Zmniejszyłem dawkę Mounjaro do 1,25 mg — drugi miesiąc schodzenia z leku. Czy kilogramy wracają?

2026-11-01 • Moja podróż z Mounjaro • Zdrowie i energia •opinia •waga 2/5 •21 min czytania

Drugi miesiąc schodzenia z Mounjaro do 1,25 mg u osoby, która zrzuciła 35 kg: waga (ok. 79 kg) się utrzymuje, ale wraca skłonność do podjadania, a motywacja słabnie. Dla pacjentów na GLP-1 rozważających odstawienie.

Robocza publikacja redakcyjna na podstawie publicznego transkryptu YouTube. Źródło: YouTube.

O czym jest ten film

  1. Podsumowanie drugiego miesiąca stopniowego schodzenia z Mounjaro: autor zszedł z 5 mg przez 2,5 mg do mikrodawki 1,25 mg, trzymając się zasady minimum czterech tygodni na każdym szczeblu.
  2. Bilans terapii: start z 115 kg, dziś około 79–80 kg po czternastu miesiącach; przez niemal cały okres leczenia dawka 5 mg, a 7,5 mg — tylko przez cztery tygodnie.
  3. Sprostowanie do poprzedniego odcinka: film o przypadkowej podwójnej dawce (15 mg zamiast 7,5 mg) powstał latem, kilka miesięcy temu.
  4. Apetyt na 1,25 mg bez większych zmian, ale wróciła chęć sięgania po przekąski „przy okazji” i zgoda na fast food, gdy brakuje czasu.
  5. Natrętne myśli o jedzeniu (tzw. food noise) nie wróciły; rutyna posiłków, orzechów i nawodnienia wygląda tak jak dotąd.
  6. Poluzowanie dyscypliny żywieniowej: posiłki „w biegu” i mniej liczenia wartości odżywczych — autor zastanawia się, czy to zapowiedź powrotu starych nawyków.
  7. Trawienie: w trakcie terapii bez zaparć (woda, błonnik, ruch), po zejściu na mikrodawkę wyprawy do toalety mniej sprawne — prawdopodobnie przez mniej warzyw w diecie.
  8. Sen dłuższy i głębszy (koniec budzenia się okołu piątej rano), ale zniknęła poranna motywacja i poczucie harmonii, a pojawiło się rozdrażnienie — autor uczciwie dopuszcza wpływ jesieni i zmęczenia.
  9. Waga stabilna: średnio 79 kg, bez wzrostów, nawet o 400 g mniej niż wcześniej.
  10. Główny dylemat: odstawić lek czy kontynuować; autor podkreśla, że efekt to także jego własna praca — trening siłowy, dieta, 103 dni bez alkoholu i sen.

10 najważniejszych takeaways — z kontekstem zastosowania

1.Schodź z leku tak ostrożnie, jak na niego wchodziłeś

Na czym polega: Autor redukował Mounjaro według tej samej zasady, przy której dochodził do dawki docelowej: minimum cztery tygodnie na każdym szczeblu, bez pośpiechu, przy ciągłej obserwacji organizmu. Z 5 mg przeszedł na 2,5 mg, a po miesiącu — na 1,25 mg.

Jak stosować: Każdy szczebel traktuj jak osobny, co najmniej czterotygodniowy etap: notuj w tym czasie wagę, apetyt, sen i nastrój, a decyzję o kolejnym cięciu podejmuj dopiero po pełnej stabilizacji.

Na co uważać: To doświadczenie jednej osoby, nie protokół leczenia — harmonogram redukcji ustala lekarz. Dawka 1,25 mg nie występuje wśród fabrycznych ustawień pena i wymaga liczenia kliknięć, czyli praktyki spoza oficjalnego dawkowania.

2.Wilczy głód nie musi wrócić natychmiast

Na czym polega: Po pięciu zastrzykach na 1,25 mg poziom głodu autora jest taki sam jak na wyższych dawkach: je podobnie, nie częściej, w tych samych porach.

Jak stosować: Po każdym obniżeniu dawki obserwuj przez kilka tygodni sygnały ciała — częstotliwość jedzenia, wielkość porcji, głód między posiłkami — i rozdziel fizjologiczny głód od zwykłej ochoty na coś.

Na co uważać: Obserwacja jest jednoosobowa i subiektywna; u części pacjentów apetyt po redukcji wraca wyraźnie i wtedy zamiast improwizacji ratuje gotowa rutyna posiłków.

3.„Kilka chipsów przy okazji” to sygnał do czujności

Na czym polega: Na wyższej dawce zastawiony stół z przekąskami nic do autora nie mówił. Na mikrodawce zjada kilka sztuk z ciekawości i potrafi przystać na McDonalda, gdy brakuje czasu na gotowanie.

Jak stosować: Jeśli złapiesz się na myślach „z pozwoleniem” na jedzenie, zaplanuj przekąski z góry — autor ma swoje stałe punkty: garść pistacji, kefir przed snem, koktajl bananowy w ciągu dnia.

Na co uważać: Granica jest cienka: kilka sztuk z ciekawości to nie nałogowe podjadanie, ale całe opakowanie czy regularne fast foody — już tak.

4.Mięśnie to polisa na życie bez leku

Na czym polega: Autor trenuje siłowo trzy razy w tygodniu po godzinie, czasem półtorej. Większa masa mięśniowa oznacza większe dobowe zapotrzebowanie na energię — część kalorii, które mogłyby odłożyć się w tłuszcz, zużywa się na utrzymanie mięśni.

Jak stosować: Trening oporowy włącz jeszcze w trakcie terapii GLP-1, a nie dopiero po odstawieniu; trzy sesje tygodniowo traktuj jako stały element kalendarza, jak posiłki.

Na co uważać: Nie chodzi o wygląd, tylko o metabolizm. Sam autor zastanawia się, czy intensywny trening nie pobudza jego apetytu — warto obserwować ten związek u siebie.

5.Food noise nie zawsze wraca z obniżeniem dawki

Na czym polega: Autor nie ma natrętnych myśli o jedzeniu: w trakcie pracy nie przychodzi mu do głowy, żeby zajrzeć do lodówki, a między posiłkami trzyma się rutyny.

Jak stosować: Sprawdzaj u siebie prostym testem — czy między posiłkami wracasz myślami do jedzenia. Jeśli nie, to sygnał, że nowe nawyki się utrzymują. Pomaga stała struktura dnia: kawa, śniadanie po spacerze, przewidywalne pory posiłków.

Na co uważać: U części osób szum wraca po redukcji dawki — wtedy warto wrócić do struktur, które go wyciszały: regularne posiłki, białko i błonnik, sen.

6.Woda i błonnik decydują o komforcie trawienia

Na czym polega: Mimo spowolnionego przez GLP-1 trawienia autor unikał zaparć dzięki nawodnieniu, błonnikowi i ruchowi. Po zejściu na 1,25 mg i przy rzadszym dodawaniu warzyw do obiadów wyprawy do toalety zrobiły się wolniejsze i mniej sprawne.

Jak stosować: Pij wodę przy każdym przypływie głodu — u autora pół butelki często wystarcza, by ssanie w żołądku minęło — i pilnuj warzyw w każdym posiłku, zwłaszcza gdy luzujesz dietę.

Na co uważać: Zaparcia i biegunki to częste skutki uboczne leków GLP-1; utrzymujący się problem to temat dla lekarza. Twardych danych o wpływie mikrodawek na trawienie jest wciąż bardzo mało.

7.Niższa dawka może wydłużyć sen

Na czym polega: Na wyższych dawkach autora wybudzało się nad ranem — budził się około piątej i głowa od razu ruszała z myślami. Na 1,25 mg śpi dłużej i głębiej, na przykład do 7:12.

Jak stosować: Notuj godzinę budzenia i jakość snu przy każdej zmianie dawki — sen to jeden z filarów utrzymania wagi, o którym autor mówi wprost: „sen, sen, sen”.

Na co uważać: Wczesne budzenie bywa też skutkiem stresu, światła czy pory roku — zanim zwiążesz je z lekiem, odczekaj kilka tygodni i porównaj okresy.

8.Zanim obwinisz lek o spadek nastroju, sprawdź kontekst

Na czym polega: Na mikrodawce zniknął poranny „kop” i poczucie harmonii, doszło rozdrażnienie — np. niezapłacona faktura potrafiła wyprowadzić autora z równowagi. Ale on sam uczciwie dopuszcza inne wyjaśnienia: jesień, brak światła, zmęczenie po sezonie i praca po dziesięć godzin dziennie.

Jak stosować: Przy każdej zmianie samopoczucia rozpisz zmienne: porę roku, obciążenie pracą, sen, ilość światła. Dopiero gdy je odrzucisz, zostaje dawka leku — i to rozmowa z lekarzem.

Na co uważać: Rozdrażnienie i przygnębienie mogą się pogłębiać; autor podkreśla, że jego spostrzeżenia są subiektywne i trudno powiedzieć, co naprawdę na nie wpływa.

9.Waga może stać w miejscu mimo drobnych luzów

Na czym polega: Po dwóch miesiącach redukcji średnia wagi to 79 kg — tyle samo co wcześniej — a wahań nie ma, mimo kolacji bez warzyw czy sporadycznego fast foodu. Raz waga pokazała nawet o 400 g mniej.

Jak stosować: Waż się regularnie i patrz na średnią z tygodnia, nie na pojedynczy odczyt — autor podkreśla, że waga skacze z dnia na dzień zależnie od wody i treningu.

Na co uważać: Luźny posiłek raz na jakiś czas to nie dramat; schemat „często i bezrefleksyjnie” już tak. Autor sam obawia się, że poluzowanie dyscypliny może być zapowiedzią powrotu starych nawyków.

10.Decyzję o odstawieniu można traktować jako odwracalną

Na czym polega: Autor rozważa odstawienie leku, by na własnym przykładzie sprawdzić głoszone w mediach tezy o nieuchronnym powrocie kilogramów — i podkreśla, że w każdej chwili może przerwać taki eksperyment i wrócić do Mounjaro.

Jak stosować: Zamiast decyzji „wszystko albo nic” ustal z lekarzem plan: skończoną przerwę, kryteria oceny (np. przyrost wagi, powrót natrętnych myśli o jedzeniu) i warunki wznowienia terapii. Równolegle wzmacniaj filary: dietę, ruch, wodę i sen.

Na co uważać: Nagłówki o „absolutnej prawdzie” łatwo znaleźć po obu stronach sporu; jednoosobowe doświadczenie niczego nie dowodzi — czyjś powrót (albo brak powrotu) kilogramów nie przesądza twojego przypadku.

Redakcyjne tłumaczenie

Wstęp: kim jestem i o czym jest ten odcinek

Cześć wszystkim. Pozdrawiam wszystkich użytkowników Mounjaro, Wegovy i Ozempicu — wszystkich, którzy z otyłością walczą przy pomocy tych leków. Nazywam się Piotrek. Jeśli jesteś tu pierwszy raz: zrzuciłem 35 kg dzięki Mounjaro, lekowi z grupy GLP-1, w połączeniu z własną ciężką pracą i całkowitą zmianą stylu życia, diety i aktywności fizycznej.

(Informacja dodatkowa: Mounjaro to handlowa nazwa tirzepatydu, leku z grupy agonistów receptora GLP-1, stosowanego w cukrzycy typu 2 i terapii otyłości; blisko spokrewnionymi preparatami są Wegovy i Ozempic.)

Ten odcinek poświęcam podsumowaniu drugiego miesiąca redukowania dawki i powolnego schodzenia z Mounjaro. Na dobry początek formułka, którą powtarzają wszyscy twórcy na YouTube, więc i dołączę do tego grona: jeśli chcesz wesprzeć kanał, like, subskrypcja albo jakakolwiek aktywność pod filmem zdecydowanie pomogą moim staraniom i pozwolą docierać do większej liczby osób zmagających się z otyłością albo stosujących lub rozważających leki GLP-1.

W dzisiejszym odcinku podsumuję, jak minął drugi miesiąc, jaką dawkę stosuję i jak wygląda moja waga — bo to chyba sprawa najważniejsza.

Sprostowanie do poprzedniego filmu

Zanim przejdę do rzeczy, małe sprostowanie do poprzedniego odcinka, w którym opowiadałem o przypadkowym przyjęciu podwójnej dawki — „przedawkowaniu Mounjaro”, jak to dramatycznie nazwałem. Jeśli go nie oglądałeś, link zostawiam tutaj. Ten film powstał w lecie, pomyłka wydarzyła się kilka miesięcy temu, a ja szczerze dziękuję wszystkim za czujność i przede wszystkim za słowa wsparcia i sympatii. Jesteście naprawdę świetni i bardzo dziękuję za troskę okazaną w komentarzach.

Niektórzy słusznie zauważyli: „Czekaj, 7,5 mg? Przecież schodziłeś z Mounjaro!”. Tak, macie rację. Dopisałem w opisie, że materiał pochodzi sprzed kilku miesięcy, ale opisów rzadko kto czyta — sam jestem dokładnie taki sam.

Gdzie dziś jestem w schodzeniu z leku

Krótkie przypomnienie całej drogi. Startowałem ze 115 kg, dziś ważę około 79–80 kg. Zajęło mi to ponad rok — czternaście miesięcy — i oczywiście nie samo Mounjaro, lecz także całkowita zmiana stylu życia, o której opowiadam w innych filmach. W trakcie terapii doszedłem do dawki 7,5 mg, ale stosowałem ją tylko cztery tygodnie; przez niemal cały okres leczenia byłem na 5 mg. Pierwszego września postanowiłem zacząć schodzić z leku — dokładnie tak samo, jak kiedyś dawkę podnosiłem, czyli po minimum cztery tygodnie na każdym szczeblu. Nikąd się nie spieszę, robię to powoli i obserwuję, co się dzieje.

Pierwszego września przyjąłem więc pierwszą dawkę 2,5 mg, przez cztery kolejne tygodnie trzymałem się 2,5 mg, a potem ciąłem ją jeszcze o połowę. Dziś mam na koncie już pięć zastrzyków po 1,25 mg.

I co się dzieje? Co zauważyłem, jak wygląda moje życie na tak niskiej dawce?

Apetyt na mikrodawce: bez rewolucji, ale z lekkim luzem

Zacząłbym od jedzenia, bo te leki mocno regulują apetyt i sposób odżywiania. Wiadomo też, że działają na mózg — a więc pośrednio wpływają na decyzje, które podejmujemy. I od razu dodam po raz kolejny: wymagają od nas wysiłku i ciężkiej pracy. To nie jest tak, że zastrzyk odwala całą robotę — zmiany musimy wprowadzać stopniowo od pierwszego dnia.

Co do samego apetytu na 1,25 mg: mam już za sobą pięć zastrzyków, więc poziom GLP-1 ustabilizował się na tym niskim poziomie. Mówiąc w skrócie — mój organizm funkcjonuje już na 1,25 mg. I jak wygląda głód? Muszę przyznać, że jeśli chodzi o jedzenie, nie czuję większej zmiany, żadnej istotnej różnicy. Wspominałem o tym wcześniej: jeśli na stole pojawią się przekąski, chipsy, coś — nazwijmy to krótko — niezdrowego, sięgnę po nie z ciekawości. Nie w tym sensie, że specjalnie otwieram szafkę i je wyciągam, ale gdy jestem na przykład w odwiedzinach i ktoś wysypie przekąski — prosty przykład, prawda? — to z ciekawości zjem kilka sztuk. Wcześniej, na wyższej dawce, takie zachowania graniczyły z cudem: mózg był kompletnie niezainteresowany. Można było zostawić cały stół zastawiony smakołykami i nic do mnie nie przemawiało. Teraz ręka sama sięga. Nie oznacza to, że się objadam — nie kupuję całego opakowania ani nie zajadam go do końca. Ale warto powiedzieć to wprost: mózg pozwala mi dziś na chipsa, frytkę, przekąskę.

Sam poziom głodu pozostał bez zmian. Nie zauważyłem niczego szczególnego — ani żebym był głodniejszy, ani żebym musiał jeść częściej. Trzymam się swojej rutyny, tak jak dotąd.

Rola treningu siłowego

I tu muszę znów dodać: przez całą terapię odchudzania, oprócz Mounjaro i GLP-1, robiłem trening siłowy — trening oporowy, jakkolwiek to nazwać. Obecnie ćwiczę trzy razy w tygodniu po około godzinę, czasem do półtorej, więc podchodzę do tego poważnie. Dzięki temu buduję masę mięśniową, a mięśnie, jak wiadomo, potrzebują dużo energii. Zastanawiam się więc, czy to nie wpływa pośrednio na mój apetyt i na to, ile jem. Tak czy inaczej, trening zdecydowanie pomaga regulować metabolizm — zwłaszcza bez wsparcia leku.

Dlatego nieustannie o tym mówię, i chyba wszyscy specjaliści znający się na GLP-1 powtarzają to samo: trening siłowy jest konieczny. Nie tylko dla wyglądu, ale dla zbudowania mięśni, bo po odstawieniu leku bardzo pomaga utrzymać wagę. Kalorie — nawet gdybyśmy zaczęli jeść więcej — idą wtedy na utrzymanie masy mięśniowej. Jeśli mamy jej więcej, automatycznie większa część energii, zamiast odkładać się — w przypadku facetów — w oponkę na brzuchu, zużywa się na utrzymanie mięśni.

Podsumowując kwestię apetytu: nie zauważyłem, żebym podjadał więcej. Poza tym, o czym już mówiłem — że chętnie po coś takiego sięgnę. Jeśli padnie pomysł, że dziś nie gotujemy, bo nie mamy czasu, i pojedziemy do McDonalda, nie protestuję tak mocno jak kiedyś. Wcześniej było to dla mnie nie do pomyślenia — jak przekleństwo, jak grzech. Dziś potrafię ulec pokusie. Oczywiście jem wszystko uważnie, nie objadam się jak szalony, ale widzę, że te myśli dostały pozwolenie.

Ktoś słusznie zauważył w komentarzu, że być może sama świadomość, iż od dawna utrzymuję zdrową wagę i właśnie schodzę z leku, sprawia, że trochę sobie odpuszczam — ja sam, moje wnętrze. Może tak być, trudno to wyjaśnić.

Food noise i codzienna rutyna

Oczywiście wszystko, o czym mówię, to moje subiektywne odczucia — nie założenia badawcze ani nic z tych rzeczy. Prawda — moje ulubione słowo — jest taka, że u każdego to będzie wyglądać trochę inaczej. Ja natrętnych myśli o jedzeniu nie mam i o jedzeniu zbyt często nie myślę. W trakcie pracy nie przychodzi mi do głowy, żeby zejść na dół, zajrzeć do lodówki i coś podjeść.

(Informacja dodatkowa: „food noise”, dosłownie „szum jedzeniowy”, to potoczne określenie natrętnych, powracających myśli o jedzeniu; u wielu osób ustępują po rozpoczęciu leczenia agonistami GLP-1. Tytuł tego odcinka odwołuje się właśnie do tego zjawiska.)

Trzymam się rutyny. Zwykle zaczynam dzień od kawy — nie wiem, czy to dobrze, czy źle, ale kocham czarną kawę bez mleka i bez cukru. Potem, około dziewiątej, po spacerze, duże śniadanie. Koło dwunastej koktajl bananowy albo coś do przekąszenia, a około szesnastej obiad — i to jest w zasadzie mój ostatni posiłek dnia. Jeśli przed snem dopadnie mnie głód, wypijam kefir albo jem coś drobnego. W ciągu dnia, gdy poczuję głód, sięgam po orzechy — bardzo lubię pistacje; zwykle po prostu garść. Bardzo sycą. Do tego piję dużo wody — jeśli śledzisz moje filmy, wiesz, że wodę lubiłem zawsze, więc nawodnienie nigdy nie było dla mnie problemem. Zauważyłem też, że gdy czuję lekkie ssanie w żołądku, wystarczy wypić pół butelki wody i głód mija.

Poluzowana dyscyplina w komponowaniu posiłków

Jest jeszcze inna zmiana, jaką zauważyłem — dotyczy jedzenia, ale nie samego apetytu ani myśli o jedzeniu. Znów nie wiem, czy to nie dlatego, że wiem, iż jestem prawie na mecie, i dlatego pozwalam sobie na odrobinę luzu. Kiedyś każdy posiłek był rytuałem i organizacją: śniadanie, obiad, kolacja — wszystko przeliczone i podyktowane troską o zdrowie, o to, co dostarczam organizmowi. Całość krążyła wokół zdrowych produktów, żeby dostarczyć ciału wszystkie cenne mikroelementy.

Obecnie, na 1,25 mg, czasami — zwłaszcza gdy nie mam czasu — potrafię coś szybko sklecić. Nie jest to coś supermega niezdrowego, nie mówimy tu o McDonaldzie: dziś rano wróciłem ze studia, nie miałem chwili, więc zrobiłem sobie bułkę z samym serem i kilka rzodkiewek do tego. Wcześniej, gdybym był głodny, już w głowie przeliczyłbym cały plan: koniecznie sporo warzyw, koniecznie pomyślane białko, a posiłek byłby bardziej przemyślany pod kątem wartości odżywczych. Teraz — zdarzyło mi się to na razie kilka razy — potrafię coś zjeść w biegu. Krótko mówiąc, liczenie mikroelementów i wartości odżywczych schodzi na dalszy plan.

Mam nadzieję, że to nie jest znak, iż po całkowitym odstawieniu leku wrócą stare nawyki i po prostu zacznę częściej jeść bezrefleksyjnie — jeść, żeby jeść. A może jest to, jak już mówiłem, pewne poluzowanie zasad i po prostu ciekawość, bo po roku naprawdę zdrowego jedzenia i wielkiej dyscypliny czasem zasłużyliśmy na oddech. Zobaczymy — czas pokaże. Będę was na bieżąco informował.

Podsumowując głód: jest na tym samym poziomie, natrętnych myśli o jedzeniu brak, ale coś się jednak zmieniło — potrafię często coś szybko zjeść, gdy czuję głód i wiem, że nie mam czasu.

Trawienie: od wzorowego do mniej sprawnego

Konsekwencją luźniejszej diety bywa też moja poranna toaleta. Zwykle piję kawę i idę do łazienki — to rytuał, który mam od lat, zarówno z Mounjaro, jak i bez. Choć mówi się, że te leki spowalniają pracę układu pokarmowego i pokarm przesuwa się znacznie wolniej, co daje uczucie sytości, u mnie nie zrobiło to większej różnicy. Byłem nawodniony, aktywny, jadłem zdrowo i sporo błonnika, więc zaparć nie było, biegunki też nie. Wiem, że wiele osób to przeżywa, bo to jeden z częstszych efektów ubocznych Mounjaro, Zepbound, Wegovy — wszystkich leków GLP-1. U mnie wszystko działało bardzo dobrze i bardzo sprawnie, a nawet się poprawiło: wizyta w toalecie była krótka i bezproblemowa.

Teraz, na mniejszej dawce, zauważam, że nie idzie to już tak szybko i sprawnie jak kiedyś. Trzeba przy tym wspomnieć, że czasem jem coś niezdrowego, czasem robimy obiad i nie dodaję warzyw — kiedyś byłoby to nie do pomyślenia. Wydaje mi się więc, że istotną rolę może tu odgrywać poziom błonnika, bo jeśli chodzi o nawodnienie, wszystko wygląda tak jak dotąd. Ta mała — i niestety negatywna — zmiana w diecie może więc mieć znaczenie. A jeśli nie, to znaczy, że wpływa sama niższa dawka Mounjaro. Próbowałem znaleźć jakieś informacje na ten temat i twardych danych naukowych jest niewiele. Tak czy owak zauważyłem, że odkąd zszedłem na mikrodawkę, wizyta w toalecie nie jest już tak szybka i sprawna jak przedtem.

Sen: śpię dłużej, ale bez porannego kopa

Co jeszcze? Jeśli chodzi o sen, wydaje mi się, że śpię głębiej i dłużej. Pamiętajcie: nagrywałem wiele filmów na ten temat i wiele osób pisało w komentarzach, że stosowanie GLP-1 bardzo często wiąże się z nocnym wybudzaniem się, wieczornym zmęczeniem i bardzo wczesnym budzeniem rano. Odkąd jestem na niższej dawce, to wybudzanie zniknęło — dziś na przykład przespałem do 7:12. Potrafię więc spać dłużej i wydaje mi się, że najniższa dawka zdecydowanie na to wpływa.

Ale co zniknęło? Motywacja. Pamiętacie tę motywację, o której opowiadałem i która wyrywała mnie z łóżka? To ona przede wszystkim sprawiała, że nie spałem dłużej. Budziłem się około piątej i głowa od razu ruszała: planowałem dzień, planowałem, co zrobić. Najlepsze pomysły przychodziły mi do głowy, gdy leżałem w łóżku po piątej. Teraz tej motywacji do działania, do wstawania — nie mogę jej u siebie znaleźć. Nie wiem, czy to dlatego, że nastała jesień, że ciemnieje, że szaro i ponuro i mamy tak mało światła dziennego. Tak czy inaczej tego pędu, tej motywacji — nie mówię, że się zleniwiłem albo że nie chcę nic robić, ale nie czuję tego kopa, tego przypływu energii, jaki miałem na wyższej dawce, kiedy budziłem się, zaczynałem myśleć, planować dzień i wyskakiwałem z łóżka. Obecnie jest to raczej normalny poziom: wstaję, schodzę na dół, parzę kawę. Nie ma tego entuzjazmu z serii „nowy dzień, działamy!”.

Ale nie byłbym sobą, gdybym próbował tego nie zrównoważyć: jestem zmęczony po całym sezonie letnim. Dużo pracowałem i nadal pracuję, czasem po dziesięć godzin dziennie, także w weekendy, więc brak światła i wyczerpanie po sezonie zdecydowanie dają się we znaki. Nie mogę więc wykluczyć, że przyczyną nie jest niższa dawka GLP-1, lecz po prostu jesień.

Harmonia ustąpiła miejsca rozdrażnieniu

Mówiąc o motywacji, muszę wspomnieć i o poczuciu szczęścia. Trudno mi to wyjaśnić, bo nie chcę, żeby zabrzmiało to tak, jakbyśmy zażywali jakichś dopingujących środków i chodzili „na haju” — to z pewnością ucieszyłoby wielu przeciwników i krytyków GLP-1. Chodzi mi o poczucie harmonii, spokoju, szczęścia — jakkolwiek to nazwać. Na pewno ci, którzy stosują te leki, wiedzą, o czym mówię. Wcześniej bardzo często siedziałem, jechałem samochodem albo coś robiłem i myślałem sobie: kurczę, ale ja jestem szczęśliwy, wszystko tak dobrze się układa. Z pewnością ogromną motywacją był sam spadek wagi — to, że z ciężkiego gościa nagle stałem się szczupłą osobą. Trening sprawił, że zaczęły być widać mięśnie, co dawało mi poczucie satysfakcji z samego siebie i wzmacniało to uczucie szczęścia, które docierało do mnie bardzo często w ciągu dnia. Uświadamiałem sobie: cholera, świetnie idzie, jestem z siebie dumny i z tego, jak wszystko się potoczyło.

Teraz, odkąd zredukowałem dawkę do mikrodawki, jakoś nie potrafię tego odnaleźć. Czasem wręcz czuję rozdrażnienie. Kiedyś byłem w całkowitej harmonii — oaza spokoju. Bardzo trudno było mnie wyprowadzić z równowagi. Nie chcę przez to powiedzieć, że wcześniej byłem porywczy — nie, moja natura jest raczej spokojna, ale lek dodał mi jeszcze więcej tej równowagi. Nazwałem ją sobie roboczo harmonią. Pojawiało się we mnie to poczucie — i nie tylko dzięki posiłkom, rutynie, ćwiczeniom i efektom, które widziałem w lustrze. Obecnie, na niższej dawce, nie mogę niestety powiedzieć, że to uczucie wraca. Raczej pojawia się drażliwość. W ostatnich czterech tygodniach kilka razy miałem po dwa, trzy dni, w których byłem zirytowany, a tę złość wywoływała jakaś błahostka. Może rozmowa z klientem potoczyła się nie tak, jak chciałem. Niezapłacona faktura — i wystarczyło, żeby wyprowadzić mnie z równowagi, co wcześniej było niemożliwe, bo szybko wytłumaczyłbym sobie, że to przecież tylko pieniądze i cóż tak naprawdę jest niezapłacona faktura. Teraz urasta to do nieco większego problemu. Widzę więc u siebie tę drażliwość — to, że drobiazgi potrafią mnie naprawdę zirytować. Ale znów, jako kontrpunkt, wspomnę o zmęczeniu i braku światła. Wszyscy wiemy, że jesienna chandra daje się we znaki — nie bez powodu jesienią zapełniają się oddziały psychiatryczne. To kolejna rzecz, jaką zauważyłem od czasu, gdy stosuję 1,25 mg.

Waga: 79 kilogramów i ani deka w górę

I teraz najważniejsza część, na którą pewnie wszyscy czekacie: jak wygląda moja waga. Dwa miesiące temu zdecydowałem się zejść z 5 na 2,5 mg, a od pięciu tygodni jestem na dawce 1,25 mg Mounjaro. I tu zabawny akcent: ktoś fajnie napisał w komentarzu — ile to klików? Powiem tak: zdecydowanie zasługuje na nagrodę.

(Informacja dodatkowa: dawki takich jak 1,25 mg nie ma wśród fabrycznych ustawień wstrzykiwacza — użytkownicy uzyskują ją, licząc kliknięcia pokrętła pena.)

Co do samej wagi: 79 kg, z pikami do 80. Nie ma tu większych wahań, nic się nie zmieniło. Utrzymuję wagę, którą miałem wcześniej — to fantastyczna wiadomość i chyba ta, na którą czekałem najbardziej. Bo mimo że czasem zjem obiad bez warzyw — same proste węglowodany, trochę mięsa, białka — naprawdę się tego obawiałem. Miałem wątpliwości, czy ta zmiana diety, połączona z obecną poranną rutyną, nie sprawi, że kilogramy zaczną powoli pełznąć w górę. Na ten moment waga się trzyma — pokazuje nawet o 400 gramów mniej, ale, jak mówiłem, raz jest więcej, raz mniej, zależnie od wody i od tego, ile ćwiczę. Średnia z ostatniego miesiąca to 79 kg, czyli tyle samo co wcześniej. Żadnego wzrostu — i myślę, że to najlepsza wiadomość w tej całej sprawie. Zobaczymy, jak będzie dalej.

Rzucić czy nie rzucić: dylemat, który nie daje spokoju

I znów pojawia się wielki dylemat: rzucić czy nie rzucić? Ten lek naprawdę świetnie się sprawdził — pomógł mi odmienić życie — i czuję ogromny żal oraz smutek na samą myśl o rezygnacji. Z drugiej strony myślę racjonalnie: po co ci lekarstwo? W gruncie rzeczy musisz zrobić to sam. W tej kwestii nic się nie zmieniło, ta myśl wciąż kroi mi się w głowie.

Pomyślałem sobie niedawno, że Mounjaro nie tylko pozwoliło mi schudnąć — sprawiło też, że jem lepiej. To mój dietetyk. To mój personalny trener, bo ćwiczę trzy razy w tygodniu. To mój terapeuta — nazwijmy to tak — bo całkowicie odpuściłem alkohol: sto trzy dni bez alkoholu, i to dzięki temu lekowi, choć wcześniej, nawet gdyby ktoś mi to przepowiedział, nie przyszłoby mi do głowy, dlaczego miałbym nie pozwolić sobie na drinka raz w tygodniu. Teraz tego po prostu nie ma. Ten lek naprawdę zrobił fantastyczną robotę — razem ze mną, żeby było jasne. Pamiętajcie: jest w tym także ciężka praca. Ja też dużo w to włożyłem, zwłaszcza jeśli chodzi o ćwiczenia, dietę i wszystko, czego musiałem się nauczyć od początku terapii.

I stąd mój wielki dylemat: rzucić czy kontynuować. Z jednej strony chcę stanąć z tym twarzą w twarz i zobaczyć, jak to naprawdę wygląda, bo widzimy nagłówki — nagłówki o „absolutnej prawdzie” — i same wypowiedzi ekspertów, którzy zdają się znać absolutną prawdę, że waga wraca. Bardzo chciałbym to sprawdzić. Z drugiej strony żałowałbym zrezygnowania, bo moje życie wygląda zupełnie inaczej. Wygląda naprawdę świetnie i za nic w świecie nie chciałbym tego psuć. Wiem jednak, że mogę wrócić — wiem, że mogę przerwać, zobaczyć i wrócić. Tak czy inaczej nie potrafię wyłączyć tego myślenia w głowie.

Na koniec

Pamiętajcie, że to moje subiektywne odczucia i trudno powiedzieć, co naprawdę na nie wpływa: niższa dawka Mounjaro, pogoda za oknem, pora roku, zmęczenie, a może coś zupełnie innego. Uznałem jednak, że warto się tym podzielić, bo minęły dwa miesiące, a wielu z was pyta w komentarzach — za co gorąco dziękuję. Zapraszam też do grupy, link zostawię w opisie: kameralne grono dla osób, które śledzą kanał i mniej więcej wiedzą, o czym tu mówimy. I powiedzmy jasno — żadnego handlu receptami ani tym podobnych spraw.

Dziękuję raz jeszcze za wszystko. Jesteście najlepsi na świecie — szczególnie za troskę po tym, jak wrzuciłem film o tym, że się pomyliłem i przyjąłem 15 mg. Nie było mi do śmiechu — zablokowało mnie porządnie — ale wielkie dzięki za wasze wsparcie. Jeszcze raz powtórzę: to wydarzyło się latem, więc wszystko ze mną w porządku. Nadal walczymy o te kilogramy — i tu lekki jest tylko jedną stroną medalu. Drugą jest nasza praca: zmiana stylu życia, nowa dieta, nowa aktywność fizyczna, woda i sen, sen, sen — zwłaszcza sen!

Napiszcie, jak wygląda to u was. Jeśli macie uwagi lub pytania, śmiało w komentarzach — chętnie odpowiem, gdy znajdę chwilę. I raz jeszcze: ogromne dzięki za oglądanie i za to, że tu jesteście. Całego dobra. Walczymy o kolejne ujemne kilogramy. Walczymy, żeby żyć dłużej.