Testowałam każdą metodę nauki — oto, co naprawdę działa

2026-10-10 • erin meryl mcgurk • Rozwój i komunikacja •tutorial •waga 3/5 •16 min czytania

Studentka Cambridge łączy sprawdzone techniki nauki w czteroetapową metodę ERIN: zaangażuj się, czytaj, wypytuj, twórz. Praktyczny poradnik dla studentów i samouków: jak zapamiętywać na długo, a nie tylko rozpoznawać.

Robocza publikacja redakcyjna na podstawie publicznego transkryptu YouTube. Źródło: YouTube.

Oryginalny tytuł filmu

I tried every study method: this is what ACTUALLY works

O czym jest ten film

  1. Autorka — studentka Cambridge, która lato spędziła przy startupie w San Francisco — przetestowała niemal każdą znaną technikę nauki i złożyła to, co działa, w jedną metodę nazwaną od jej imienia: ERIN.
  2. Punkt wyjścia: szkoły i uczelnie uczą, czego się uczyć, ale nie jak — dlatego wielogodzinne sesje nad książkami często kończą się pustką w głowie.
  3. Fundament metody to różnica między rozpoznawaniem („to już widziałam”) a przypominaniem (odtworzenie wiedzy bez podpowiedzi). Zwykłe czytanie daje głównie to pierwsze.
  4. Z testowanych technik — od zakreślacza i map myśli, przez metodę Feynmana, notatki Cornella i pałace pamięci, po uczenie innych — najlepiej sprawdza się aktywne przypominanie.
  5. Haczyk: porady o aktywnym przypominaniu zakładają, że wiedza już siedzi w głowie. Metoda ERIN zaczyna o krok wcześniej — od pierwszego wtłoczenia materiału.
  6. ERIN to akronim: Engage, Read, Interrogate, Note; kolejność etapów i cel każdego z nich mają znaczenie.
  7. Engage: zawęź temat do konkretnego pytania, zapisuj wątpliwości i zrób 5–15-minutowy „wyrzut z pamięci” tego, co już wiesz.
  8. Read: czytaj szeroko rozumiane (tekst, film, rozmowa) i notuj na bieżąco, bo pamięć robocza mieści ledwie 4–10 elementów; fiszki na definicje i wzory, osobne strony na złożone procesy — najlepiej odręcznie.
  9. Interrogate: w osobnej sesji, bez notatek, odtwórz temat na głos (nagrywaj się), porównaj z zapiskami i popraw wyłącznie luki; cykl powtarzaj.
  10. Note: domknij naukę namacalnym wytworem — zbiorczy zeszyt przed egzaminami, esej, film czy wpis w dzienniku.

10 najważniejszych takeaways — z kontekstem zastosowania

1.Rozpoznawanie to nie pamięć — sprawdź, zamykając materiał

Na czym polega: Po przeczytaniu masz poczucie „to znam”, bo hasła wywołują skojarzenia. To rozpoznawanie, nie przypominanie — bez kartki przed oczami nie odtworzysz tych treści.

Jak stosować: Po każdej sesji czytania zamknij książkę i z pamięci wypisz albo powiedz na głos kluczowe pojęcia wraz z wyjaśnieniami. Dopiero potem zajrzyj do materiału. To jedyna rzetelna miara postępów.

Na co uważać: Wielokrotne czytanie i zakreślanie podtrzymują iluzję wiedzy, bo cały czas podtykają ci podpowiedzi. Znajomość wzrokiem to jeszcze nie opanowanie tematu.

2.Zacznij od pytań, zanim otworzysz materiał

Na czym polega: Nauka to w gruncie rzeczy odpowiadanie na pytania. Jeśli nie wiesz, na co próbujesz odpowiedzieć, odpowiedzi wyjdą słabe — dlatego etap Engage rozpoczyna się od spisania pytań.

Jak stosować: Przejrzyj nagłówki rozdziałów, cele kursu, wymagania egzaminacyjne albo arkusze z lat ubiegłych i wypisz 10–20 konkretnych pytań, na które chcesz znać odpowiedź — w tym definicje pojęć, których jeszcze nie rozumiesz.

Na co uważać: Pytania muszą być wąskie. „Chcę wiedzieć więcej o roślinach” nie działa; „dlaczego rośliny rosną ku światłu” — tak. Przy nauce egzaminacyjnej punktem odniesienia są wymagania i arkusze, a nie spis treści podręcznika.

3.Zrób przed nauką „wyrzut z pamięci”

Na czym polega: Pięć do piętnastu minut pisania wszystkiego, co — słusznie lub nie — sądzisz, że wiesz o temacie. Taki wstępny zrzut z głowy rozgrzewa skojarzenia i pokazuje, do czego nowa wiedza ma się podpiąć.

Jak stosować: Ustaw timer, weź kartkę i pisz bez cenzurowania: skojarzenie z filmu, czyjś cytat, mgliste wspomnienie ze szkoły — wszystko się liczy.

Na co uważać: Nie oceniaj na tym etapie poprawności. Błędne wyobrażenia zapisujesz po to, by je później skorygować; umysł przechowuje wiedzę jako sieć powiązań, więc nawet luźne skojarzenia budują rusztowanie.

4.Notuj w trakcie czytania — pamięć robocza mieści 4–10 elementów

Na czym polega: Naraz utrzymasz w głowie tylko kilka informacji, więc lektura „na całość” po prostu się rozsypuje. Zapisywanie na bieżąco przenosi treść na papier i odciąża umysł.

Jak stosować: Trzymaj kartkę obok siebie i zapisuj terminy, definicje i schematy w chwili, gdy się na nie natrafiasz — niezależnie od tego, czy czytasz, oglądasz czy słuchasz.

Na co uważać: To celowo spowalnia pracę. Nauki nie da się „przechytrzyć” tempem — liczy się sprawność, a nie prędkość przewijania stron.

5.Fiszki na fakty, osobne strony na rozumienie

Na czym polega: Materiał dzieli się na proste pary „pytanie–odpowiedź” (definicje, wzory, schematy) oraz złożone procesy wymagające zrozumienia. Pierwsze trafiają na fiszki, drugie — na całą stronę notatkową poświęconą jednemu zagadnieniu.

Jak stosować: W trakcie czytania natrafiasz na definicję — robisz fiszkę; natrafiasz na proces — przygotowujesz stronę notatkową i wypełniasz ją w miarę lektury.

Na co uważać: Nie wrzucaj wszystkiego na fiszki. To, co wymaga rozumienia, nie sprowadza się do odtworzenia hasła — spłaszczysz temat i na sprawdzianie zabraknie ci wątku.

6.Pisz odręcznie i własnymi słowami

Na czym polega: Badania sugerują, że pisanie ręką wyraźnie wzmacnia trwałe zapamiętywanie — treść przechodzisz dwa razy: czytając i zapisując. Notując dokładnie w chwili, gdy coś zaczynasz rozumieć, tworzysz zapis w swoim języku.

Jak stosować: Nie przepisuj z podręcznika — przeformułuj tak, żeby tekst był jasny także po tygodniu. W ten sposób od razu powstaje materiał do późniejszych powtórek.

Na co uważać: Kopiowanie jeden do jednego daje jedynie pozór pracy. Jeśli nie umiesz zapisać idei własnymi słowami, to sygnał, że jeszcze jej nie rozumiesz.

7.Przesłuchuj się bez notatek — nagrywaj albo pisz z głowy

Na czym polega: W osobnej sesji, bez żadnych materiałów, odtwarzasz jeden temat przez około godzinę — na głos lub pisemnie. Potem konfrontujesz efekt z notatkami i widzisz, co pamiętasz naprawdę.

Jak stosować: Ustaw kamerę i mów w naturalnym tempie; nagranie można odsłuchać i porównać z zapiskami. Jeśli wolisz pisać — weź czystą kartkę ipisz z pamięci.

Na co uważać: Nie zaglądaj do notatek w trakcie — zniszczysz cały pomiar. I nie traktuj tego jak występu: nikt tu nie ocenia stylu, liczy się szczery obraz własnej wiedzy.

8.Poprawiaj tylko luki — „wiesz, to wiesz”

Na czym polega: Fragmenty odtworzone poprawnie zostawiasz w spokoju; wracasz wyłącznie do błędów — czytasz je w notatkach i odtwarzasz od nowa.

Jak stosować: Po każdym odsłuchu nagrania zrób listę wpadek i pracuj tylko nad nią; resztę uznaj za opanowaną i nie wracaj do niej.

Na co uważać: Nie gonij za wiernym cytowaniem. Jeśli rozumiesz i umiesz wyjaśnić po swojemu, temat jest zamknięty — poza fiszkowymi faktami egzamin sprawdza rozumienie, nie pamięciowe zdania.

9.Kręć pętlą: przesłuchanie → notatka → przesłuchanie

Na czym polega: Pytania i czytanie autorka łączy w jednym posiedzeniu, a potem wielokrotnie powtarza cykl przesłuchania i tworzenia notatek w kolejnych sesjach.

Jak stosować: Rozdziel sesje: pierwsza na czytanie i zbieranie pytań, następne na pętlę powtórek. Planuj kilka przejść przez materiał zamiast jednego maratonu.

Na co uważać: Nie próbuj „dognieść” wszystkiego jednego wieczoru — rozłożenie powtórek w czasie jest częścią mechanizmu, a nie niedoróbką planu.

10.Domknij naukę namacalnym wytworem

Na czym polega: Ostatni etap to stworzenie czegoś konkretnego: zbiorczego zeszytu przed egzaminami, eseju, filmu czy wpisu w dzienniku podsumowującego naukę.

Jak stosować: Gdy zbliżają się egzaminy, scal wszystkie notatki w jeden poręczny zeszyt, który możesz nosić ze sobą. Twórz na końcu procesu — gdy już wiesz, co jest istotne.

Na co uważać: Nie myl tego etapu z porządkowaniem dla estetyki. Produkt utrwala ślady po nauce i daje konkretny punkt zaczepienia, ale zrobiony zbyt wcześnie, na surowych notatkach, to strata czasu.

Redakcyjne tłumaczenie

Skąd się wzięła ta metoda

Przetestowałam praktycznie każdą technikę nauki, jaką można spotkać, zobaczyłam, co działa, a co nie, i złożyłam najlepsze elementy w jedną metodę — jedyną, z której dziś korzystam. Sprawdza się zarówno przy przygotowaniach do egzaminów, takich jak moje na Uniwersytecie Cambridge, jak i przy nauce dla przyjemności albo do pracy; w ten sposób ostatnie lato przyswajałam projektowanie, informatykę i zagadnienia sprzedaży. To strategia, dzięki której można się czegoś nauczyć raz i zapamiętać na dobre. A ponieważ kolejne etapy idealnie układają się w moje imię, nazwałam ją metodą ERIN.

Krótko o mnie: studiuję na Cambridge Land Economy (Informacja dodatkowa: kierunek łączący prawo, ekonomię i gospodarkę przestrzenną), lato spędziłam w San Francisco, budując startup zajmujący się prywatnością danych, a poza tym tworzę treści o nauce i „maksymalizowaniu ciekawości” — o studiach, matematyce, filozofii czy naukach o mózgu. Nowe filmy wypuszczam trzy razy w tygodniu, zwykle w poniedziałki, czwartki i soboty.

Sześć godzin dziennie i wciąż bez metody

Kiedy szykowałam się do egzaminów GCSE (Informacja dodatkowa: brytyjskie egzaminy kończące okres obowiązkowej edukacji, zdawane około szesnastego roku życia), moje systemy nauki były, delikatnie mówiąc, kiepskie. Siedziałam nad książkami jakieś sześć godzin dziennie. Wynik? Same najwyższe oceny i prawie sto procent z każdego egzaminu — ale ani sprawnie, ani skutecznie. Robiłam po prostu to, na co miałam ochotę, więc nie miałam żadnego procesu, który dałoby się krok po kroku poprawiać.

Być może rozpoznajesz ten wzorzec u siebie: cztery, pięć, sześć godzin przy biurku, a na koniec sesji — pustka w głowie. To żadna anomalia; większość ludzi przez to przechodzi, bo szkoły, college’e i uniwersytety zwykle nie uczą, jak się uczyć. Mówią, czego się uczyć, ale nie pokazują, jak to robić. I zaczyna się błądzenie: próbujesz różnych strategii, aż w końcu zostajesz przy pierwszej, o której usłyszałaś, albo przy tej, którą stosują znajomi. A to niekoniecznie jest to, co najlepsze dla ciebie. Dlatego starałam się wyciągnąć z tego wszystkiego zasady możliwie uniwersalne.

Rozpoznawanie a przypominanie

Żeby zrozumieć metodę, trzeba najpierw pojąć jedną rzecz: różnicę między rozpoznawaniem a przypominaniem sobie. To dwa zupełnie różne procesy — i właśnie dlatego możesz kończyć sesję nauki z poczuciem, że wszystko wyparowało: przez cały czas niczego nie zapamiętywałaś, tylko rozpoznawałaś.

Prosty przykład. Oglądasz film. Po seansie opowiesz fabułę i naszkicujesz głównych bohaterów, ale replik nie odtworzysz — zapadnie ci w pamięć może kilka. Gdy za dwa tygodnie pokażę ci ten film i zapytam o konkretne zdania, powiesz: „No tak, widziałam, pamiętam”. Tyle że wtedy nie przypominasz sobie — rozpoznajesz. Czy pamiętasz dokładne kwestie? Nie.

Wydawałoby się, że przykład błahy — nikt przecież nie wymaga znajomości dialogów na pamięć. Przenieśmy to więc do nauki. Interesuję się urbanistyką, więc weźmy przebudowę Nowego Jorku zaprojektowaną przez Roberta Mosesa (Informacja dodatkowa: Moses to najbardziej wpływowy nowojorski urbanista XX wieku; Jane Jacobs była jego najsłynniejszą krytyczką, a Cross Bronx Expressway stała się symbolem ich sporu o kształt miasta.). Czytam akapit i mijam hasła: Robert Moses, Nowy Jork, Cross Bronx Expressway, Jane Jacobs. W głowie zapalają się lampki: „tak, to znam, to znam”. Tyle że gdyby nie ta kartka przede mną, większości tych nazw nie potrafiłabym przywołać. Może jedną, może dwie — ale nie wszystkie. Czyli w trakcie lektury nie zapamiętuję: ja rozpoznaję.

Przypominanie sobie to umiejętność odtworzenia wiedzy bez żadnej podpowiedzi z zewnątrz — zapisania jej w głowie i sięgnięcia po nią wtedy, gdy jest potrzebna. Rozpoznawanie sprowadza się do reakcji na bodziec: „to już gdzieś widziałam”.

Co przeszło moje testy

Technik przerobiłam całe mnóstwo. Zwykłe czytanie. Czytanie z zakreślaczem. Aktywne czytanie — czytasz i na bieżąco robisz notatki albo układasz pytania i wyprowadzasz odpowiedzi. Technikę Feynmana, czyli tłumaczenie tematu na głos i namierzanie miejsc, w których rozumienie się sypie. Blurting, czyli „wyrzut z głowy”: wypisanie na papier wszystkiego, co się pamięta. Mapy myśli. Notatki metodą Cornella. Pałace pamięci à la Sherlock Holmes, gdzie fragmenty wiedzy przypisujesz miejscom w dobrze znanej przestrzeni. Wreszcie uczenie innych — prowadziłam dla znajomych mini-zajęcia i wymiany pytań. (Jeśli stosujesz coś, czego tu nie wymieniłam, napisz w komentarzach — sprawdzę, czy już to przerabiałam, bo chętnie poznam techniki, które mi umknęły.)

Wniosek z całego tego doświadczenia jest dość oczywisty: najlepiej uczy aktywne przypominanie (ang. active recall) — wydobywanie informacji z głowy i użycie ich do czegoś. Jest tylko jeden zgrzyt. Gdy wszyscy wokół powtarzają „stosuj aktywne przypominanie”, nikt nie tłumaczy, od czego zacząć, gdy w głowie nie ma jeszcze nic do wydobycia. Co jest pierwszym krokiem? Na tym haczyku utyka mnóstwo ludzi. I właśnie od tego zaczyna się metoda ERIN.

Cztery etapy metody ERIN

ERIN to akronim: Engage, Read, Interrogate, Note — po polsku: zaangażuj się, czytaj, wypytuj, stwórz. Kolejność ma tu ogromne znaczenie, podobnie jak cel każdego etapu.

Zaangażowanie polega na daniu umysłowi materiału do pracy: na pierwszym, bardzo aktywnym zbieraniu wiedzy, które z natury przygotowuje grunt pod późniejsze powtórki rozłożone w czasie i aktywne przypominanie. Czytanie nie służy do pierwszego wtłaczania treści do głowy — czyta się po to, by wyłapać to, co najważniejsze dla odpowiedzi na postawione wcześniej pytania. Wypytywanie to etap zadawania pytań i szukania odpowiedzi, z kilkoma strategiami pozwalającymi nadbudować to, co już weszło do głowy. Note — etap końcowy — to termin ogólny: nie musisz na koniec robić notatek (choć to jedna z opcji); chodzi o to, by na podstawie przyswojonej wiedzy coś stworzyć.

Etap 1: Engage — zaangażuj się

Częsty błąd polega na przekonaniu, że zanim zacznie się właściwą naukę, trzeba najpierw „się nauczyć” — i na myleniu nauki z biernym przyswajaniem: siedzeniem na zajęciach i słuchaniem. O to właśnie nie chodzi.

Zaangażowanie zaczyna się od ustalenia, co właściwie próbujesz zrozumieć. Zrób krok wstecz — zwłaszcza jeśli wciąż jesteś w systemie edukacji — i zapytaj szczerze: kiedy ostatnio zastanowiłam się, co naprawdę muszę umieć? Kiedy — zamiast czytać podręcznik od deski do deski i brać wszystko z zajęć za pewnik — zajrzałam do wymagań egzaminacyjnych i do arkuszy z poprzednich lat, żeby ustalić, co konkretnie decyduje o dobrym wyniku?

Jeśli uczysz się dla samej przyjemności, pytanie brzmi: co dokładnie mnie ciekawi? „Interesują mnie rośliny” to za szeroki temat — takiego nie da się ugryźć. Co cię naprawdę ciągnie: dlaczego rośliny rosną ku światłu? Czym różnią się odmiany żądające częstego podlewania od tych, którym wystarczy rzadkie? Zawężaj.

Formułuj pytania i zapisuj je. Przejrzyj nagłówki rozdziałów, cele kursu, notatki z zajęć, strony i materiały — i notuj, co budzi ciekawość. Treści jeszcze nie potrzebujesz. Co przykuwa uwagę? Których pojęć jeszcze nie rozumiesz? Takich pytań zapisz jak najwięcej, bo przygotowujesz w ten sposób umysł nie tylko do zbierania informacji, ale do patrzenia na świat przez pryzmat pytań. A to kluczowe: uczenie się to w gruncie rzeczy sztuka odpowiadania na pytania. Jeśli nigdy nie myślisz o tym, na co właściwie próbujesz odpowiedzieć, nie dziw się, że odpowiedzi wychodzą słabe. Zaczynaj od pytań.

Na koniec tego etapu robię zawsze mini „wyrzut z pamięci” — wypisuję wszystko, o czym sądzę, że już wiem. Część z tego może być kompletnie błędna i nic z tym nie robię: notuję nawet wtedy, gdy mam wątpliwości. Ustawiam licznik — w zależności od pewności siebie na pięć do piętnastu minut — i wypisuję wszystko, co przychodzi mi do głowy. Skojarzenie z filmu? Zapisuję. Cytat, który ktoś kiedyś rzucił przy okazji? Zapisuję. Mgliste wspomnienie, że w podstawówce było coś na ten temat? Też zapisuję.

To rozgrzewa te szlaki w mózgu, które odpowiadają za dany temat. Zawsze wracam do tej myśli: umysł nie magazynuje wiedzy liniowo, nie odkłada jej kartka po kartce w segregatorze. Przechowuje ją jak wielką, gęstą sieć rozsianych i wzajemnie powiązanych idei. Żeby takie połączenia powstawały, trzeba myśleć: co już wiem? Do czego mogę podpiąć tę nową informację? I do tego właśnie służy wstępny przegląd tego, co już siedzi w głowie.

Etap 2: Read — czytaj i zapisuj na bieżąco

Zaangażowanie za nami, pora na czytanie, czyli na szukanie odpowiedzi na wyznaczone pytania. „Czytanie” traktuję tu szeroko: to może być podręcznik, notatki, film, słuchowisko albo rozmowa z przyjacielem, podczas której pytacie się nawzajem. Istotne jest co innego: pamięć robocza mieści — zależnie od badania — ledwie od czterech do dziesięciu elementów naraz. To bardzo mało. Nie da się więc usiąść, pochłonąć całości i liczyć, że mózg ją zatrzyma; tak po prostu nie jest zbudowany.

Ratunkiem jest wynoszenie treści na zewnątrz: miej obok siebie kartkę i zapisuj na bieżąco — czytasz, oglądasz, słuchasz czy rozmawiasz. Tak, to spowalnia pracę. Ale nauki nie „oszukuje się” tempem — można ją tylko zrobić sprawniej, i właśnie to czyni ją sprawniejszą.

Jak to wygląda w praktyce? Trafiasz na termin kluczowy — masz w zeszycie stronę wyłącznie na terminy i go dopisujesz. Trafiasz na schemat — świetnie nadaje się na fiszkę. Mój system możesz skopiować, ale najlepiej z czasem zbudować własny. U mnie działa tak: definicje, schematy i wzory trafiają na fiszki, bo to proste pary „pytanie–odpowiedź” — bez głębszego rozumienia, po prostu „tak jest i tyle trzeba zapamiętać”. Złożone procesy i rzeczy wymagające prawdziwego zrozumienia dostają własną stronę notatkową, którą wypełniam w miarę lektury.

Dlaczego odręcznie? Badania sugerują, że pisanie ręką wyraźnie zwiększa szansę, że informacja zostanie w pamięci na dłużej: najpierw ją czytasz, a potem fizycznie zapisujesz, przechodząc świeży ślad w głowie drugi raz — i to tuż po nauce, co świetnie go utrwala. Poza tym w trakcie czytania powstaje materiał, na którym później będę się uczyć. Wszystko dzieje się więc w jednym miejscu: notuję dokładnie wtedy, gdy zaczynam rozumieć, a to znaczy, że zapisuję treść po swojemu — nie przepisuję z podręcznika ani za kimś. I to jest najważniejsza myśl tego etapu: zapisuj w sposób, który naprawdę jest dla ciebie zrozumiały. Wymaga to bardzo aktywnego czytania.

Etap 3: Interrogate — wypytuj się

Przesłuchanie zwykle przypada na kolejne sesje. U mnie pytania i czytanie dzieją się na jednym posiedzeniu, a przesłuchanie zostawiam na później — i potem kręcę małą pętlą: przesłuchanie, notatka, przesłuchanie, notatka.

Istota tego etapu to pytanie: ile naprawdę rozumiesz, ile potrafisz przywołać z pamięci, a co jedynie rozpoznajesz. U mnie wygląda to tak: przeznaczam godzinę na jeden konkretny temat, zamykam wszystkie notatki i materiały, siadam — i ponieważ najlepiej mi się mówi, ustawiam kamerę i nagrywam siebie. Jeśli wolisz pisać, weź kartkę. A potem odtwarzasz z pamięci wszystko, co zostało. Nagrywanie ma tę zaletę, że mówię wtedy w swoim naturalnym tempie — bardzo szybkim, zbyt szybkim jak na YouTube; na potrzeby tych filmów muszę się mocno hamować.

Następnie odsłuchuję nagranie i sprawdzam: co poszło dobrze, co pamiętam, a co się wysypało? W tym celu zestawiam nagranie z zapiskami zrobionymi przy czytaniu. I powtarzam cykl: jeśli któraś interpretacja wyszła błędnie, czytam ją w notatkach i próbuję wyjaśnić od nowa.

Czego nie trzeba robić, to wracać do części, które poszły dobrze — ten materiał już siedzi. I nie wnikaj w szczegóły w stylu: „nie padło dokładnie to zdanie”, „najpierw wyjaśniłam jedno, potem drugie”. Jeśli wiesz — to wiesz. Nie chodzi o dosłowne słowa ani o wierną kopię podręcznika. Liczy się zrozumienie na swój sposób, bo rzadko sprawdza się wyłącznie pamięciowe odtworzenie: tego, co wymaga dokładnej reprodukcji, bronią fiszki zrobione wcześniej. Cała reszta to test rozumienia i umiejętności wplecenia wiedzy w wypracowanie czy dłuższe zadanie problemowe — a wtedy decyduje twoje własne zrozumienie. Właśnie to diagnozuje przesłuchanie.

Etap 4: Note — stwórz coś

Ostatni etap polega na wytworzeniu jakiegoś efektu. U mnie najczęściej są to dużo czystsze notatki: gdy zbliżają się egzaminy, wracam do wszystkich stron z etapu czytania i składam z nich jeden zbiorczy zeszyt — na wszystkie przedmioty naraz, poręczny, żeby móc go nosić ze sobą.

Note nie musi przychodzić od razu. Zwykle zostawiam ten etap na sam koniec nauki. Czasem robię go iteracyjnie — notuję jeden temat, wracam do przesłuchania innego, znów notuję — a czasem przesłuchuję wszystko po kolei i dopiero wtedy tworzę jeden zestaw notatek. Tak czy inaczej nie muszą to być notatki. Może to być esej, film albo zwyczajny wpis w dzienniku podsumowujący całą naukę. Ważne, by wytwór był namacalny: nie tylko utrwala ślady pozostawione w umyśle przez proces uczenia się, ale też daje coś konkretnego, na czym można się skupić.

Na koniec

To cała metoda ERIN. Mnie pozwoliła osiągać świetne wyniki na egzaminach i błyskawicznie wdrażać się w nowe tematy — i mam nadzieję, że wam posłuży tak samo. Jeśli macie pytania o metodę albo stosujecie coś innego, dajcie znać w komentarzach — postaram się odpowiedzieć. Do zobaczenia w kolejnych filmach.