudziłem, musiałem się okryć ciepłymi rzeczami, choć na zewnątrz i w mieszkaniu jest stosunkowo ciepło. W komentarzach pod naszymi odcinkami omawialiśmy już, że chudnięcie — utrata tłuszczu — nas wychładza. Tyle że między wczoraj a dziś nie zgubiłem tyle tłuszczu, żeby tłumaczyć to jego utratą; skłaniałbym się raczej ku sprawom krążenia, może ciśnienia. Odżywienie ma na to zapewne jakiś wpływ, ale tak czy inaczej: chłód wrócił, a wcale mi go nie brakowało. Ostatnie tygodnie były miłe, pogoda dopisywała, nie było tak źle — a teraz ten błąd mnie kosztuje: zmarzłem.

Wrócił też niepokój — o tym mówiłem w pierwszych filmach na kanale „Moja podróż z Mounjaro”. Takie wewnętrzne, zakradające się poczucie lęku: martwię się o coś i nie wiem o co. Może to znowu stres i to, że nie potrafię sobie wybaczyć tej głupoty — bo to naprawdę jest głupota. Mam wrażenie, że o czymś zapomniałem, że coś zrobiłem nie tak, że na coś nie jestem gotowy. Nie umiem tego nazwać. Powtarzam sobie tylko, że to dzieje się gdzieś samo, bo naprawdę nie mam powodu. Dziś pracuję zdalnie, więc po prostu pozwalam dniowi minąć.

Jedyny plus: motywacja jak na początku

Jedyną pozytywną rzecz mogę opisać tak — i znów odsyłam do wcześniejszych odcinków, w których mówiłem o „motywacji razy sto”. Na początku terapii Mounjaro wyraźnie wpływało na funkcje poznawcze, na pracę mózgu: miałem bardzo wysoki poziom motywacji, budziłem się rano z łomoczącą w głowie lawiną pomysłów, byłem bardzo produktywny w pracy. Później to przycichło — nie zniknęło całkiem, ale nie było już tak jak na starcie. I właśnie z tego całego zamieszania mam jeden plus: obudziłem się z głową pełną pomysłów, co poprawić i co zmienić w życiu zawodowym — całkiem nakręcony. Teraz to znowu powoli opada.

Apetyt: absolutne zero

Najgorsze jest teraz zupełne wygaśnięcie apetytu. Zero. Wręcz minus. Kiedy teraz pomyślę o jedzeniu, robi mi się trochę niedobrze. Czuję się po prostu „zapchany” — i to dosłownie. Co więcej, czuję swoje wnętrzności: nie boli, ale są tak wyraźnie odczuwalne, jakby były pełne. GLP-1 tak właśnie działa — naśladuje uczucie sytości. Czuję je, choć rano nic nie jadłem. Wypiłem tylko mały koktajl, żeby dać organizmowi trochę energii — ledwo zszedł mi przez gardło. Chwilę temu zmusiłem się jednak do jedzenia, bo wiem, że muszę: nie mogę zostawić siebie bez paliwa. Ugotowałem dwa jajka na miękko i zjadłem z cienką kromką chleba, w dwóch podejściach. Wiecie co — nawet o tym myśląc, nie potrafię pojąć, co się dzieje w moim żołądku. To takie dziwne uczucie, trudne do opisania: jakbym czuł każdy odcinek swoich jelit. Tak czy inaczej zjadłem, bo wiem, że trzeba. Zobaczymy, co z kolacją — myślę, że będzie zupa, bo usta znowu mam zupełnie suche i nic mocniejszego bym nie przełknął. Samo myślenie o jedzeniu jest nieprzyjemne.

Te piętnaście miligramów, jeśli chodzi o tłumienie apetytu, to zupełnie inna liga niż to, co miałem wcześniej. Apetyt był już ograniczony, ale nie w takim stopniu. Gdybym nie wiedział, że muszę jeść, mógłbym spokojnie przesiedzieć cały dzień na samej wodzie. I dopiero teraz rozumiem wszystkie apele aptek i lekarzy, żeby na tym leku koniecznie jeść — bo można dojść do deficytu nie tylko kalorii, ale też wszystkich mikroelementów i witamin. Ktoś, kto przedawkuje albo zbyt gwałtownie podniesie dawkę, naprawdę może jeść tyle, co wróbel. I bądźmy szczerzy — nie jest to dobrze.

Teraz też na własnej skórze rozumiem, co oznacza utrata mięśni. Bo jeśli nie jem przez dzień, drugi, trzeci — nie wiem, jak długo to potrwa — to skąd organizm ma wziąć energię? Zostaje tylko białko z mięśni. Można powiedzieć, że doświadczyłem tego namacalnie. Ciekaw jestem, co pokaże waga, bo o jakimkolwiek objadaniu się nie ma mowy: bilans kaloryczny jest ujemny na milion procent, więc na pewno schudnę. Nie cieszy mnie to zbytnio, bo obawiam się, że zejdzie to z mięśni, nad którymi tak ciężko pracuję. Zobaczymy — czas pokaże.

Odbijanie i morał

Odbijam nieustannie — zauważyłem to od wczoraj. Co chwilę, niezależnie od tego, czy jem, czy nie; nawet po łyku wody. Na szczęście bez nieprzyjemnych zapachów, na które ludzie narzekają — nikt w domu się nie skarżył, więc i mnie to nie przeszkadza. Po prostu odbijanie. Można sobie wyobrazić, co dzieje się w moich jelitach, skoro odbijam już po łyku wody — nie wiem, jakie reakcje tam zachodzą. Myślę, że nie jest tragicznie, ale nie jest to przyjemne. Nikomu nie polecam.

Bałem się bardziej. Spodziewałem się czegoś gorszego, więc — nie jest źle. Ale myślę, że tylko dlatego, że mój organizm od samego początku dobrze znosił Mounjaro: w pierwszych tygodniach nie miałem większych efektów ubocznych i dobrze przeszedłem start leczenia. Do tego jestem na terapii już prawie dziewięć miesięcy i ciało zdążyło się do leku przystosować. Gdyby to były pierwsze tygodnie i gdybym tak od razu wszedł w najwyższą możliwą dawkę, mogłoby się skończyć znacznie, znacznie gorzej. Trzymam kciuki, że najgorsze mam za sobą, że jestem właśnie na szczycie i że teraz pójdzie już tylko w dół.

Dzień pierwszy, dwadzieścia sześć, dwadzieścia siedem godzin po katastrofalnym zastrzyku piętnastu miligramów. Nie jest źle. Nie jest też wspaniale i wcale nie było mi to w życiu potrzebne — mogło być zupełnie inaczej. Ale czasu nie cofnę i tego nie zmienię. Teraz wiem, że stresowałem się bardziej, niż trzeba, choć zdarzyło mi się to pierwszy raz — każdy na moim miejscu by się zestresował. Spróbuję wrzucić aktualizację, jak minie dzień drugi. Liczę na to, że szczytowe działanie — według opisów po dwunastu–dwudziestu czterech godzinach — mam już za sobą i teraz objawy będą tylko słabnąć. Trzymam kciuki.

No i powiem tak: jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy, a głupota nie boli. Czy będę dalej dzielił dawki? Będę, bo błędy popełnia tylko ten, kto nic nie robi. To była pomyłka. Teraz sprawdzam pióro dwa, trzy razy — upewniam się, że wszystko jest dobrze nakręcone i przekręcone. Okienko pióra oznaczyłem markerem, więc żywię nadzieję, że ta pomyłka się nie powtórzy.

I jeszcze raz was proszę: uważajcie i liczcie bardzo dokładnie — zwłaszcza jeśli dzielicie duże pióro na małe zastrzyki. Liczcie dwa razy, sięgajcie po kalkulator: przeliczcie mililitry, kliknięcia i miligramy. Naprawdę nie życzę nikomu powtórki z mojego błędu. Dzięki za obejrzenie i pozdrawiam. M.