O czym jest ten film
- Autor prezentuje cztery systemy automatyzacji zbudowane w Claude, które członkowie jego społeczności sprzedali realnym klientom — wraz z kwotami.
- System 1: notatka głosowa z placu budowy zamienia się w gotowy, firmowo opisany PDF (wdrożenie za 4,5 tys. funtów, czyli ok. 6 tys. dol.).
- System 2: lejek od postów w mediach społecznościowych do opłaconej rezerwacji — zwolnił klientowi ok. 15 godzin tygodniowo (2,2 tys. dol., potem kolejne zlecenie za 6 tys.).
- System 3: „system operacyjny twórcy” — treści tworzone klonem głosu i wizerunkiem klientki (3,6 tys. dol. + 197 dol. miesięcznie).
- System 4: „mózg firmy” — AI znające dokumenty, procesy i historię klientów; najwyższe ceny (2–15 tys. dol.) i największy popyt.
- Do każdego rozwiązania dołączona recepta: jak rozmawiać z właścicielem firmy i jakimi argumentami uzasadniać wycenę.
- Uniwersalna zasada: sprzedawać skutek biznesowy (czas, przychód, ryzyko), a nie funkcje techniczne.
- Dobór rozwiązania zależy od rodzaju ograniczenia firmy: popytowe (brak klientów) czy podażowe (brak mocy przerobowych).
- Rada strategiczna: na starcie nie forsować wąskiej specjalizacji — najpierw testy i dane, niszę wybiera się później.
- Materiał zawiera też fragmenty promocyjne: darmowy SOP na zdobycie pierwszego klienta, odesłanie do filmu o wycenie oraz zaproszenie do społeczności autora.
10 najważniejszych takeaways — z kontekstem zastosowania
1.Sprzedawaj skutek biznesowy, nie funkcjonalność
Na czym polega: żaden z opisanych systemów nie sprzedał się dzięki opisowi technicznemu — każdy wyceniono przez pryzmat czasu, przychodu albo ryzyka klienta. Autor powtarza: myśl o sobie jak o doradcy ds. wzrostu, który sięga po AI, gdy to pasuje do zadania.
Jak stosować: każdą ofertę zaczynaj od zdania w rodzaju „zaoszczędzicie X godzin tygodniowo” albo „odzyskamy Y leadów miesięcznie”, a dopiero potem opisuj, jak to działa.
Na co uważać: funkcje łatwo podrobić; mierzalny skutek biznesowy buduje relację i kolejne zlecenia. Nie obiecuj jednak efektów, których nie umiesz zmierzyć.
2.Przeliczaj czas pracowników klienta na pieniądze — na jego danych
Na czym polega: w przykładzie z budowlanką pięciu brygadzistów razy pięć godzin papierów tygodniowo daje 25 płatnych godzin; przy takim rachunku 4,5 tys. funtów za automatyzację brzmi rozsądnie.
Jak stosować: pytaj właściciela wprost: ile osób, ile godzin, jaka stawka. Liczby podane przez samego klienta przekonują najlepiej.
Na co uważać: nie podawaj wyliczeń z sufitu — jeśli klient zweryfikuje je inaczej, stracisz wiarygodność.
3.Pamiętaj o kosztach ukrytych po stronie klienta
Na czym polega: właściciel firmy waży nie tylko cenę usługi, ale też koszt czasu, ryzyko oraz wysiłek wdrożenia zmiany w zespole.
Jak stosować: w rozmowie adresuj trzy wymiary naraz: co firma zyska, co ryzykuje bez zmiany i jak zminimalizujesz koszt przejścia (np. system nie wymaga nauki nowych narzędzi, bo każdy już umie wysyłać głosówki).
Na co uważać: koszt zarządzania zmianą bywa niedoszacowany — jeśli zespół nie oswoi narzędzia, wdrożenie się nie przyjmie, choćby technicznie działało idealnie.
4.Wchodź przez jeden, najbardziej „nienawistny” dokument
Na czym polega: zamiast automatyzować całą dokumentację firmy, autor radzi zacząć od jednego dokumentu, którego zespół najbardziej nie znosi wypełniać.
Jak stosować: wybierz branżę pracującą poza biurkiem (budowlanka, hydraulika, elektryka), zapytaj o najbardziej uciążliwy dokument i zautomatyzuj tylko jego; po pierwszym sukcesie dokładaj kolejne.
Na co uważać: nie rozszerzaj zakresu w cenie — każdy kolejny dokument sprzedawaj jako osobny etap, a nie dopisek do pierwotnej wyceny.
5.Lejek sprzedażowy sprzedawaj jako odzyskany przychód
Na czym polega: jeśli formularz wypełniło 40 osób, a zapłaciło 10, system follow-upu zarabia na pozostałych 30 — dwóch, trzech dodatkowych klientach miesięcznie pokrywa całą wycenę projektu.
Jak stosować: na spotkaniu pytaj o konwersję z formularza na płatność, a potem pokaż, że automat dopychający leady zamyka tę lukę.
Na co uważać: argument działa tylko, gdy leady realnie napływają — jeśli formularz wypełnia pięć osób miesięcznie, problem leży w popycie, nie w follow-upie.
6.Kwalifikuj klienta trzema pytaniami
Na czym polega: dobry klient dla lejka spełnia trzy warunki naraz: firma żyje z rezerwacji; leady wpływają przez formularz albo telefon i leżą odłogiem; właściciel lub ktoś z zespołu ręcznie goni ludzi.
Jak stosować: potraktuj te warunki jako listę kontrolną przed przygotowaniem oferty — trzy razy „tak” to sygnał, że automatizacja jest potrzebna.
Na co uważać: spełnienie jednego warunku nie wystarczy — follow-up w firmie bez rezerwacji lub bez leadów nic nie da.
7.Mapa procesu na jednej stronie plus krótkie demo
Na czym polega: Luis zdobył klienta, rysując proces od pierwszego kontaktu do opłaconej rozmowy na jednej stronie, zaznaczając kroki wymagające człowieka i automatyzując resztę; domknięciem był krótki film z demo wysłany klientowi.
Jak stosować: rozrysuj obecną ścieżkę klienta, oznacz wąskie gardła, zaproponuj automatyzację brakujących ogniw i nagraj dwu-, trzyminutowe demo.
Na co uważać: demo ma pokazywać efekt dla klienta, nie twój warsztat techniczny — mów językiem korzyści.
8.Próbki w głosie klienta otwierają drzwi u twórców
Na czym polega: najskuteczniejsza metoda sprzedaży „systemu operacyjnego twórcy”: weź 20–30 postów klienta, zbuduj profil stylu, napisz trzy teksty w jego głosie i wyślij z pytaniem, co o tym myśli.
Jak stosować: celuj w twórców i trenerów, którzy już coś sprzedają — wtedy zwrot łatwo policzyć (np. 19 dodatkowych sprzedaży przewodnika za 197 dol. pokrywa 3,6 tys. dol. wyceny).
Na co uważać: klonowanie głosu i wizerunku wymaga wyraźnej zgody i transparentności — klient musi rozumieć i akceptować, jak powstają materiały.
9.„Mózg firmy”: najwyższa cena i największa lepność
Na czym polega: AI znające firmową wiedzę rozwiązuje problem, który rośnie z każdym pracownikiem — autor cytuje badanie, według którego nawet około połowy czasu pracy może schodzić na szukanie informacji. Taka oferta jest „lepka”: raz wdrożona, zostaje na lata. Sprzedawać ją można sztampowo drogo z szablonu (Janette: 15 tys. dol. × 17 wdrożeń) albo taniej i indywidualnie (Kieran: 2 tys. dol. za egzemplarz).
Jak stosować: zbuduj pierwszy „mózg” dla własnej firmy — będziesz własnym studium przypadku; potem wybierz jeden typ firmy, podepnij tylko potrzebne narzędzia i dołaczaj dodatki: poranny przegląd, podsumowania projektów, rutyny Claude Code.
Na co uważać: wdrożenie wymaga zmiany nawyków zespołu — zaplanuj i wyceniaj czas na oswojenie narzędzia, inaczej zostanie kolejnym nieużywanym shelf-warem.
10.Najpierw diagnoza: popyt czy podaż?
Na czym polega: przed rekomendacją sprawdź, co blokuje wzrost. Firmie ograniczonej popytem potrzebni są kolejni klienci (system treściowy, lejek); firmie ograniczonej podażą — więcej mocy przerobowych (dokumenty głosowe, „mózg firmy”). Dosyłanie leadów do przeciążonej firmy tylko dokręca śrubę.
Jak stosować: na pierwszym spotkaniu pytaj o zaległości w realizacji zleceń i o liczbę leadów — odpowiedzi wskażą rodzaj ograniczenia i właściwe rozwiązanie.
Na co uważać: te same objawy mogą mieć różne przyczyny, a ograniczenia potrafią występować parami — wtedy ustal priorytet z właścicielem zamiast wdrażać wszystko naraz.
Redakcyjne tłumaczenie
Cztery systemy, które realnie znalazły kupców
Te cztery systemy na Claude da się sprzedać za około 3,7 tysiąca dolarów, a zbuduje je każdy, kto zna podstawy pracy z tym narzędziem. Nie opieram się na pogłoskach — wszystkie cztery powstały w mojej społeczności i trafiły do płacących klientów. Skoro im się udało, uda się i wam. Dlatego pokażę, czym każdy z tych systemów jest, dlaczego firmy za nie płacą i jak sprzedać je samodzielnie. Zostańcie do końca: rozwiązanie, o którym opowiem ostatnie, sprzedało się najdrożej i — moim zdaniem — ma dziś największy popyt.
(Informacja dodatkowa: tytuł widea mówi o trzech systemach, ale autor opisuje cztery; czwarty, „mózg firmy”, okazał się najdroższy.)
System 1: notatka głosowa zamieniona w firmowy dokument
Pierwsza automatyzacja jest najprostsza do zbudowania. Pracownik w terenie nagrywa wiadomość głosową, a w odpowiedzi dostaje skończony dokument z firmową identyfikacją. Jodie z mojej społeczności wdrożyła to w firmie budowlanej. Brygadziści mieli obowiązek wypełniać dzienniki budowy, oceny ryzyka i rejestry sprzętu, ale po całym dniu na placu nikt nie miał siły przepisywać tego na komputer. Efekt? Papierkowa robota wiecznie zostawała kilka dni w tyle za faktyczną pracą. Dziś brygadzista wysyła głosówkę na WhatsAppie, system transkrybuje nagranie, dopasowuje je do właściwego zlecenia, generuje PDF z brandingiem, sam zapisuje go w firmowym SharePoincie i rozsyła każdemu, kto ma go dostać. Całość powstaje jako szkic — człowiek nadal przegląda dokument i go zatwierdza. Jodie wyceniła wdrożenie na 4,5 tysiąca funtów, czyli około 6 tysięcy dolarów.
Jak rozmawiać z klientem o czymś takim? Zacznij od czasu i ryzyka. Zapytaj właściciela, ile godzin tygodniowo brygadziści poświęcają dokumentacji. Jeśli pięciu ludzi po pięć godzin, mówimy o 25 płatnych godzinach tygodniowo, które schodzą na przepisywanie — a to łatwo przeliczyć na konkretną kwotę w budżecie. Następnie zwróć uwagę, że dokumentacja leżąca kilka dni za pracą to realne ryzyko — i dla bezpieczeństwa, i dla zgodności z przepisami. Na tle tych dwóch problemów 4,5 tysiąca funtów łatwo uzasadnić. Co ważne, nikt przy tym nie musi się niczego uczyć: każdy potrafi nagrać wiadomość, a co ma się znaleźć w dokumencie, każdy w firmie wie od lat.
Bo kiedy rozmawiasz z właścicielem albo udziałowcem, musisz myśleć o kosztach ukrytych. Cena usługi to nie wszystko. Liczy się też koszt czasu, ryzyko i wysiłek związany z wdrożeniem zmiany — czyli rzeczy, które naprawdę bolą przedsiębiorcę.
Praktyczna rada: wybierz branżę, w której ludzie nie siedzą cały dzień przy biurku. Budowlanka, hydraulika, elektryka. Zapytaj właściciela, którego dokument jego zespół nienawidzi wypełniać najbardziej, i zautomatyzuj tylko ten jeden. Gdy zadziała, dołóż kolejny — i tak, kawałek po kawałku, zabieraj zespołowi powtarzalną, ręczną robotę.
System 2: lejek od posta do opłaconej rozmowy
Drugi system składa się z dwóch części. Pierwsza co tydzień pisze posty na kilka platform społecznościowych w stylu właściciela firmy. Druga włącza się, gdy ktoś wypełni formularz zainteresowania spod któregoś z tych postów. Czyli pomagasz firmie wygenerować lead, a potem zamienić go w opłacone spotkanie — bez ręcznego gonienia kogokolwiek. Lead trafia do CRM-a i dostaje SMS-a oraz e-mail z linkiem do płatności. Po zapłacie system wysyła formularz wstępny i dokumenty zgody, z przypomnieniami, dopóki nie zostaną podpisane. Potem przychodzi link do rezerwacji, potwierdzenie z Zooma i — naturalnie — przypomnienia o samym terminie.
Luis z mojej społeczności zbudował to dla lekarza, który powoli schodził na emeryturę i nie chciał zatrudniać ani zespołu marketingowego, ani całej recepcji. Wycena: 2,2 tysiąca dolarów. Efekt: około 15 zaoszczędzonych godzin tygodniowo. A po jakimś czasie ten sam klient zatrudnił Luisa ponownie — za kolejne 6 tysięcy.
To jeden z najłatwiejszych systemów do sprzedania, bo bezpośrednio łączy się z przychodem. Zapytaj, ile osób wypełniło formularz w zeszłym miesiącu i ile z nich zapłaciło. Jeśli formularz wypełniło 40 osób, a zapłaciło 10, system może zająć się pozostałymi 30. Kilku dodatkowych klientów miesięcznie pokrywa z góry całą opłatę za projekt.
Tu małe zastrzeżenie: to nie jest materiał o wycenie — chodzi o same systemy i o to, jak je pozycjonować. Jeśli chcesz zobaczyć, jak ja podchodzę do wyceny opartej na wartości, nagrałem o tym osobny film.
Przy tego typu systemie szukałbym u klienta trzech rzeczy. Po pierwsze: firma, która żyje z rezerwacji. Po drugie: firma, w której leady wpływają przez formularz albo telefon i potem leżą, bo nikt ich nie dopinguje. Po trzecie: właściciel albo ktoś z zespołu ręcznie goni dziś ludzi. Jeśli wszystkie trzy odpowiedzi brzmią „tak”, ta firma potrzebuje takiej automatyzacji.
Plan działania: rozrysuj ich proces od pierwszego kontaktu do umówionej rozmowy na jednej stronie. Zaznacz kroki, które wymagają człowieka, a resztę zautomatyzuj. Potem nagraj krótkie demo i wyślij. Przy okazji: Upwork to bardzo dobre miejsce na szukanie zleceń — i właśnie tam Luis znalazł tego klienta.
A skoro przy klientach jesteśmy — mam dla was zupełnie darmowy SOP o zdobywaniu pierwszego zlecenia na automatyzacje AI. Zawiera kroki sprawdzone na setkach członków naszego programu AI S+: jednozdaniową propozycję usługi, od której można zacząć już dziś; odpowiedź na pytanie, dlaczego pierwszy klient powinien was coś kosztować; przepis na pięciominutowe wideo, które — zanim zobaczysz pieniądze — pokazuje, czy faktycznie umiesz dostarczyć; oraz co robić, gdy nie masz ani jednego case study. Polecam ściągnąć nawet tym, którzy klientów już mają. Link jest w opisie. Wracamy do tematu.
(Informacja dodatkowa: AI S+ to płatny program społeczności autora; powyższy akapit to jego własna promocja.)
System 3: system operacyjny twórcy
Trzeci system przypomina pierwszą część lejka, ale idzie o krok dalej: tworzy treści głosem i wizerunkiem samego twórcy. Taki system bardzo łatwo zamienia się w stały dochód miesięczny. Charles, kolejny członek społeczności, zbudował go dla kobiety, która uczy panie po pięćdziesiątce marketingu cyfrowego i afiliacyjnego. Całą treść robiła ręcznie — i przestała nadążać. Jej system używa sklonowanego głosu i wizerunku, żeby tworzyć nagrywane filmiki i grafiki spójne z marką, praktycznie bez jej udziału przy kamerze i bez pisania. Charles wyraźnie dał więcej, niż obiecał: dorzucił sześciostronową stronę, sklep z drukiem na żądanie, 101-stronicowy przewodnik, który klientka sprzedaje za około 200 dolarów, serię dziewięciu e-maili budujących relację z odbiorcami, pozycjonowanie dwunastu podstron oraz quiz zbierający leady. Wycena: około 3,6 tysiąca dolarów. A klientka sama poprosiła go o miesięczną współpracę, zanim w ogóle zaproponował abonament — i tak dochodzi mu dodatkowo 197 dolarów miesięcznie.
Ten system sprzedaje się przez wzrost. Zresztą we wszystkich czterech przypadkach chodzi o efekt biznesowy, nie o funkcje czy wymagania techniczne. Twórcy i przedsiębiorcy wiedzą, że więcej treści to zwykle więcej uwagi, więcej uwagi to więcej leadów, a więcej leadów to więcej sprzedaży — a właśnie tego chcą firmy. Pokaż więc, ile więcej treści klient mógłby publikować, i policz to na jego produkcie albo usłudze. Przy przewodniku za 197 dolarów wystarczy 19 dodatkowych sprzedaży, żeby klientka zwróciła sobie całe 3,6 tysiąca wydane na start. A skoro świeża treść jest potrzebna co tydzień, abonament również broni się sam — zwłaszcza że działa.
Recepta na sprzedaż: wybierz twórcę albo trenera, który już coś sprzedaje i ma wypracowaną ofertę na końcu lejka. Weź 20–30 jego postów, zbuduj profil stylu, napisz trzy teksty w jego głosie i wyślij wiadomość mniej więcej taką: „Hej, zbudowałem to dla ciebie — taki system operacyjny twórcy. Oto trzy teksty, które napisał. Powiedz, co myślisz”. Jeśli się spodoba, zaproponuj prowadzenie jednej platformy przez miesiąc, a dopiero potem sprzedaj pełne wdrożenie i abonament.
System 4: mózg firmy
Czwarty system jest — jak zapowiadałem — najdroższy w tym zestawieniu i ma oszałamiający popyt. To sztuczna inteligencja, która wie wszystko, co wie firma: zna jej dokumenty, procesy i historię klientów. Każdy członek zespołu może zadać pytanie i dostać trafną, aktualną odpowiedź. Taki mózg można podpiąć pod mnóstwo narzędzi — Drive, Kalendarz, Gmaila, Asanę, HubSpot. Potrafi wysyłać codzienny poranny przegląd, pisać podsumowania projektów i sam wkładać każdą notatkę ze spotkania do właściwego folderu. Każda firma ma ten problem, a będzie tylko rósł, bo coraz więcej ludzi buduje własne osobiste agenty i systemy. Odpowiedzi rozsypały się między głowami pracowników, kanałami na Slacku i setkami dokumentów.
Jak to sprzedawać? Zacznij od godzin, które zespół traci na szukanie. Zapytaj, ile czasu ludzie spędzają na wyszukiwaniu informacji albo czekaniu na odpowiedź kolegi. Jeśli 20-osobowa drużyna traci po dwie godziny tygodniowo, to 40 godzin płatnego czasu co tydzień. Dorzuć argument, że nowi ludzie wdrożą się szybciej, bo odpowiedzi będą mieli na wyciągnięcie ręki. Widziałem badanie, według którego — im większa organizacja, tym wyraźniej — nawet około połowa czasu pracy schodzi na takie polowanie: „ktoś mi przecież wysyłał ten dokument, tylko gdzie?”, „ktoś to mówił, ale czy to był e-mail, czy Slack?”.
Taka oferta jest też wyjątkowo trwała: gdy firma raz nauczy się na niej polegać, nie wyłączy jej. Ale wraca tu wspomniany koszt ukryty — zarządzanie zmianą. Zespołowi trzeba chwili, żeby opanować narzędzie i zmienić nawyk: sięgać najpierw po nie, a nie działać po staremu. To właśnie znaczy stać się organizacją „AI native” — o tym piszę w swojej książce.
Od waszej strony kluczowe jest coś innego: mózg firmy buduje się raz, a potem wdraża u kolejnych klientów — raz ustalony sposób porządkowania wiedzy działa wszędzie. Zbudujcie więc pierwszy egzemplarz dla siebie. Będziecie mieli prawdziwe demo i sami będziecie żywym dowodem, że to działa. Potem wybierzcie jeden typ firmy, znajdźcie pytania, które jej zespół zadaje co tydzień, i podepnijcie tylko te narzędzia, w których leżą odpowiedzi. Na tym fundamencie można dołożyć kolejne elementy: poranny przegląd, różne rutyny Claude Code — cokolwiek, skoro kontekst jest już na miejscu i aktualizuje się na bieżąco.
Dwoje członków mojej społeczności sprzedaje to na dwa sposoby. Janette bierze 15 tysięcy dolarów i wdrożyła już 17 takich systemów na tej samej podstawie — dokładając panele dla poszczególnych ról, generatory dokumentów i narzędzia działające samodzielnie, jak choćby notatkę z researchu o każdym nowym leadzie. Dziewięciu z tych 17 klientów zostało przy miesięcznym abonamencie. Kieran z kolei bierze 2 tysiące dolarów i buduje każdy system od zera, dla klientów z różnych krajów — od czerwca zarobił około 137 tysięcy dolarów i właśnie dostał zlecenie na 30 takich wdrożeń dla jednej firmy. Można więc iść drogo i z szablonem, jak Janette, albo taniej i na zamówienie, jak Kieran — a relacja z klientem w obu wariantach będzie się rozwijać.
(Informacja dodatkowa: w automatycznym transkrypcie kwota zapisana została jako „137 dolarów”; z kontekstu — zlecenie na 30 wdrożeń — wynika, że chodzi o około 137 tysięcy.)
Na koniec: jedno narzędzie, konkretny typ klienta i diagnoza ograniczenia
To cztery systemy, które można sprzedawać w Claude. Każdy z wymienionych członków mojej społeczności wybrał jeden, doprowadził go do perfekcji i znalazł firmy, które go potrzebowały. Nie zawracajcie sobie zbytnio głowy presją na wąską specjalizację. Testujcie różne rzeczy, zbierajcie dane — a niszę wybierajcie wtedy, gdy danych i doświadczenia starczy na pewną decyzję. Bo specjalizacja faktycznie pomaga się skalować i dawać najlepsze wyniki, ale na końcu drogi, nie na starcie.
I przy każdej ofercie: prowadźcie od efektu biznesowego. Powód musi być na tyle mocny, żeby klient powierzył wam pieniądze i podjął ryzyko. Myślcie o sobie jak o ludziach od wzrostu firmy, którzy po prostu sięgają po AI, gdy to pasuje do zadania. I oczywiście udowodnijcie, że potraficie przynieść realne wyniki.
Wszystkie omawiane dziś systemy świetnie otwierają drzwi u klientów i nadają się do portfolio. Ale najwięcej wpływu — i największe zaufanie — zdobędziecie, biorąc na warsztat wąskie gardła firmy. Tak robiliśmy w agencji, którą kiedyś prowadziłem na co dzień: nie wybieraliśmy jednego rozwiązania i nie pakowaliśmy go w gotowy produkt — pomagaliśmy firmie rosnąć, likwidując jej ograniczenia. Na najwyższym poziomie sprowadza się to do jednego pytania: czy firma jest ograniczona popytowo, czy podażowo? Firmie ograniczonej popytem potrzeba więcej klientów — wtedy system treściowy albo lejek przyjmujący zlecenia faktycznie ją rozwiną. Ale firma ograniczona podażą ma już więcej roboty, niż daje radę obsłużyć; dosyłanie jej kolejnych leadów nic nie urośnie, tylko doda stresu i jeszcze bardziej zepsuje proces. Trzeba więc najpierw zrozumieć, w jakiej sytuacji jest dana firma, a dopiero potem dopasować rozwiązanie. Firmie bez mocy przerobowych potrzebny jest system dokumentów głosowych albo mózg firmy — coś, co odda zespołowi czas.
W opisie filmu zostawiłem link do naszej społeczności, gdzie poznacie przedsiębiorców budujących agencje AI, używających sztucznej inteligencji we własnych firmach i sprzedających takie systemy jak te omówione dziś. Dobre miejsce na nowe kontakty. To tyle w tym odcinku — jeśli dowiedzieliście się czegoś nowego, dajcie łapkę w górę, bardzo mi to pomaga. Dziękuję, że dotrwaliście do końca, i do zobaczenia w następnym.