20 nawyków, po których w październiku nie poznasz samego siebie

2026-10-04 • Erin Meryl McGurk • Rozwój i komunikacja •tutorial •waga 3/5 •20 min czytania

Dwadzieścia drobnych nawyków — od wieczornego planowania, przez odporność na rozpraszacze, po codzienne czytanie i ruch — łącznie ok. godzinę dziennie. Konkretny, rozpisany plan wdrożenia na jeden miesiąc.

Robocza publikacja redakcyjna na podstawie publicznego transkryptu YouTube. Źródło: YouTube.

Oryginalny tytuł filmu

oryg. „20 intelligence-maxxing habits that will make you UNRECOGNISABLE this October!"

O czym jest ten film

  1. Autorka proponuje 20 drobnych nawyków na październik: wdrażamy po pięć dziennie przez cztery dni. Całość zajmie łącznie 60–90 minut — czyli mniej więcej tyle, ile i tak tracimy na scrollowaniu.
  2. Warunek startu: zapisywać postanowienia na kartce w trakcie oglądania, bo motywacja jest największa właśnie teraz i szybko opada, gdy przechodzimy do czegoś innego.
  3. Najważniejsza pojedyncza zasada: jutro planujemy jeszcze dziś wieczorem, blokami w kalendarzu — od treningu po obiad i spotkania ze znajomymi.
  4. Duży blok materiału dotyczy telefonu: nie sięgać po niego po przebudzeniu, „zasłużyć” na media społecznościowe dopiero po najtrudniejszym zadaniu oraz fizycznie utrudniać sobie dostęp (szuflada, inny pokój, telefon przykryty książką).
  5. Prokrastynacja to problem ze startem, nie z samym robieniem — lekiem jest umowa ze sobą na 10 minut. Popularna zasada „mniej niż 2 minuty? rób od razu” jest zła w trakcie pracy, bo koszt przełączania zadań niszczy skupienie.
  6. Osobna grupa to higiena uwagi: celowa nuda (20–30 minut bez żadnych bodźców), codzienna 10-minutowa medytacja i karteczka do przechwytywania myśli w trakcie sesji.
  7. Praca głęboka ma zasady: każda sesja dostaje konkretny, odhaczalny efekt; produktywność mierzymy ukończonymi zadaniami, nie godzinami; 5 minut myślenia przed i 2–3 po; dzień zamyka stały rytuał.
  8. Raz w tygodniu wypada „godzina dyrektorska”: audyt kalendarza, przegląd tego, co poszło nie tak, i kontrola, czy stosowane metody nauki dają rezultaty.
  9. Codzienne fundamenty: 20 stron czytania wieczorem (620 stron w miesiącu), ruch każdego dnia (tuż po wysiłku tlenowym mózg lepiej zapamiętuje), dziennik w formie jednego zdania oraz mini-projekt poboczny.
  10. Metazasada numer 20: zasady obowiązują bez zmian od 1. do 31. dnia — wcześniejsze „poprawianie” systemu to ucieczka przed dyskomfortem, nie optymalizacja.

10 najważniejszych takeaways — z kontekstem zastosowania

1.Zaplanuj jutro jeszcze dziś wieczorem

Na czym polega: Cały następny dzień rozpisujemy w kalendarzu blokami — także rzeczy pozapracowe, jak trening, obiad czy spotkania. Decyzje zapadają z wyprzedzeniem, więc rano nie ma momentu, w którym nie wiemy, co robić; to zdjmuje z nas zmęczenie decyzyjne. Nawet wolne okienka od razu dostają przydzielone obowiązki.

Jak stosować: Wieczorem otwórz kalendarz, zostaw to, co sztywne (zajęcia, rozmowy, praca), a resztę zablokuj konkretnie: „półtorej godziny na zaczęcie eseju”, „pół godziny na obowiązki domowe”. Rano startujesz od razu, bez planowania przy kawie.

Na co uważać: Żeby blokowanie nie stało się celem samym w sobie — blokom przypisuj konkretne efekty (co ma powstać), a nie tylko „godziny pracy”.

2.Zasłuż na telefon: najpierw najtrudniejsze zadanie

Na czym polega: Telefon sięgnięty po przebudzeniu zasypuje mózg dopaminą i przez cały resztę dnia trudniej się skupić. Autorka rozpraszacz musi sobie „wypracować”: najpierw najtrudniejsze zadanie poranka, media społecznościowe dopiero potem. To zbieżne z zasadą „zjedzenia żaby” — najciężej wypada przed południem, bo wtedy mózg najlepiej rozumuje i podejmuje decyzje.

Jak stosować: Jeśli pełna wersja wydaje się niemożliwa, ustaw budzik 10 minut po właściwym — w tym oknie sprawdź powiadomienia, odpisz, zajrzyj do maili, a potem odłóż telefon do końca ważnego zadania.

Na co uważać: Na starcie trzeba sięgnąć po silną wolę; nagroda — spokojniejsza głowa — pojawia się dopiero po kilku dniach. Łatwo też o „tylko zerknę”, które kończy się scrollowaniem: sięgaj po telefon świadomie i z powodem.

3.Na prokrastynację pomaga umowa na 10 minut

Na czym polega: Nie odkładamy rzeczy dlatego, że nie chcemy ich robić, tylko dlatego, że nie chcemy ich zaczynać — a to istotna różnica. Umowa „robię to tylko 10 minut” obniża próg wejścia, a po upływie tego czasu w 95 procentach przypadków kontynuujemy, bo jedyną barierą był start.

Jak stosować: Gdy czujesz opór, ustaw timer na 10 minut i zacznij od najprostszego fragmentu. Jeśli po dziesięciu minutach praca idzie fatalnie — masz prawo przerwać: i tak zrobiłeś więcej niż dotychczas.

Na co uważać: Nie traktuj sesji zakończonych po 10 minutach jako porażki — one też są postępem i budują nawyk zaczynania.

4.Zaplanowana nuda i codzienny reset uwagi

Na czym polega: Od wstania do snu jesteśmy zalewani bodźcami — muzyka w dojazdach, podcast w kolejce, telefon na przystanku. Bez chwili ciszy mózg nie ma kiedy samodzielnie przetwarzać myśli. Autorka proponuje 20–30 minut „nicnierobienia” dziennie oraz 10 minut medytacji (w środku dnia przy stresie albo przed snem).

Jak stosować: Spacer bez słuchawek, 10–15 minut siedzenia bez ekranu. W medytacji pomaga wizualizacja autorki: wyobraź sobie łąkę, a każdą myśl jako chmurę płynącą nad nią — nie łap jej, pozwól przepłynąć i zniknąć. Prowadzące krok po kroku nagrania są darmowe na YouTube.

Na co uważać: Pierwsze sesje bez bodźców wydają się absurdalne — to normalne i mija wraz z praktyką.

5.Projektuj tarcie: utrudniaj złe nawyki, ułatwiaj dobre

Na czym polega: Zamiast polegać na silnej woli, zmieniamy otoczenie. Telefon schowany pod książką lub w innym pokoju wymaga świadomej decyzji, żeby po niego sięgnąć. Przy pracy: jedna karta na pełnym ekranie, na biurku wyłącznie to, czego wymaga zadanie. Gdy skupienie jest najwygodniejszą opcją, trudno go stracić.

Jak stosować: Przed każdą sesją fizycznie usuń pokusy — to trzeba odtwarzać za każdym razem, nie „ustawić raz na zawsze”.

Na co uważać: Drobne ułatwienia (telefon leżący „na chwilę” obok klawiatury) niwelują cały efekt — pokusa musi wymagać realnego wysiłku.

6.Notuj, zamiast przełączać: kartka na przechwytywanie myśli

Na czym polega: Rada „jeśli coś zajmie mniej niż 2 minuty, zrób od razu” jest szkodliwa w trakcie pracy — koszt przełączania sprawia, że powrót do skupienia trwa znacznie dłużej niż sama „dwuminutówka”. Dlatego w czasie sesji trzymamy przy sobie kartkę (autorka nazywa ją gap sheet), na której zapisujemy każdą myśl-zadanie, i wracamy do niej później.

Jak stosować: Poza pracą — przy kolacji, przed snem — drobiazgi faktycznie załatwiaj od razu. Kartkę można zastąpić małym notatnikiem albo folderem w aplikacji notatek, przeglądanym co kilka dni; przydaje się też zwykła aplikacja przypomnień w telefonie.

Na co uważać: System działa tylko wtedy, gdy regularnie do zapisanych rzeczy wracasz — inaczej kartka zamienia się w kolejne miejsce odkładania.

7.Raz w tygodniu godzina dyrektorska

Na czym polega: Godzinny przegląd własnego tygodnia: kalendarz, co nie poszło dobrze, co poprawić, czy stosowane metody nauki dają oczekiwane rezultaty. Autorka (mówi o „godzinie CEO”) podkreśla, że to nie traktowanie życia jak problemu do optymalizacji, tylko sprawdzanie, które procesy warto przerabiać, by wkładać mniej czasu z lepszym zwrotem. Godzinę i tak wszyscy tracimy na bezmyślnym scrollowaniu.

Jak stosować: Zadaj sobie trzy pytania: co u mnie działa, co nie działa, jak upodobnić słabsze obszary do tych lepszych.

Na co uważać: Nie zamieniaj przeglądu w obsesję na punkcie usprawniania — autorka sama zastrzega, że życie nie jest problemem do zoptymalizowania.

8.Mierz ukończone zadania, nie godziny — i dawaj sesjom konkretny efekt

Na czym polega: Można wysiedzieć osiem godzin przy komputerze i nie zrobić nic — albo w dwie zrobić mnóstwo. Dlatego lepiej mierzyć liczbę ukończonych zadań, a każdej sesji wyznaczać namacalny, odhaczalny efekt: „przerabiam pięć rozdziałów”, „robię dziesięć stron notatek”.

Jak stosować: Przed sesją zapisz cel w jednostkach efektu, nie czasu; po zakończeniu odhacz. Tak wiadomo nie tylko, ile pracowałeś, ale czy pracowałeś skutecznie.

Na co uważać: Przy ogólnych celach (nauka, powtórki) nie wymyślaj sztucznych „prac do zrobienia” — wystarczy konkretna liczba rozdziałów albo stron notatek.

9.Oddziel myślenie od działania i zamykaj dzień rytuałem

Na czym polega: Każdy blok głębokiej pracy dostaje mini-ramę: pięć minut przed (co chcę osiągnąć i jak) oraz dwie-trzy po (co wyszło, co zmienię). Rozgrzana głowa ciągnie przez całą sesję. Z kolei stały rytuał zamknięcia — domknięcie kartek i aplikacji, odłożenie laptopa, ten sam wieczorny napój — daje mózgowi i ciału sygnał: koniec pracy, czas na odpoczynek. Bez tej granicy kręcimy się w kółko, coraz bardziej przytłoczeni.

Jak stosować: Wybierz dwie-trzy stałe czynności na koniec dnia roboczego i powtarzaj je codziennie — powtarzalność uczy mózg rozpoznawać koniec pracy.

Na co uważać: Nieregularność osłabia sygnał; pojedyncze „jeszcze jeden mail” po rytuale łatwo wraca jako nawyk.

10.Przez cały miesiąc nie zmieniaj ustalonych zasad

Na czym polega: Zdaniem autorki najważniejsza z dwudziestu zasad: reguły zapisane na początku miesiąca obowiązują od 1. do 31. dnia. Pokusa „poprawienia” systemu piątego dnia to nie optymalizacja, lecz ucieczka od dyskomfortu — a każde wyłamanie się mówi mózgowi: nie jesteś osobą, która dotrzymuje słowa.

Jak stosować: Zapisane zasady traktuj jak kontrakt na miesiąc; wnioski i zmiany wprowadzaj dopiero po jego zakończeniu, na podstawie zebranych doświadczeń.

Na co uważać: „Maksowanie nudy” i wczesne ulepszanie systemu łatwo pomylić — jeśli chodzi o ucieczkę przed trudem wdrożenia, a nie o realny błąd w założeniach, lepiej wytrzymać do końca miesiąca.

Redakcyjne tłumaczenie

Zanim zaczniesz: weź kartkę i długopis

Szczęśliwego pierwszego października! Dostajesz dziś dwadzieścia strategii, które w tym miesiącu mogą uczynić cię zupełnie nie do poznania. Nie musisz wdrażać wszystkich naraz — ani nawet wszystkich. Moja rada: zacznij od pięciu dzisiaj, dołóż kolejne pięć jutro i tak przez cztery dni. Po tym czasie cała dwudziestka będzie w twoim harmonogramie. Każda z nich to drobiazg; razem zajmą najwyżej godzinę, góra półtorej. Ten czas i tak teraz spędzasz na scrollowaniu — przeniesiemy go na coś, od którego naprawdę będziesz inny pod koniec miesiąca.

Zanim przejdę do konkretów, weź kartkę i długopis i zapisuj rzeczy na bieżąco, w trakcie tego materiału. Dlaczego? Bo zwykle wygląda to tak: oglądasz podobny film, ogarnia cię entuzjazm, mówisz sobie „moje życie się zmieni” — a na koniec miesiąca nie zmienia się nic. Bo nie zmieniło się to, co robisz na co dzień. Bo nie zapisano postanowień wtedy, gdy chęci były największe. A są największe właśnie teraz, gdy kliknąłeś ten film; utrzymają się do końca, a potem zaczną spadać. Dlatego zapisuj swoje postanowienia po drodze.

Zaplanuj jutro jeszcze dziś wieczorem

To najważniejsza pojedyncza rzecz — gdybyś skończył na tym akapicie, już odniósłbyś korzyść. Chodzi o to, żeby jutro zostało rozstrzygnięte dziś, wieczorem. Otwórz kalendarz i podziel dzień na bloki. Część rzeczy już tam masz: wykłady, rozmowy, pracę. Całą resztę — trening, obiad, spotkanie ze znajomymi — wpisz konkretnie, z godziną.

Po co? To zdejmuje z jutra ciężar podejmowania decyzji. Przez cały dzień nie ma momentu, w którym nie wiesz, co robić: jest dziesiąta, więc jestem na siłowni; jest trzynasta, więc jestem na wykładzie. A wolne okienka od razu dostają przydzielone tematy: „te półtorej godziny przeznaczam na zaczęcie eseju”, „ta pół godziny na obowiązki domowe”. Dzięki temu już dziś wiesz, jak wygląda jutro — rano nie marnujesz sił na planowanie i od pierwszej chwili ruszasz w pełnym tempie.

Cała ta metoda polega na usuwaniu przeszkód z drogi do tego, co chcesz robić — i na dokładaniu przeszkód do tego, czego robić nie chcesz.

Zasłuż sobie na rozpraszacz

Jedną z rzeczy, których nie chcesz robić, jest sięganie po telefon zaraz po przebudzeniu i zasypywanie mózgu porcją dopaminy. Przez to znacznie trudniej potem skupić się na czymkolwiek innego w ciągu dnia. Żeby temu zapobiec, rozpraszacz trzeba sobie wypracować.

U mnie wygląda to tak: najtrudniejsze zadanie ustawiam rano i nie wchodzę na media społecznościowe, dopóki go nie skończę. Powiesz może: to tylko moja głowa podpowiada mi telefon, poradzę sobie. Trochę silnej woli faktycznie trzeba. Ale już po kilku dniach widzisz nagrodę — poranek bez telefonu — i wszystko przychodzi znacznie łatwiej.

A jeśli myślisz, że w tym nie wytrzymasz, zrób sobie okno na 5–10 minut: ustaw budzik dziesięć minut po właściwym. W tym oknie sprawdź powiadomienia, odpisz znajomym, zajrzyj do maili. Potem odłóż telefon i nie dotykaj go, dopóki nie skończysz ważnego zadania.

Lek na prokrastynację: umowa na dziesięć minut

Wielu ludzi blokuje poczucie, że nieustannie wszystko odkładają na później. Psychologiczna poprawka jest prosta: nie odkładasz zadania dlatego, że nie chcesz go zrobić. Odkładasz je dlatego, że nie chcesz go zacząć. To dwie różne rzeczy.

Zamiast w każdym momencie mówić sobie, że musisz ukończyć całe zadanie, daj sobie protokół wejścia na dziesięć minut: „będę to robił tylko dziesięć minut”. Bariera jest wtedy znacznie niższa — mózgowi łatwiej przełknąć „nie chcę, ale to tylko dziesięć minut”. Gdy dziesięć minut minie, w 95 procentach przypadków będziesz kontynuować, bo jedynym kosztem, którego mózg się obawiał, był start. Skoro już zacząłeś, łatwo iść dalej. A jeśli po dziesięciu minutach myślisz „nie da rady, to źle idzie, wcale mi się to nie podoba” — możesz przerwać. Zrobiłeś dziesięć minut pracy i to więcej, niż robiłeś dotąd.

Moja moda na nudę

Gdybym mogła ustawiać internetowe trendy, moim trendem na październik byłoby „maksowanie nudy”: czas bez żadnych bodźców z zewnątrz. Bo większość z nas nie ma go nigdy. Przypomnij sobie swój zwykły dzień. Czekasz na autobus, czekasz na windę, idziesz ulicą — co robisz? Scrollujesz? Słuchasz muzyki? Podcastu? Od wstania do położenia się spać masz nieprzerwany dopływ stymulacji. A potrzebujesz chwili bez niej.

Zarezerwuj sobie 20–30 minut na nicnierobienie. Idź na spacer bez muzyki i rozmów. Dosłownie usiądź na krześle i patrz w ścianę przez 10–15 minut. Wydaje ci się to absurdalne? To znakomity sposób na zresetowanie toku myśli i przemyślenie spraw. Przy nieustannych bodźcach z zewnątrz nie masz kiedy myśleć i przetwarzać samodzielnie — a tego czasu naprawdę potrzebujesz. Traktujcie to jako moją prośbę: zacznijcie maksować nudę.

Fizycznie utrudnij sobie telefon

Unikanie telefonu przez parę minut rano to za mało — nie chcesz też sięgać po niego przez cały dzień. Wróćmy więc do pomysłu z tarciem: przestaniesz łapać telefon co chwila wtedy, gdy będzie to po prostu niewygodne. Najlepiej sprawdza się u mnie rozwiązanie fizyczne. Podczas pracy wkładam telefon pod książkę albo pod coś, co trzeba najpierw podnieść. Przestaję sięgać po niego bezmyślnie i odruchowo — mogę go wziąć tylko celowo. Możesz też schować go do szuflady, odłożyć na drugi koniec pokoju albo wynieść do innego pomieszczenia. Chodzi o to, żeby po telefon nie dało się sięgnąć „tak sobie” — żeby sięgnięcie wymagało powodu i drobnej niedogodności.

Codzienny reset uwagi

Nie potrafię wystarczająco mocno polecić codziennego resetu uwagi. Połącz go z maksowaniem nudy, a będziesz robić więcej niż 99,9 procenta ludzi, żeby zachować zdolność mózgu do samodzielnego układania spójnych myśli. U mnie reset przybiera formę medytacji — na YouTube jest mnóstwo darmowych nagrań, które przeprowadzą cię przez praktykę krok po kroku. Dziesięć minut robię albo w środku dnia, gdy czuję stres i przytłoczenie, albo wieczorem tuż przed snem. To idealna okazja, żeby przejrzeć własne myśli i odzyskać równowagę.

Jak to wygląda u mnie: wyobrażam sobie łąkę, a każdą myśl, która się pojawia, widzę jako chmurę płynącą nad nią. Nie przywiązuję do niej uwagi — to tylko chmura, która przepływa i znika. Brzmi głupawo? Im dłużej to robisz, tym więcej własnych takich obrazów mentalnych sobie zbudujesz.

Zasada dwóch minut — i dlaczego bywa zła

„Jeśli coś zajmie mniej niż dwie minuty, zrób to od razu” — to fatalna rada w połowie przypadków. Działa, gdy w danym momencie nie robisz nic produktywnego. Oglądam serial, jem kolację, przypomnę sobie o czymś — reaguję od razu: odpisuję na maila, wysyłam maila, publikuję film. Ale gdy pracuję nad czymś innym, nie przerywam, bo zapłaciłabym koszt przełączenia zadań: powrót do skupienia na pierwotnej pracy zająłby mi znacznie dłużej.

Zamiast tego trzymam przy sobie małą kartkę — nazywam ją kartą przerw (gap sheet). Jeśli coś mi wpadnie do głowy („naprawdę muszę jeszcze to zrobić”), zapisuję na kartce i wracam do zadania. Potem mogę do tego wrócić, nie ryzykując, że zapomnę.

Ten pomień odtwarzam wszędzie — oczywiscie nie noszę cały dnia kartki A4. Mam przy sobie mały notatnik albo telefon z folderem w aplikacji notatek, do którego wrzucam rzeczy ciekawe i takie, które chcę potem sprawdzić. Co kilka dni, gdy mam wolną chwilę, otwieram ten folder: „co chciałabym zbadac z ostatnich dni?” i wybieram coś. To też dobre miejsce na przypomnienia — używam aplikacji Przypomnienia w iPhonie. Nikt, jak się wydaje, z niej nie korzysta, a jest naprawdę pomocna. Krótko mówiąc: miej jeden system zapisu wszystkiego — ciekawostek, rzeczy do zrobienia i wszystkiego innego, co warto utrwalić.

Godzina dyrektorska

Ludzie, gdy im o tym opowiadam, myślą, że to jakaś harówka. Tymczasem to godzina, którą i tak wszyscy tracimy na bezmyślne scrollowanie. Nazywam ją godziną dyrektorską. Otwierasz kalendarz, robisz przegląd, patrzysz na poprzedni tydzień: co nie poszło dobrze? Co można poprawić? Jeśli się uczysz lub dokształcasz — przyglądasz się metodom, których używasz: czy działają? Czy dają wyniki, których oczekujesz? To godzina na pytanie: jak jeszcze trochę usprawnić swoje życie.

Nie twierdzę, że życie jest problemem do zoptymalizowania. Twierdzę natomiast, że jeśli w pewnych obszarach chcesz więcej wygody albo chcesz wkładać mniej czasu z lepszym zwrotem, warto przerabiać kolejne procesy i patrzeć, co w twoim życiu działa, a co nie — a to, co nie działa, upodabniać do tego, co działa.

Każda sesja pracy ma mieć konkretny efekt

Pamiętasz, jak na początku prosiłam, żebyś zapisywał rzeczy w trakcie materiału? Bardzo na to liczę. Tę samą zasadę zastosuj do każdej sesji pracy: nadaj jej efekt. Wtedy da się obiektywnie stwierdzić, czy ją skończyłeś. Z esejem czy konkretnym zadaniem domowym to proste. Ale jeśli cel jest ogólniejszy — uczysz się jakiegoś tematu, powtarzasz materiał — efekt też musi być namacalny. Nie chodzi o wymyślanie sztucznego eseju; chodzi o zapisanie: „przerabiam pięć rozdziałów” albo „robię dziesięć stron notatek”. Coś konkretnego, co można wpisać na listę i odhaczyć. Tak łatwiej pilnować czasu i ocenić, czy w ogóle pracujesz skutecznie.

Licz ukończone zadania, nie godziny

Jestem zwolenniczką niemierania produktywności liczbą godzin — zamiast tego lepiej mierzyć liczbę ukończonych zadań. Można wysiedzieć osiem godzin przy komputerze i nie zrobić nic produktywnego; można siedzieć dwie godziny i zrobić mnóstwo. Pomiar zadaniowy wychodzi w praktyce lepiej.

W blokach głębokiej pracy oddziel myślenie od działania

Zawsze zostawiaj czas na myślenie. Powiesz: przecież cała sesja to myślenie. Cała sesja to myślenie wokół wykonywania czynności. Chodzi o pięć minut na początku i dwie-trzy na końcu: na start — co chcę w tej sesji osiągnąć i jak; na koniec — co osiągnęłam, czy poszło dobrze, co zmienię następnym razem. To trochę jak godzina dyrektorska, tylko w miniaturze: mały wstęp i mały finisz przy każdym bloku głębokiej pracy. Takie rozgrzanie głowy na starcie — jasny cel i powód, dla którego go realizujesz — daje motywację, która ciągnie cię przez całą sesję. Pracujesz wtedy naprawdę wydajniej niż wtedy, gdy wskakujesz w zadanie na zimno.

Utrudnij sobie prokrastynację

Wróćmy do tarcia, tym razem od drugiej strony: spraw, by odkładanie było niewygodne. Po co? Gdy skupienie na zadaniu jest najłatwiejszą dostępną opcją, trudno się nie skupić. Masz napisać esej albo coś innego — zrób z karty pełny ekran, żeby widzieć tylko miejsce pisania. Na biurku zostaw wyłącznie kartkę i notatki. Oglądasz materiał do nauki? Niech otwarta będzie tylko ta jedna karta. Przeglądasz wykład? Tylko wykład. Żeby się rozproszyć, musiałbyś wtedy świadomie i celowo odejść od zadania. Gdy wygodna jest zła alternatywa, sięgamy po nią; gdy przestaje być wygodna — wracamy do tego, co chcieliśmy robić.

Rytuał zamknięcia dnia

Sama muszę się w tym poprawić. Wprowadź kilka czynności na koniec każdego dnia pracy albo każdego bloku głębokiej pracy — czynności, które dają mózgowi i ciału sygnał: już nie pracuję, teraz jest mój czas, odpoczywam, gotuję, cokolwiek. Chodzi o oddzielenie czasu pracy od czasu wolnego. Jeśli kołowrotek pracy kręci się bez przerwy, czujesz się zestresowany i przytłoczony i kręcisz się w kółko — a im dłużej tak, tym trudniej potem działać skutecznie, gdy naprawdę zabierasz się do pracy.

U mnie rytuał wygląda tak: porządkuję wszystko na laptopie, zamykam wszystkie karty i aplikacje, odkładam komputer i wieczorem przygotowuję zawsze ten sam napój — mieszankę gorącego czaju z czekoladą, którą znalazłam w Trader Joe’s w San Francisco. Nie wiem, czy kupię ją w Anglii, i bardzo mnie to martwi — może zamówię na Amazonie.

Dwadzieścia stron wieczorem

Jeśli będziesz czytać dwadzieścia stron każdego wieczoru, w październiku przeczytasz ich 620 — czyli mniej więcej dwie książki. Całkiem nieźle. A dwadzieścia stron to niewiele: czas na nie znajdziesz, skoro znajdujesz codziennie 20–40 minut na scrollowanie. Dzięki temu sięgniesz po rzeczy, które naprawdę lubisz, i zbierzesz wszystkie korzyści płynące z literatury. Zwykle czytam jednocześnie jedną książkę beletrystyczną i jedną niebeletrystyczną. Teraz robię wyjątek, bo przy pracy dyplomowej czytam bardzo dużo — połowa mojego czytania to materiały do niej. W tej chwili sięgam po „Ortodoksję” Chestertona.

(Informacja dodatkowa: „Ortodoksja” Gilberta Keitha Chestertona z 1908 roku to jedno z najczęściej przywoływanych dzieł chrześcijańskiej apologetyki.)

Ruch każdego dnia

Znajdź codziennie czas na ruch — choćby na parę razy w górę i w dół po schodach. Szukaj aktywności, które autentycznie sprawiają ci przyjemność. Ja teraz mocno siedzę w ćwiczeniach z obciążeniem, ale wracam do pilatesu, który uwielbiam — w Cambridge i Londynie są świetne zajęcia i przez resztę roku będę się przemieszczać między tymi miastami. Ale to może być cokolwiek: rolki, deskorolka… właśnie, zapomniałam wszystkich sportów, jakie uprawiałam — pływanie, karate, piłka nożna. Po prostu znajdź coś, co lubisz i co da się wpleść w każdy dzień. Może być coś innego w różne dni. Nie musi być to przykry obowiązek, ale powinno się wydarzać — jeśli nie ze względu na korzyści dla serca i psychiki, to chociaż dlatego, że bezpośrednio po wysiłku, głównie tlenowym, mózg znacznie lepiej przetwarza, zapisuje i przywołuje informacje. Po treningu dostajesz więc też wzmocnienie dla głowy.

Zjedz żabę: najtrudniejsze przed południem

Pamiętasz, jak mówiłam o najważniejszym zadaniu na początek dnia? Myślę, że powinieneś robić właśnie to. Technika znana jako „zjedzenie żaby” — którą u siebie ujmuję jako najtrudniejsze zadanie przed południem. Dlaczego? Po pierwsze, większość ludzi — niezależnie od tego, czy deklaruje, że jest „sową” — rano funkcjonuje lepiej: przed obiadem mózg ma większe możliwości decyzyjne i mocniejsze rozumowanie. Dlatego najtrudniejsze rzeczy warto planować właśnie na tę porę: jesteś bardziej czujny, lepiej ważysz konsekwencje i podejmujesz trafniejsze decyzje. Ciężkie tematy na początek, administrację i łatwiejsze sprawy — na później.

Dziennik: jedno zdanie dziennie

Prowadź dziennik — ale bez przytłaczania się. Chcę tylko, żebyś codziennie zapisywał jedno zdanie. Jeśli masz ochotę na więcej — wspaniale, fantastycznie. Ale nie czuj takiego obowiązku. Wystarczy coś w stylu: „dziś było dobrze i dziś było źle”. Możesz rozwinąć, możesz dopisać — ale pisz jedno zdanie każdego dnia. To świetna rzecz do wracania do niej w przyszłości i coś naprawdę wartościowego już teraz: chwila refleksji nad dniem. A kiedy przywołujesz wspomnienia tego, co się wydarzyło, życie płynie wolniej. Inaczej pędzisz przez wszystko bez patrzenia i pod koniec roku łapiesz się za głowę: „jak to, już październik?”.

Zostaw po sobie ślad: miesięczny mini-projekt

Chcę, żebyś w tym miesiącu zostawił po sobie drobny ślad — zrobił mały projekt w wolnym czasie. Nawet jeśli poświęcisz na niego pięć minut dziennie: dzierganie czegoś, napisanie ciekawego eseju, zbadanie tematu, który od dawna wydawał ci się fascynujący, ale nigdy nie miałeś kiedy usiąść i przyjrzeć mu się porządnie. Może chcesz ułożyć lepszy plan treningowy. Może interesuje cię komputer kwantowy, choć nie wiesz nic ani o kwantach, ani o informatyce, i chcesz obejrzeć kilka wykładów. Poświęć ten miesiąc wąskiej pasji albo zainteresowaniu: sportowemu, twórczemu, badawczemu — może to być książka. Gdy mu poświęcisz choć trochę czasu, na koniec miesiąca powiesz: „jak fajnie podążać za własną ciekawością” — a następnym razem przyjdzie ci to znacznie łatwiej.

Projektuj swoje otoczenie

Włóż więcej wysiłku w urządzanie własnego otoczenia. Najbardziej skuteczni ludzie — według dowolnej miary sukcesu, jaką wybierzesz — wiedzą, że otoczenie ma ogromne znaczenie, i aranżują je bardzo świadomie. Jeśli mam piżamę, wiadomo, że idę spać. Jeśli mam strój treningowy — że idę na siłownię. Jeśli jestem wyraźnie ubrana na wyjście — że prawdopodobnie idę na wydarzenie. Sygnały płynące z otoczenia działają mocno. Jeśli nieustannie pracujesz w łóżku, mózg dostaje sprzeczny komunikat: łóżko to odpoczynek czy łóżko to praca? Wtedy trudno ci tam pracować, bo jesteś senny, i trudno spać, bo czujesz, że powinieneś pracować. Wszystko w twoim otoczeniu powinno mieć swoje zadanie — urządź je tak, żeby jak najłatwiej przychodziło ci robić to, co chcesz robić. Bo wcale nie dorastasz do poziomu swoich celów — opadasz do poziomu swoich rozwiązań. A jeśli twoje rozwiązania są złe i nie pozwalają ci działać, bardzo trudno będzie cokolwiek osiągnąć.

Zasada numer dwadzieścia: nic nie zmieniaj przez cały miesiąc

Jesteśmy przy numerze dwadzieścia — i to najważniejsza rzecz. Masz teraz kartkę z zapisanymi zasadami, których będziesz się trzymać przez październik. Stosuj je od pierwszego do trzydziestego pierwszego dnia i nie zmieniaj ich. Piątego dnia pojawi się pokusa: „poprawię to, przemebluję tamto”. Nie rób tego. Opieraj się pokusie zmieniania i zbyt wczesnej optymalizacji, bo w ten sposób po prostu nie dotrzymujesz obietnic. Mówisz wtedy swojemu mózgowi: „nie jestem osobą, która dowodzi słów czynem; muszę bez przerwy coś zmieniać”. A pokusa ciągłego ulepszania nie jest ulepszaniem. To zmienianie dla samego zmieniania — dlatego, że nie podoba ci się dyskomfort płynący z rzeczy, które sama wybrałaś.

I właśnie tak staniesz się w październiku zupełnie nie do poznania.

Na koniec: jestem Erin, nowe filmy publikuję w każdy poniedziałek, czwartek i sobotę. Jeśli macie pytania, dajcie znać w komentarzach. Do zobaczenia w następnym materiale!