O czym jest ten film
- Teza autora: gdy wszyscy powtarzają, że AI zalewa internet śmieciami, najbardziej zaradni użytkownicy robią coś odwrotnego — używają AI do usuwania śmieci, i to dlatego zyskują czas, zabawę i pieniądze.
- „Slop” rozumiany szeroko: nie tylko wygenerowane treści, ale też reklamy w telewizorach, fabryczny bloatware, nachalne paywalle, wypełniacze w montażu i funkcje, których nikt nie używa.
- Pierwszy przykład: własne oprogramowanie smart TV napisane z Claude’em — bez reklam, z interfejsem à la Apple TV, o 70% mniejszym zużyciu RAM i trzykrotnie szybsze.
- Telewizory sprzedaje się blisko kosztów produkcji, bo zarobek jest na reklamach i danych — Riley nazywa ten model „skrojonym pod podawanie śmieci”.
- Drugi przykład: odblokowany Kindle (Claude Code, Tailscale, Read Deck) oraz retro handheld w stylu Game Boya z agentem Meta Muse.
- Trzeci: AI w montażu i grafice 3D — intro Riley’ego powstało jednym podejściem w Claude Code i Blenderze; minutowa animacja maskotki wygenerowała się po dwunastu godzinach pracy modelu w trybie Ultra Code.
- Czwarty: AI jako filtr — skrzynka e-mail czyszczona przez agenta (Nick Dobos), przeszukiwanie X-a przez Groka i Instagrama przez Muse zamiast scrollowania.
- Piąty: zamiana aplikacji na agentów — pusty ekran główny telefonu, licznik kalorii z jednego promptu zamiast subskrypcji, koniec z upsellem (przykład CapCut).
- Szósty: „detektor wypełniaczy” — AI analizuje transkrypt filmu i wskazuje, co wyciąć w całości, co zwinąć, a co tylko poprawić, by szanować czas widza.
- Siódmy: własne oprogramowanie firmowe — klon Notion zbudowany w około trzy godziny, aplikacja do miniaturek powstała w jednym prompcie; płacisz wyłącznie za API.
10 najważniejszych takeaways — z kontekstem zastosowania
1.Odwróć pytanie: nie „co AI wygeneruje”, tylko „co usunie”
Na czym polega: Narracja o zalewie AI-śmieci jest jednostronna. Ludzie o największej sprawczości stosują AI subtraktywnie: wycinają reklamy, zbędne funkcje i wypełniacze, a dopiero potem zbierają zyski z produktywności.
Jak stosować: Przejrzyj swój dzień pod kątem cyfrowego balastu — powiadomienia, reklamy w sprzęcie, nieużywane funkcje narzędzi. Zrób listę i przy każdym elemencie sprawdź, czy agent nie może go po prostu wyeliminować.
Na co uważać: Nie każde „usunięcie” jest odwracalne. Zacznij od rzeczy bezpiecznych (filtr poczty, czyszczenie feedów), a dopiero potem schodź do modyfikacji sprzętu.
2.Sprzęt można przeprogramować samemu — wystarczy kabel i model
Na czym polega: Przykłady z filmu: własny launcher telewizora (70% mniej RAM, trzykrotnie szybszy interfejs), Kindle z Tailscale i synchronizacją artykułów, handheld retro z agentem AI. Skoro Claude Code pisze kod lepiej niż niemal każdy programista, modyfikacje dostępne wcześniej tylko pasjonatom stają się dostępne dla każdego.
Jak stosować: Wybierz urządzenie, które najbardziej cię irytuje, podłącz je kablem USB-C do komputera i opisz modelowi cel: „usuń fabryczne aplikacje i zrób czysty ekran startowy”. Na Kindlu punktem wyjścia jest społecznościowy serwis kindlemodding.org.
Na co uważać: Ryzyko uszkodzenia urządzenia (tzw. brick), utrata gwarancji, a aktualizacje producenta mogą cofnąć twoje zmiany. Nie eksperymentuj na sprzęcie firmowym.
3.Poznaj model biznesowy swoich urządzeń — twoja uwaga jest produktem
Na czym polega: Telewizory, także 80-calowe, potaniały drastycznie i często schodzą poniżej kosztów produkcji. Zarabia się „z tyłu”: na reklamach i na danych. Riley nazywa wprost ten model „zbudowanym pod podawanie śmieci” — a samodzielna modyfikacja sprzętu to de facto odzyskiwanie kontroli.
Jak stosować: Przy zakupie sprzętu „w okazyjnej cenie” policz realny koszt: czas tracony na reklamy plus dane, które oddajesz. Jeśli wysoki — zaplanuj modyfikację albo wybierz prostsze urządzenie.
Na co uważać: Usunięcie komponentów producenta może naruszać regulamin i odebrać część legalnych funkcji, np. oficjalnych aplikacji.
4.Precyzyjny prompt potrafi wymusić jakość w grafice 3D
Na czym polega: Minutowa animacja maskotki Claude’a powstała po około dwunastu godzinach pracy modelu w trybie Ultra Code — z promptem, który wprost zakazywał tandety: „żadnych fontów, żadnego tekstu, tylko czyste animacje”. Człowiek robiłby to w Blenderze tygodniami.
Jak stosować: W promptach twórczych definiuj kryteria „anty-slop”: czego nie akceptujesz, jaki styl jest właściwy, co uznajesz za tandetę. Iteruj — jakość rośnie z precyzją zakazów i wymagań.
Na co uważać: Długie sesje trybów wysokiej wydajności kosztują czas i pieniądze, a bez jasnych kryteriów dostaniesz przeciętność.
5.Oddaj skrzynkę agentowi — i przywróć poczcie wartość
Na czym polega: Nick Dobos nie czyta już maili: agent czyści 99% skrzynki, a on raz w tygodniu robi przegląd do zera. Paradoksalnie e-mail zyskał na wartości — znowu zapisuje się na powiadomienia, bo wie, że trafią we właściwe miejsce.
Jak stosować: Podłącz Gmail do Claude’a (trzydzieści sekund) i napisz: „Przejrzyj moje maile z ostatnich dwóch tygodni i zarchiwizuj oczywisty spam, kierując się moimi celami”. Powtarzaj cyklicznie.
Na co uważać: Agent może zarchiwizować coś ważnego — od czasu do czasu przejrzyj archiwum. Ograniczaj uprawnienia dostępu do skrzynki i używaj konta, na którym może ci coś umknąć najmniej.
6.Nie scrolluj — każ agentowi przeszukać social media za ciebie
Na czym polega: Grok ma wbudowany dostęp do X-a (w ramach subskrypcji, bez kluczy API), Muse — do Instagrama. Riley dostaje listę wiarygodnych twórców w interesującym go temacie zamiast godziny przesuwania kciukiem. Na Muse uruchomił też automatyzację: obserwujący trafiają do arkusza, a bot powiadamia o osobach wartościowych biznesowo i o kontach powyżej 10 tysięcy obserwujących.
Jak stosować: Sformułuj polecenie typu: „znajdź ludzi, którzy ciekawie tłumaczą temat X, bez clickbaitu i bez wpychania własnych linków — daj listę” — i zastąp nim część codziennego scrollowania.
Na co uważać: Agent filtruje według twoich kryteriów, więc może pogłębić bańkę informacyjną. Co jakiś czas celowo sięgaj po źródła spoza własnych filtrów.
7.Zamień subskrybowane aplikacje na agenta i arkusz
Na czym polega: Zamiast płacić 50 dolarów rocznie za aplikację liczącą kalorie ze zdjęcia, Riley pisze do Grokbota: „każde zdjęcie, które ci wyślę, zapisz w arkuszu z kaloriami dnia i od razu podaj ich liczbę”. Efekt ten sam, ale bez paywalli, upsellu i mechanizmów zatrzymujących uwagę (porównanie z CapCut).
Jak stosować: Przejrzyj swoje subskrypcje i dla każdej zapytaj: czy nie da się jej zastąpić jedną instrukcją dla agenta? Zacznij od aplikacji, która irytuje cię najbardziej.
Na co uważać: Dedykowana aplikacja bywa dokładniejsza od ogólnego modelu, a dane (zdjęcia posiłków, finanse) trafiają do dostawcy AI — sprawdź, komu je powierzasz.
8.Użyj AI jako „detektora wypełniaczy” we własnych materiałach
Na czym polega: Riley każe AI przeanalizować transkrypt ostatniego filmu i wskazać: fragmenty do całkowitego wycięcia, powtórzenia do zlania w jedno, partie do docięcia i miejsca do poprawy zamiast kasowania. Kryterium jest szacunek dla czasu widza.
Jak stosować: Do dowolnego narzędzia z transkrypcją (Premiere Pro, Descript, Tella) podepnij AI i poproś o listę: „co wyciąć, co zwinąć, co poprawić”. Gdy lista jest sensowna, każ wprowadzić cięcia.
Na co uważać: Model nie zna twojej relacji z publicznością — ostateczna decyzja o cięciu należy do ciebie, bo czasem dygresja właśnie buduje więź z widzem.
9.Buduj narzędzia wewnętrzne zamiast płacić za 95% nieużywanych funkcji
Na czym polega: Native Note — prywatny klon Notion z elementami MyMind i Typefully — powstał w około trzy godziny pracy z Opusem 5.5. Trzyma w jednym miejscu skrypty, tablice do rysowania, umowy sponsorskie, analitykę YouTube, a AI może w nim zrobić wszystko to, co autor.
Jak stosować: Wypisz funkcje, z których faktycznie korzystasz w swoich narzędziach SaaS, i zleć modelowi aplikację, która ma wyłącznie je — plus integracje, których brakuje (np. monitoring poczty co 30 minut).
Na co uważać: Własne narzędzie trzeba utrzymywać: aktualizacje, kopie zapasowe, bezpieczeństwo danych. Przy zespole zaplanuj role i uprawnienia, zanim przeniesiesz tam dane firmy.
10.Drobne aplikacje „na jedno zadanie” buduj jednorazowo, płacąc tylko za API
Na czym polega: Desktopowe narzędzie à la Raycast do wyszukiwania logotypów i generowania miniaturek powstało w jednym prompcie. Przez Vercel AI gateway korzysta z wielu modeli, a jedynym kosztem jest rachunek za API — bez abonamentu i bez uczenia się cudzego interfejsu.
Jak stosować: Gdy powtarzasz jakąś czynność wielokrotnie (miniaturki, naklejki na tablice, wyszukiwanie grafik), opisz agentowi prostą aplikację pod to jedno zadanie i trzymaj ją na pulpicie.
Na co uważać: Koszty API rosną wraz z użyciem, a generowanie obrazów bywa drogie. Zależność od jednej bramki i jednego dostawcy modeli to ryzyko, gdy zmienią się ceny lub limity.
Redakcyjne tłumaczenie
Teza: AI nie dosypuje śmieci — je wymiata
Wszyscy powtarzają, że AI zalewa internet tandetą. Ja jednak, patrząc na to, co robią z AI ludzie o największej sprawczości, widzę obraz dokładnie odwrotny. Oni używają AI do usuwania śmieci — i właśnie dzięki temu więcej się bawią, więcej tworzą i więcej zarabiają. Mam na to siedem przykładów.
(Informacja dodatkowa: „slop” to internetowy żargon oznaczający masowo produkowane, bezwartościowe treści. Riley Brown używa go szerzej — jako synonimu wszystkiego, co zbędne: reklam, bloatware’u, wypełniaczy w montażu, funkcji, których nikt nie używa.)
1.Własne oprogramowanie do telewizora
Pierwszy sposób na to, by AI odejmowało śmieci: własny system w telewizorze. Jeden z użytkowników napisał najpierw o tym po portugalsku:
„Wyvibe’owałem telewizor z Claude’em. Usunąłem cały fabrycznie zainstalowany balast i reklamy, a do tego od nowa napisałem system operacyjny — czysty design inspirowany Apple TV. O 70% mniejsze zużycie RAM i trzy razy szybszy interfejs.”
(Informacja dodatkowa: „vibe coding” to tworzenie oprogramowania przez opisywanie go modelowi językowemu — cały kod pisze AI, człowiek tylko rozmawia.)
To był moment, w którym zrozumiałem, że panująca narracja może być po prostu fałszywa. AI nie dosypuje śmieci — usuwa te ludzkie. Nie wiem, czy masz smart TV, ale korzystanie z niego potrafi irytować. I oto kolejna osoba, która wycięła z niego reklamy, zbędne aplikacje i fatalne pomysły interfejsowe, a potem napisała dla siebie własną wersję — i teraz ma znacznie wygodniejszy system do seriali, YouTube’a i wszystkiego innego.
To nie odosobniony przypadek:
„Dziś po południu wyvibe’owałem telewizor rodziców. Zanim w ogóle doszedłeś do Netflixa, leciała reklama sponsora. Podałem Claude’owi Code numer modelu — znalazł telewizor w sieci Wi-Fi, usunął 25 pakietów Xiaomi i napisał nowy launcher. Teraz wygląda jak Apple TV.”
A jeszcze ktoś inny dorobił do telewizora sterowanie głosowe. W nagraniu widać, jak wystarczy powiedzieć: „Odtwórz Stranger Things” — i telewizor sam przełącza się na Netflixa, od razu puszczaając serial.
Ciekawa ekonomia stoi za tym wszystkim: ceny telewizorów — nawet 80-calowych — spadły w ciągu dekady tak mocno, że producenci często sprzedają je poniżej kosztów albo z symboliczną marżą. Zarobek jest „z tyłu”: na reklamach i na danych zbieranych o widzu. Dostajesz ładny sprzęt za niewielkie pieniądze, a w zamian podaje ci się śmieci do końca życia urządzenia. Można śmiało powiedzieć, że cały ten model biznesowy został zbudowany wokół slopu.
I właśnie dlatego ludzie podpinają Claude’a do telewizorów i piszą sobie własne oprogramowanie. To zresztą motyw przewodni całego materiału: bierzesz urządzenie z setkami funkcji, zostawiasz sobie tylko ten wycinek, którego naprawdę chcesz — Netflix, YouTube, parę aplikacji — a AI pozbywa się reszty, czyli balastu.
2.Odblokuj każde urządzenie w domu
Druga metoda to rozszerzenie pierwszej na cały dom: praktycznie każdy sprzęt, który posiadasz, da się odblokować i wyczyścić. Adrian opisał to tak:
„To jest szokujące. Podłączyłem Kindle’a przez USB i kazałem Claude’owi Code go odblokować. Usunąłem cały balast Amazona i dodałem Tailscale.”
Na sceptyczne pytanie Brandona — „no dobrze, ale po co?” — odpowiedź padała dwuetapowo: najpierw klasyczne „bo się da”, a potem konkrety. Adrian: „Wszystko, co chcę przeczytać później, zapisuję w Read Deck. Artykuły pobierają się i synchronizują z moim domowym serwerem, a kiedy Kindle się synchronizuje, lądują na czytniku.” Skoro go odblokował, może z e-czytnakiem robić, co chce. Wszystko o tym, jak to osiągnąć, znajdziecie na stronie kindlemodding.org.
(Informacja dodatkowa: Tailscale buduje prywatną sieć między twoimi urządzeniami — dzięki niej czytnik „widzi” domowy serwer również poza domem.)
Sytuacja jest podobna jak z telewizorem, z jedną różnicą: Adrian nie tylko zostawił ulubione funkcje Kindle’a, ale też coś dorzucił. Pełne odblokowanie plus Tailscale otwierają dostęp do dowolnych dodatków — potencjalnie tysięcy funkcji.
I znów: technicznie wszystko to było możliwe od lat. Nowe jest to, że skoro Claude Code pisze kod lepiej niż niemal każdy programista, odblokować urządzenie potrafi dziś każdy. W praktyce wystarczy kabel USB-C między komputerem a czytnikiem. A dodawanie funkcji wygląda dziś jak tworzenie aplikacji w Lovable — tyle że na własnym sprzęcie.
Ja zrobiłem coś podobnego ze swoim ModRetro (widać to na moim Instagramie): podłączyłem handhelda do komputera i kazałem Codexowi napisać nową wersję aplikacji, która pozwala mi rozmawiać z Muse — agentem Meta. Game Boy zamienił się w agenta AI. To chyba całkiem nieźle podsumowuje czasy, w których żyjemy.
(Informacja dodatkowa: ModRetro to marka handheldów stylizowanych na klasycznego Game Boya.)
Przerwa sponsorska: Revolut Business
Krótkie wtrącenie, bo ta część filmu jest sponsorowana: prowadzę finanse firmy na Revolut Business m.in. dlatego, że konto współpracuje z moimi agentami. Wbudowane AI dopasowuje paragony do transakcji i samo kategoryzuje wydatki, a moi agenci — podpięci przez API do Slacka — raz w tygodniu raportują zespołowi, na co poszły pieniądze i gdzie dałoby się oszczędzić. Link z bonusem 200 dolarów na start jest w opisie filmu.
3.AI montuje już lepiej niż większość ludzi
Trzecia rzecz, w której AI odejmuje śmieci: po prostu robi coraz lepiej wszystko — łącznie z montażem wideo. Powiem śmielej: w większości zadań AI montuje już lepiej niż większość montżystów.
Zacznijmy od mojego warsztatu. Siedzę w Claude Code, korzystam z nowych Claude Projects i iteruję intro do filmu, który publikuję jutro. Zobaczcie efekt:
„Ludzie, to się dzieje. AI oficjalnie przejął montaż wideo. Wszystko, co właśnie widzicie, powstało w jednym podejściu w Claude Code i Blenderze. Dziś pokażę wam, jak używam Claude’a Fable i Claude’a Opus do montażu — wprost z nowej funkcji Claude Projects.”
Nie jestem w tym tak dobry jak inni, ale spójrzcie na przykład, który po prostu zmiótł mi głowę. Oto prompt — model pracował nad nim w trybie Ultra Code przez około dwanaście godzin:
„Zrób minutowy film o maskotce Claude’a. Zasoby, takie jak pliki SVG, znajdziesz w sieci — odtwórz je i animuj sam. Bądź tak kreatywny, jak tylko potrafisz. Renderuj obiekty 3D, terminale Claude’a Code i tak dalej. Nie twórz slopu. Chcę zobaczyć sztukę i kreatywność. Żadnych fontów, żadnego tekstu — wyłącznie czyste animacje Claude’a.”
Człowiek robiłby coś takiego w Blenderze godzinami, a przy tym poziomie detali — tygodniami. Tu ktoś ustawił Claude’owi tryb najwyższej wydajności i kazał mu spędzić dużo czasu na dopilnowaniu, żeby tandeta nie miała wstępu. Zdecydował, co uznamy za śmieci, i dostał dokładnie to, czego chciał.
Ja chcę używać tego do tworzenia dokładnie takich ujęć ilustracyjnych, jakich potrzebuję do konkretnej sceny — i wierzę, że mogę tym wyraźnie podnieść jakość kanału. Cleo Abram ma cały zespół animatorów (słusznie — jej filmy przynoszą miliony) i robi przepiękną grafikę. Teraz także ja mogę myśleć o spójnej identyfikacji wizualnej filmów opartej na animacjach. To moim zdaniem ogromna szansa, a wynik wcale nie wygląda na śmieci. Przyszłe modele będą potrafiły jeszcze więcej.
(Informacja dodatkowa: Cleo Abram to amerykańska youtuberka znana z bardzo dopracowanej animacji w filmach o technologii.)
4.AI jako filtr: poczta, X, Instagram
Czwarty sposób: AI jako filtr wszystkiego, co do ciebie napływa. Oto Nick Dobos, jeden z moich ulubionych autorów na Twitterze:
„Moja dieta informacyjna całkowicie zmieniła się przez AI. W ogóle nie czytam już poczty — od tego jest AI, żeby filtrować i powiadamiać. Raz w tygodniu robię przegląd skrzynki do zera, po tym jak agent wyczyścił 99% wiadomości. To podniosło wartość e-maila: teraz zapisuję się na więcej powiadomień, których wcześniej unikałem, bo to była ogromna strata czasu. Na przykład zgadzam się na paragony wysyłane mailem, żeby mój bot pocztowy mógł przekazywać je botowi zakupowemu i botowi planującemu posiłki. Wystarczy, że zapłacę kartą w ulubionej kawiarni, a posiłek automatycznie zapisuje się w moim dzienniku diety.”
Ta ostatnia część to już moim zdaniem przesadzona optymalizacja, ale sedno jest inne: AI jako filtr. Jak normalnie wygląda poczta? Otwierasz aplikację (sam używam do tego Superhuman) i ręcznie rozgarniasz stos wiadomości. Część rzeczy trafia do spamu automatycznie, ale i tak trzeba tam czasem zajrzeć, bo wpada coś ważnego. Agent AI ma pełny kontekst na twój temat — wie, co jest dla ciebie istotne — więc filtruje lepiej niż samodzielna aplikacja pocztowa, która o tobie nic nie wie.
Możesz to uruchomić dziś, w niecałe dwie minuty. Podłączasz Gmail do Claude’a (trzydzieści sekund) i piszesz: „Przejrzyj moje maile z ostatnich dwóch tygodni i zarchiwizuj te, które są oczywistym spamem”. Możesz dodać „kieruj się moimi celami” i doprecyzować własne kryteria. A jeśli korzystasz z agenta działającego w tle — Grokbota, aplikacji ChatGPT czy Muse — one coraz lepiej rozumieją, co jest dla ciebie ważne.
I zauważ paradoks, o którym pisze Nick: kiedy agent czyści skrzynkę, e-mail zyskuje na wartości. Człowiek chętniej zapisuje się na newslettery i powiadomienia, bo wie, że trafią we właściwe miejsce, a szum zostanie odcedzony. Jest jeden warunek: trzeba to sobie samemu ustawić. Nikt nie zrobi tego za ciebie.
To samo dotyczy mediów społecznościowych. Ostatnio najbardziej cenię sobie jedno: spędzam mniej czasu na scrollowaniu X-a, bo mój agent przeszukuje go za mnie i przynosi tylko to, co istotne. Grokbot ma Twittera wbudowanego — nie podpinasz żadnych kluczy API, to wchodzi w skład subskrypcji. Piszę więc: „Niedawno zainteresowałem się tym, jak AI montuje wideo. Znajdź mi ludzi wiarygodnych — nie takich, którzy tylko chcą wepchnąć link do własnego artykułu — tylko takich, którzy tłumaczą to w ciekawy sposób. Przygotuj listę.” I dostaję zestawienie zamiast kanału pełnego balastu. Efekt? Może zejdę ze scrollowania do dwustu godzin — rocznie albo miesięcznie, nieważne. Chodzi o to, żeby czerpać korzyści z X-a bez przeczesywania śmieci.
Z Instagramem działa podobnie Muse: można przez nią prowadzić research i przeszukiwać platformę. Mam u siebie automatyzację, która zapisuje nowych obserwujących do arkusza, a potem powiadamia mnie o tych wartościowych dla firmy — czy to kandydatach do współpracy, czy to osobach zainteresowanych konsultacjami z zakresu agentów AI. Osobno dostaję sygnał, gdy ktoś z ponad dziesięcioma tysiącami obserwujących mnie doda. Nie muszę zaglądać do aplikacji. Bo wiadomo, jak to działa: wchodzisz „na chwilę”, a algorytm wciąga cię na godzinę. Kiedy przegląd robi za ciebie agent, omijasz większość sideł.
5.Agenci zamiast aplikacji
Piąty sposób: wymieniam aplikacje na agentów. Ekran główny mojego telefonu jest dosłownie pusty.
Niedawno żartowałem, że każdy, kto twierdzi, iż „software umarł”, a AI zabije aplikacje, nie ma racji — w końcu sam pobieram aplikacje jak nienormalny. Ale zaraz potem dotarło mnie sedno, o którym mówi dziś wiele osób: narzędzia agentowe — jak Grokbot, daję go za przykład, bo jest otwarty — potrafią same otwierać twoje aplikacje i wykonywać to, co one. Stąd głosy, że App Store umrze, bo agent potrafi zastąpić aplikację w jej własnym zadaniu.
Weź Cal AI: około pięćdziesiąt dolarów rocznie za to, żeby fotografować jedzenie i dostawać log kalorii. A wystarczy otworzyć Grokbota i powiedzieć: „Za każdym razem, gdy wyślę ci zdjęcie, zapisz je w arkuszu, zaloguj kalorie na dany dzień i od razu podaj, ile jest w tym posiłku”. Ktoś pewnie stworzył już API, które robi to bardzo dokładnie, ale większość modeli i tak dorówna dokładności Cal AI. A różnica jest zasadnicza: nikt tu nie walczy o twoją uwagę. Nie ma nachalnych paywalli za 7,99 dolara tygodniowo ani ciągłego wciskania droższych planów. Kiedy montuję w CapCucie — a tam w zasadzie tylko tnę i dodaję napisy — bez przerwy wyskakuje „wypróbuj nową funkcję AI” albo „wykup plan maksymalny, żeby eksportować w tych proporcjach”. Rzeczy, których po prostu nie potrzebuję.
W praktyce anulowałem już prawie wszystkie aplikacje i w większości spraw rozmawiam z agentami — tekstowo albo głosem (o tym nagram osobny film). Wyciąłem śmieci aplikacyjne z życia. I stopniowo robię to samo w pracy — o tym za chwilę.
6.Detektor wypełniaczy: AI wycina balast z twoich filmów
Szósty sposób wraca do montażu: dziś trywialne staje się wycinanie wypełniaczy z własnych materiałów. Nagrywam w Telli (tej aplikacji, którą powstał film, który oglądacie); pliki zwykle wysyłam montżyście, ale coraz więcej montuję sam — AI robi się w tym tak dobre, że prościej jest pozbyć się zbędnych fragmentów.
Możesz otworzyć Claude’a Code i poprosić o coś takiego:
„Znajdź mój film z zeszłego tygodnia, przeanalizuj go i wskaż wszystkie fragmenty, które mógłbym albo powinienem usunąć. Chodzi o wyrzucenie wypełniaczy: części bez znaczenia, dygresji, które nic nie wnoszą — rzeczy, które usunąłbym, gdybym naprawdę szanował czas widzów. Ich czas jest cenny, a ja chcę przekazać sedno bez marnowania ich minut.”
Działa to w dowolnym nowoczesnym narzędziu — Premiere Pro, Descript, Telli — bo wystarczy transkrypt. AI wskaże, co wywalić, a to po prostu lepsze dla filmu i dla retencji: bez zbędnych fragmentów oszczędzasz ludziom czas. Przed erą AI trzeba było to robić ręcznie. Ja sięgam po AI właśnie po to, najczęściej ze wszystkiego: tnę, skracam, przyspieszam nudne partie, żeby widz został i się nie znudził. Doprowadzam film do samego jądra myśli.
A oto wynik takiego zlecenia. AI przejrzało mi ostatni film („Gemini 4 już tu jest, a Fable 5.5 przeraża”) i zwróciło zestawienie: fragmenty do całkowitego wycięcia, powtórzone wątki do zlania w jeden, partie do docięcia oraz miejsca do poprawienia zamiast kasowania. To dosłownie detektor wypełniaczy — dzięki niemu w moich filmach jest coraz mniej tandety, a ja coraz lepiej panuję nad fachu. Wszystkie podpowiedzi były sensowne; wystarczy kazać AI wprowadzić cięcia, i tak właśnie dziś montuję.
7.Własne oprogramowanie — prywatne i firmowe
Siódmy, najważniejszy sposób — korzystam z niego codziennie: własne narzędzia wewnętrzne. To Native Note, zbudowane z Opusem 5.5. Zbiera funkcje, które lubię, z Notion, MyMind, Typefully i kilku innych aplikacji — a łącznie spędziłem nad nim jakieś trzy godziny.
Trzymam tam wszystkie swoje filmy: skrypty z możliwością podepięcia tablicy do rysowania — mojej własnej wersji Excalidraw. Kilka kliknięć i skrypt ma przypisaną tablicę z planem filmu o montażu AI: krok pierwszy, drugi, trzeci. A wszystko, co nanoszę na tablicę, pojawia się w podglądzie nad skryptem. W Notion robiłem coś podobnego, ale było to męczące — tablice nie były powiązane z tekstem, a AI nie potrafiło edytować diagramów. Tutaj AI może zrobić wszystko to, co ja. Mogę więc być na spacerze i powiedzieć przez telefon: „Załóż tablicę z diagramem do tego filmu” — i się zrobi.
Nie chcę się nad tym rozwodzić, bo to nie temat tego materiału, ale mam tam jeszcze: brudnopis do pomysłów na shorty (rzadko używany), możliwość tweetowania wprost z platformy — bez wchodzenia na Twittera — rejestr umów sponsorskich, feed wszystkich filmów w produkcji (z montżystami i sponsorami), feed monitorujący pocztę co pół godziny i zapisujący wszystko, co muszę wiedzieć, listę tematów na YouTube, statystyki kanału oraz edytor, w którym wpisuję uwagi bezpośrednio przy obrazie — te trafiają automatycznie do Claude’a Code, który nanosi poprawki. To ostatnie jest wciąż w robocie, ale sedno jest inne: każdy pomysł na funkcję mogę dorzucić od ręki. I niczego tu nie ma, czego nie używam — przestaję używać, wycinam.
A teraz pomyśl o narzędziach w twojej firmie. Ile z nich to zwykłe zaśmiecanie? Budując oprogramowanie dla zespołu, tworzysz dokładnie te przepływy pracy, których potrzebujecie — bez zależności od zewnętrznych deweloperów, jak w Notion, którzy dostarczają o dwieście funkcji za dużo. Sam korzystam może z 5% funkcji Notion. Po co miałbym płacić fortunę za miejsca i ich AI, skoro mogę po prostu sklonować te 5%?
Druga rzecz, którą ostatnio robię: aplikacje desktopowe. Uwielbiam Raycasta, więc zbudowałem podobne narzędzie do szybkiego wyszukiwania logotypów i wrzucania ich na tablicę — tak powstają wszystkie moje prezentacje. Otwieram aplikację, wpisuję frazę, choćby „AI slop”, klikam „usuń tło” — i mam naklejkę gotową do wklejenia. Każda skopiowana grafika ląduje w bibliotece, z której korzystam przy generowaniu obrazów: piszę „@riley”, znajduję własne zdjęcie i proszę o „Riley Brown w koszulce Claude Code z tym logo na ekranie”. Tak powstają moje miniaturki — na przykład ta o budowaniu aplikacji na iPhone’a. A całą tę aplikację, z wyszukiwaniem i generowaniem obrazów, stworzył jeden prompt. Jeden. Nie płacę nikomu za usługę: przez Vercel AI gateway mam dostęp do potrzebnych modeli, a jedynym kosztem jest rachunek za API. Korzystam z tego od miesięcy — sami zobaczcie, ile wykonałem generacji. Budowanie aplikacji jest dziś na tyle proste, że opłaca się zrobić własne narzędzie pod siebie zamiast uczyć się cudzych i płacić za nie abonament.
Podsumowanie
To siedem przemyśleń, które naszły mnie w ostatnich dniach. Możesz wyvibe’ować własny system do telewizora. Możesz odblokować każdy sprzęt w domu i przerobić go na to, na co masz ochotę. AI robi w Blenderze animacje 3D lepsze niż większość ludzi. Możesz kazać AI filtrować pocztę, X-a i Instagrama. Możesz przestać używać aplikacji i przejść na agentów. Możesz kazać AI wyciąć śmieci z twoich filmów. I możesz budować własne oprogramowanie: wyciągnąć kilka potrzebnych funkcji z każdego ulubionego programu, połączyć je i stworzyć własną superaplikację — dokładnie tak, jak ja.
Dzięki za obejrzenie. Jeśli wynieśliście z tego choć odrobinę — polubcie film i zasubskrybujcie kanał, bardzo mi to pomaga. Do zobaczenia w następnym.