O czym jest ten film
- Wes, Scott i CJ nagrywają odcinek na żywo z GitHub Universe w San Francisco, w studiu urządzonym jak scena telewizyjnych wiadomości.
- Podsumowują meetup Syntax — trzeci raz z rzędu przy okazji tej konferencji; przyszło kilkaset osób, a gadżety były nietypowe: smycz, która jest pełnoprawnym kablem USB-C (60 W), oraz makropady z joystickiem i pokrętłem.
- Konfigurator makropadów (keyboard.syntax.com) powstał w niezamierzonym wyścigu: Wes i CJ niezależnie kazali Claude’owi rozgryźć protokół urządzenia, kompilując windowsowy plik EXE producenta.
- Konferencyjne badge’y od Pimoroni działają na MicroPythonie: Wes dorobił kamerę i zrobił fotobudkę z drukarką termiczną, Scott zbudował sekwencer z czterema syntezatorami — obaj programowali z pomocą agentów.
- Liczby wzrostu GitHuba są osłupiające: 6,7 mld pushów w 2025 r. wobec 17,9 mld w 2026 r. (do października); commity 12,9 → 34,3 mld; akcje 14 → 45,4 mld.
- GitHub przyznał, że przestoje były nieakceptowalne, i pokazał przebudowę infrastruktury: rozprzęgnięcie usług, migrację na Azure, 4 mln nowych rdzeni CPU i 160 PB szybkiego magazynu; test „24 godziny ruchu ściśnięte do minuty” przeszedł bez zadyszki, a całość ma być dostępna dla wszystkich od początku 2027 r.
- Nowości w Copilocie: aplikacja desktopowa ze wspólnymi wątkami dla całego zespołu, „projekty” łączące wiele repozytoriów oraz automatyzacje — chmurowy agent uruchamiany harmonogramem lub webhookiem (demo z Sentry).
- Copilot Fusion trafił do ogólnej dostępności: tryby Single, Cascade („sędzia” decyduje o eskalacji do mocniejszego modelu) i Critique (kilka modeli szkicuje i krytykuje równolegle).
- Bezpieczeństwo: wbudowane skanowanie sekretów i ochrona pushów z AI — commit z kluczem zostaje zablokowany po stronie serwera, zanim sekret trafi do historii.
- Na koniec refleksje: „cały kod napisany do tej pory to 1% tego, co powstanie w pięć lat” oraz mieszanka ekscytacji i wypalenia, którą gospodarze słyszeli od znanych programistów na meetapie.
10 najważniejszych takeaways — z kontekstem zastosowania
1.Ruch na GitHubie urósł około trzykrotnie w rok — traktuj go jak krytyczną zależność
Na czym polega: W 2025 r. odnotowano 6,7 mld pushów, a w 2026 r. — do października — już 17,9 mld. Commity wzrosły z 12,9 do 34,3 mld, a uruchomienia akcji z 14 do 45,4 mld. Takie tempo rozsadza każdą infrastrukturę.
Jak stosować: Miej procedury na czas awarii GitHuba: mirrory krytycznych repozytoriów, własne runnery dla kluczowych pipeline’ów, monitorowanie strony statusu i plan komunikacji w zespole.
Na co uważać: Przebudowana architektura ma być ogólnodostępna dopiero na początku 2027 r. — do tego czasu skoki obciążenia mogą jeszcze odbijać się na stabilności.
2.Ciasne splecenie usług boli bardziej niż brak mocy
Na czym polega: Problem GitHuba nie leżał w samych serwerach, tylko w tym, że każdy push wyzwala indeksowanie, wyszukiwanie i akcje w milionach repozytoriów naraz. Odpowiedź: rozprzęgnięcie usług, migracja na Azure, 4 mln nowych rdzeni i 160 PB szybkiego magazynu.
Jak stosować: We własnych systemach oddzielaj od siebie ścieżki o różnym profilu obciążenia (np. indeksowanie od liczenia) i projektuj pod skokowy, a nie liniowy wzrost — test GitHuba „24 godziny ruchu najaktywniejszego repo w jedną minutę” to dobra miara zapasu.
Na co uważać: Dosypywanie serwerów nie naprawi architektury, w której wszystko blokuje wszystko.
3.Copilot Fusion: przestań ręcznie dobierać model do banałów
Na czym polega: Fusion, wcześniej znany jako Project Hydra, jest ogólnodostępny. W trybie Cascade pierwszy szkic robi tańszy model, a „sędzia” decyduje, czy wystarczy, czy eskalować temat do mocniejszego modelu. W trybie Critique kilka modeli szkicuje niezależnie, wzajemnie się krytykuje, a wynik jest scalany.
Jak stosować: Proste polecenia („włącz dev server”, „zmień kolor tła”) kieruj do tanich modeli — automatycznie albo z nawyku; drogie modele zostaw na trudne decyzje. Dobór modelu przestaje być codziennym problemem.
Na co uważać: Kaskada i krytyka to dodatkowe przebiegi, więc rośnie zużycie tokenów, a „sędzia” też potrafi się pomylić — przy krytycznym kodzie wynik i tak musi przejść przez człowieka.
4.Copilot Desktop i projekty: jedno miejsce na agenty całego zespołu
Na czym polega: Aplikacja desktopowa GitHub Copilot łączy wątki, w których kilku ludzi jednocześnie odpala agenty i widzi ich pracę w tle. „Projekty” dodają wspólne czaty, agenty lokalnie lub w chmurze, wiele repozytoriów i pracę cykliczną — wszystko w jednym panelu, dostępnym też mobilnie, w CLI, Teamsach i Slacku.
Jak stosować: Jeśli zespół już korzysta z GitHuba, zacznij od jednego wspólnego wątku przy jednym projekcie i sprawdź, czy mniej kontekstu przepisuje się między narzędziami.
Na co uważać: Copilot, Codex i Cursor wyglądają i działają niemal identycznie — sami gospodarze dostawali komentarze „wygląda jak…”. Nie zmieniaj narzędzia dla interfejsu; licz koszt tokenów i związenie z ekosystemem.
5.Automatyzacje: harmonogram i webhooki zamiast klikania
Na czym polega: Chmurowego agenta Copilota można uruchamiać automatycznie — według harmonogramu albo w reakcji na zdarzenia, np. webhook z Sentry. Agent potrafi poprawić buga i otworzyć pull request. Funkcja trafia do każdego płatnego konta GitHub; płaci się tylko za zużyte tokeny.
Jak stosować: Zacznij od powtarzalnych przepływów: alert bezpieczeństwa → sprawdzenie, które projekty dotyczy → propozycja PR; zgłoszenie → wstępna analiza.
Na co uważać: Automatyczny PR to nadal PR i musi przejść review. Harmonogramy potrafią się sumować w rachunku za tokeny, więc ustaw limity.
6.Efekt „Teamsów”: pakiet enterprise wciąga mimo woli
Na czym polega: Przedsiębiorstwa dostają wszystkie nowe funkcje bez osobnej subskrypcji. Gospodarze przypominają mechanizm: nikt nie lubi Microsoft Teams, ale używa ich więcej ludzi niż Slacka — bo po prostu są w pakiecie. Podobnie Google łączy AI Ultra z YouTubem Premium i chmurą.
Jak stosować: Zanim kupisz kolejne narzędzie, zrób audyt planu, który już opłacasz — agent, automatyzacje i wątki zespołowe mogą na ciebie czekać za darmo.
Na co uważać: Wygoda pakietu to nie to samo co wartość. Regularnie porównuj jakość z alternatywami, żeby nie utknąć w ekosystemie z rozpędu, a nie z wyboru.
7.Ochrona pushów: sekret zatrzyma się przed historią gita
Na czym polega: Wbudowane skanowanie sekretów i ochrona pushów z AI blokują wypchnięcie commita z kluczem po stronie serwera — sekret nie trafia do zdalnej historii. Na keynote pokazano to na żywo.
Jak stosować: Włącz ochronę w organizacji i wypracuj nawyk poprawiania commita (amend) po blokadzie — agent chętnie zrobi to za ciebie, tak samo jak cherry-pick czy czyszczenie historii.
Na co uważać: Blokada działa dopiero przy pushu: lokalnie sekret nadal siedzi w twojej historii. Jeśli klucz kiedykolwiek wyciekł, rotuj go natychmiast — publiczne klucze API są flagowane w ciągu minut.
8.Tani zestaw mikrokontrolerowy plus agent to najszybsza droga do prototypu sprzętowego
Na czym polega: Badge’e konferencyjne (Pimoroni, MicroPython) mają Wi-Fi, Bluetooth, akcelerometr, przyciski i magistralę I²C. Wes dorobił ESP32 z kamerą i zrobił fotobudkę, Scott — sekwencer z czterema syntezatorami. Całą robotę programistyczną odwalali z agentem kodującym.
Jak stosować: Kup podobny zestaw, dołącz moduły na I²C (głośnik, kamera termowizyjna) i poproś agenta o napisanie logiki. Próg wejścia w elektronikę nigdy nie był niższy.
Na co uważać: W tym roczniku badge’a nie ma wyprowadzonych pinów GPIO (zajęły je akcelerometry), więc rozbudowa musi iść przez I²C. A gołe płytki z przylutowanymi przewodami mogą zainteresować ochronę na lotnisku — wydrukuj obudowę.
9.„Cały dotychczasowy kod to 1% tego, co powstanie w pięć lat” — czytanie stanie się ważniejsze niż pisanie
Na czym polega: Tak brzmiała jedna z tez zamykających keynote. Gospodarze dodają, że GitHub ma dane (pushy, commity, akcje), by taką ekstrapolację przeprowadzić — nikt inny nie ma lepszych.
Jak stosować: Przesuwaj ciężar pracy z pisania na czytanie i walidację: review, testy, dokumentacja i higiena repozytoriów będą wąskim gardłem, skoro agenty produkują coraz więcej kodu.
Na co uważać: Presja na tempo rośnie razem z automatyzacją. Bez własnych ograniczeń — zakresu, definicji „gotowe” — jakość i ludzie zaczną się sypać.
10.Ekscytacja i wypalenie naraz — tempem trzeba zarządzać świadomie
Na czym polega: Na meetapie gospodarze rozmawiali ze znanymi programistami, którzy opisywali to samo: równoczesną ekscytację i przemęczenie. „Nie da się tak dalej” słyszeli od ludzi wysoko w branży.
Jak stosować: Wdrażaj nowości seryjnie, nie równolegle: jedno narzędzie na kwartał, z kryterium, czy realnie oszczędza czas. Regularnie przeglądaj, co zostaje w wasim stacku.
Na co uważać: FOMO narzędziowe bywa mylone z postępem. Sami gospodarze żartują, że ich zdrowiu psychicznemu brakuje dawnych ograniczeń — to żart z ziarnem prawdy.
Redakcyjne tłumaczenie
W studiu jak w telewizji
Wes: Witajcie w Syntax. Dzisiaj opowiemy o wszystkim, co działo się na GitHub Universe. Nagrywamy na żywo w studiu — i, jak widzicie, nie wygląda to jak nasze zwykłe studio. Chociaż nie: to upgrade. Od dziś tak właśnie wyglądamy.
Scena rzeczywiście wygląda jak z serwisu informacyjnego, więc gospodarze od razu dzielą role: kto pogoda, kto sport, kto wiadomości. Scott: — Jak wypadłem przy pogodzie, to dobrze, bo będę się dużo ruszać, a lubię się ruszać. Wes: — Zawsze pracowałem na niebieskim ekranie, jestem przyzwyczajony.
Prawdziwe studio to dla nich rzadkość. — Nie dostajemy dekoracji często — przyznaje Wes i dodaje, że aż chce mu się coś takiego zbudować u siebie. Na osłodę odgrywa gag: udaje, że schodzi po schodach, których na planie nie ma. Gratulacje, Wes.
Meetup Syntax: trzeci rok z rzędu
Poprzedniego wieczoru, w barze Bear Bottle, odbył się meetup Syntax — planowany od tygodni. Przyszło kilkaset osób. — W pewnym momencie zjawił się tam nawet goryl. — Goryl? — No, goryl — śmieją się i szybko wracają do podziękowań dla wszystkich, którzy przyszli.
— To nasz trzeci raz i za każdym razem było świetnie — mówi Scott. — Jeśli zrobimy to za rok, a będziecie w okolicy, przyjdźcie. Albo napiszcie w komentarzu, do jakiego miasta mamy przyjechać. Byliśmy w Hamilton, Toronto, Denver, San Francisco, Amsterdamie…
— Francja! — rzuca ktoś.
— Zostawcie komentarz — powtarzają chórem.
Smycz, która okazuje się kablem
Gadżet numer jeden wygląda jak zwykła, starannie tkana smycz z logo, ale ma haczyk: z obu końców zakończona jest wtykiem USB-C.
— To był mój pomysł. Mogę to powiedzieć? — pyta CJ.
— Możesz, bo to prawda. To był pomysł CJa — potwierdza Wes, po czym dopowiada regułę domu: wszystkie dobre pomysły są pomysłami CJa.
Zarzut jest jeden — smycz wygląda tak przekonująco, że każdy gość musiał usłyszeć osobno, że trzyma w rękach kabel. Zespół słyszał, że na innych konferencjach takie cuda-były smycze okazywały się ładowarkami bez przesyłu danych, więc przed zamówieniem upewnił się, że ta przenosi dane. Dla pewności zmierzyli też moc: kabel ładował MacBooka loneliness 60 watów. Prędkość transmisji danych CJ zamierza jeszcze dokładnie sprawdzić, bo nie wiadomo, czy to pełny USB-C, czy wolniejszy standard.
Makropady i wyścig z Claude’em
Drugi gadżet to miniaturowe makropady z joystickiem, pokrętłem i kubełkami pełnymi klawiszy. Pierwotny pomysł — identyfikator na szyję — upadł, bo nikt nie przeliczył, jak duże wyjdą płytki. Zostały za to baterią, Bluetoothem, przejściówką 2,4 GHz i trybem kablowym.
Problem pojawił się przy konfiguracji. Producent podał stronę internetową do ustawiania klawiszy — nie działała. Potem przesłał program windowsowy w pliku EXE — żaden z gospodarzy nie zamierzał tego instalować na swoim komputerze.
CJ: Tak czy inaczej, ścigaliśmy się, choć nie wiedzieliśmy, że się ścigamy.
Wes: Siedzieliśmy na spotkaniu o przyszłości Syntax na kolejny rok — Scott je prowadził — a ja po cichu odpaliłem Claude’a. Pomyślałem: skoro w świecie klawiatur standardem jest QMK, niech Claude pokuś się o urządzenie. Znalazł je, ale nie potrafił rozpoznać, co to właściwie jest. W końcu mój bieg dotarł do pobierania tego EXE-ka…
CJ: …a ja podałem Claude’owi plik EXE od razu. Skompilował całość i rozgryzł, jak rozmawiać z urządzeniem. Musiałem jeszcze znaleźć drugi program, do którego producent nas nie podlinkował — i to był ten, który otworzył drzwi.
Scott: Dla jasności: jeśli Syntax zjedzie na psy w przyszłym roku, to wyłącznie wina CJa i Wesa, bo nie uczestniczyli w spotkaniu.
CJ: Ja patrzyłem w górę, robiąc to — tłumaczy się CJ.
Efekt okazał się lepszy, niż obiecywała dokumentacja, bo… dokumentacji nie było. Pads okazały się mieć podświetlenie RGB, własne makra i klawisze multimedialne — nikt im o tym nie powiedział. Pokrętło domyślnie steruje głośnością, a joystick można zapisać jako modyfikator albo dodatkowy klawisz. Całość widziana jest przez system jak zwykła klawiatura (USB HID), bez żadnych sterowników — i przez ten sam kanał się programuje.
Konfigurator dostępny jest pod adresem keyboard.syntax.com — bez własnego pada wystarczy dopisać do adresu „?demo”. Zrobiono też trójwymiarowy podgląd urządzenia, który gospodarze opisują krótko: „słodkie jak diabli”. Kilka sztuk trafi do sklepu Syntax, bo ludzie od meetapu pytają.
Badge do hakowania: MicroPython i I²C
Co roku GitHub rozdaje uczestnikom elektroniczne badge’i. Wes i Scott dostali swoje wcześniej i mieli czas na zabawę — CJ, ku swojej dotkliwej frustracji, dostał zwykły badge sponsora i na meetapie przedstawiał się gościom jako „stażysta TJ”.
— Przecież to ja mam wszystkie dobre pomysły — narzeka, po czym opowiada perełkę: na wejściu do jednego ze spotkań trzeba było wypisać nazwiska gospodarzy Syntax, a ktoś napisał: „CJ, Wes i Jared”. Pan Jared potem podszedł i przeprosił.
Niepomocny jest też Google. W Search Console strony Syntax fraza „CJ Syntax” bije „Wes Syntax” i „Scott Syntax” na głowę. Pogłębiają rimę: Courtney Tolinski — żona Scotta — przynosi stronie więcej ruchu niż sam Scott. — Ludzie, wpiszcie teraz „Scott Tolinski Syntax” i kliknijcie. Podniesiemy mu liczby.
Sam badge, produkcji Pimoroni, ma pod pokrywą mikrokontroler Raspberry Pi — nie pełny komputer z Linuksem, raczej coś w duchu ESP32 — i pracuje w MicroPythonie, odmiance Pythona dla malutkich urządzeń. Jest gamepad, garść przycisków, a z tyłu złącze I²C do podłączania dodatków. I to właśnie to złącze stało się furtką dla obu gospodarzy.
Wes: Wziąłem ESP32 z kamerą, przylutowałem dwie diody na 5 woltów, spiąłem wszystko po I²C i zrobiłem fotobudkę. Zdjęcie od razu leci przez Bluetooth do drukarki kieszonkowej. (Informacja dodatkowa: „cat printer” to miniaturowa drukarka termiczna na Bluetooth, popularna w projektach hobbystycznych.) Czarno-biały wydruk bez ditheringu wychodzi słabo, więc zdjęcie przechodzi przez algorytm rozpraszania punktów — i proszę: wydruk wychodzi na żywo, w studiu.
Scott: Ja zrobiłem trzy rzeczy. Pinballa z brandingiem Syntax — świetna zabawa. Strzelankę pierwszoosobową w stylu Wolffensteina albo Dooma, gdzie klawiaturą=strzelamy do bugów. Ale najlepsze: ESP32, wzmacniacz i mikrofon, a na tym sekwencer i cała aplikacja do występów muzycznych. Można zmieniać tonację, jest wizualizator, jest projektant dźwięku — modyfikujesz każdy z czterech syntezatorów. Chciałem jeszcze dorzucić akcelerometr, ale zabrakło czasu.
Sam badge to — jak przekonują — bardzo zgrabny zestaw: Wi-Fi, Bluetooth, akcelerometr, wejścia. W tym roku zabrakło wyprowadzonych pinów GPIO, bo piny zjadł akcelerometr: dzięki niemu można odwrócić badge do góry nogami i grać na gamepadzie tak, żeby dłonie nie zasłaniały ekranu. Scott dodrukował sobie obudowę na drukarce 3D; Wes przyznaje, że bez niej bałby się kontroli na lotnisku z gołą płytką w torbie.
Ich rada jest jednoznaczna: kupcie sobie coś takiego.
— Akcelerometr, wejścia, I²C — na Amazonie kupisz kolumnę albo kamerę termowizyjną na I²C, wpinasz i otwierasz agenta kodującego. I nagle — bum — robisz sprzęt — mówi Wes.
Keynote: liczby, które tłumaczą awarie
Wes i Scott mieli miejsca w pierwszym rzędzie; ceną było oświadczenie przy rejestracji, że jest się influencerem. — Jesteś influencerem? — Tak, jestem influencerem — motywują się nawzajem. CJ siedział z tyłu, za to bez konieczności deklarowania czegokolwiek. Na marginesie: wkrótce rozmowa z Kyle’em Daigle, dyrektorem operacyjnym GitHuba — „przypiemy go do ściany w sprawie dostępności”.
Najpierw jednak sam keynote, otwarty liczbami. W 2025 roku wykonano 6,7 miliarda pushów; w 2026, choć to dopiero październik, jest ich już 17,9 miliarda. Commitów było 12,9 miliarda, a jest 34,3 miliarda. Akcji uruchomiono 14 miliardów, a teraz — 45,4 miliarda.
— 45 miliardów akcji — wtrąca Wes. — Te liczby po prostu nie mieszczą się w głowie. I od razu tłumaczą, czemu przez ostatni rok widzieliśmy awarie GitHuba.
Do tego tematu firma podeszła bez wykrętów: przyznali, że przestoje były nieakceptowalne. — Nie zamierzam być adwokatem GitHuba — zastrzega Wes — ale nie jestem pewien, czy utrzymałbym taką usługę u siebie.
Zapowiedziana przebudowa idzie w dwóch kierunkach. Po pierwsze, moc: nowa fala serwerów na Azure, 4 miliony dodatkowych rdzeni CPU, 160 petabajtów szybkiego magazynu danych i 50 terabajtów pojemności, jak podawali. — Podają takie liczby, że się w nich gubimy — śmieje się Scott. — Chodzi o samo „dużo”.
Po drugie, i to jest ważniejsze, rozprzęgnięcie usług: rzeczy obciążające procesor i magazyn mają przestać się nawzajem blokować. Problem GitHuba nie polegał na braku mocy, lecz na tym, że jeden push potrafi uruchomić kaskadę indeksowania, wyszukiwania i akcji — i to milion razy na sekundę, w milionach repozytoriów. Trzeba było to rozebrać na części i zbudować od nowa, tak by skalowało się bez końca.
Miara sukcesu jest konkretna: wzięli 24 godziny ruchu najaktywniejszego otwartego repozytorium — pushy, pull requesty, merge’y, gałęzie — i upchnęli całość w jednej minucie. Nowy stos nie złapał zadyszki. Do wszystkich użytkowników ma trafić na początku przyszłego roku, a wraz z tym GitHub ma odzyskać utracone „dziewiątki” w dostępności.
Copilot Desktop i projekty: agenty pod jednym wątkiem
Z narzędzi ogłoszono m.in. aplikację desktopową — oficjalnie po prostu GitHub Copilot — czyli odpowiednik Claude Code Desktop czy aplikacji ChatGPT/Codex. To nie jest premiera: Wes używał jej kilka razy w różnych projektach i ocenia dobrze, zwłaszcza za jedno: ogarnia chaos wielu connectorów, agentów i subagentów pracujących jednocześnie.
— Mnie najbardziej utkwiła współpraca — mówi CJ. — Claude Desktop czy Codex Desktop wyglądają świetnie dla jednego developera, ale GitHub to przecież o współpracy. Pokazali wątek czatu, w którym kilka osób z zespołu odpala agenty, widzi je w tle i razem rozmawia w tym samym wątku. To robi robotę.
Do tego dochodzą „projekty”: miejsce z wątkiem, wspólnym czatem i agentami, które można uruchamiać lokalnie lub w chmurze. Wszystko jest zintegrowane — aplikacja mobilna, przeglądarka, desktop — i niezależnie od tego, gdzie pracuje agent, widać go w jednym panelu. Można podpiąć wiele repozytoriów naraz i ustawić pracę cykliczną, czyli automatyzacje.
— Przyznaję się — wtrąca Scott — że na keynote wypiłem za dużo kofeiny i przez pół czasu byłem na innej planecie, więc Copilot projects dowiezie CJ.
Jedno rozczarowanie Wes nosił w sobie od dawna: miał nadzieję na „zaloguj się przez ChatGPT”, czyli mechanizm ogłoszony przez OpenAI, który pozwala używać subskrypcji Codex w dowolnej aplikacji. GitHub Copilot co prawda pozwala podpiąć zewnętrznych dostawców, ale wyłącznie przez tokeny API — a przecież nikt poza wielkimi firmami nie pali samych tokenów; ludzie mają subskrypcje. Na deser pada złość na proces logowania ChatGPT: przekierowanie na localhost, do skopiowania cały adres… — To OAuth, kochanie — pociesza Scott. — Ekran z kodem byłby milszy.
Copilot Fusion: trzy tryby na dobór modelu
Największego ogłoszenia, na które liczył Wes — frontierowego modelu Microsoftu — nie było.
— Google swój już wypuściło, nawet jeśli nie zachwyca, a Microsoft wciąż nie ma swojego ciężkiego zawodnika — tłumaczy Wes. — Na wszystkich demo pracują na „tym dużym”, więc trochę liczyłem, że go pokażą. Nie pokazali.
Za to ogólnodostępny został Copilot Fusion, wcześniej znany wewnętrznie jako Project Hydra. — Zajebisty nazwa — uznaje Scott.* (W oryginale: „cool ass name”.)* Na pierwszy rzut oka Fusion wygląda jak router modeli: decyduje, do którego modelu wysłać prompt, zależnie od złożoności. W praktyce jest ciekawiej, bo są trzy tryby.
Single — jedno zadanie kończy jeden model; jeśli chcesz pracować pojedynczo, wybierasz sobie np. Lunę albo Soula — jakkolwiek modele się tam zwą.
Cascade — prościej: sędzia przegląda szkic. Model robi pierwszy przebieg, sędzia ocenia, czy odpowiedź jest dobra; jeśli nie, eskaluje temat do modelu mocniejszego. To po prostu dodatkowa warstwa obróbki promptu: zamiast natychmiastowej odpowiedzi dostajesz przetworzoną, potencjalnie lepszą — i jak zapewniali, wyraźnie tańszą pod względem zużycia tokenów.
— Bo ile razy mówisz „jaki jest adres?”, „włącz dev server”, „zrób tło czerwone”? — Wes kwituje: — Idzie do głupszego modelu. Nie potrzebujesz drogiego do takich rzeczy, ale przecież nie będziesz przy każdym banale przestawiać modelu ręcznie.
Jego przewidywanie: wybór modelu błyskawicznie przestanie być tematem — może nie w kodowaniu, ale na pewno w codziennych drobiazgach. W końcu ulubione narzędzia masowe i tak chodzą na niewymyślnych modelach.
Critique — tu dopiero jest prawdziwa orkiestra: kilka modeli niezależnie szkicuje odpowiedź na ten sam prompt, równolegle się wzajemnie krytykuje, uwagi są zbierane w jedno, a model wyjściowy poprawia swój szkic na podstawie tej połączonej informacji. Jak podsumowuje Scott: kilka przebiegów na tym samym zleceniu, wybór najlepszego i sklejenie jednej odpowiedzi z całości.
Wszystko staje się „powierzchnią” — a edytor?
Kolejny wątek keynote to ciągłość działania między wszystkimi miejscami, w których stykasz się z GitHubem — sami gospodarze złośliwie notują, że VS Code padło dokładnie raz, podczas gdy rok wcześniej całe keynote kręciło się wokół VS Code.
„Miejsc” jest sporo: aplikacja mobilna, sam GitHub, VS Code, Copilot CLI i aplikacja desktopowa — a do tego Teams i Slack, bo sporo pracy załatwia się po prostu w czacie. — Spoczywajcie w pokoju, użytkownicy Teamsów — wzdycha ktoś.
I stąd pytanie, które wisi w powietrzu: czy dojdziemy do momentu, w którym przestaniemy w ogóle używać edytorów?
— Chyba tak, niestety — przyznaje Scott. — Wszystko staje się promptem albo dzieje się w przeglądarce, a wtedy wystarczy ci jakieś miejsce do oglądania review, nie cały edytor.
Te aplikacje mają zresztą wbudowane pełne edytory — tylko interfejs jest przemeblowany. Dawniej agent siedział w bocznej belce; teraz wysunięto go na pierwszy plan. Dowód uniformizacji: gdy gospodarze wrzucali zdjęcia aplikacji Copilot, ludzie odpisywali „wygląda jak Codex”, „wygląda jak Cursor”. — No właśnie, wszystkie wyglądają tak samo. Budujemy wszyscy to samo — kwitują.
Ich wniosnek jest jednak rzeczowy: gdy cały twój komputer i tak pracuje na agentach i w chmurze, edytor przywiązany do lokalnego systemu plików traci sens. Przeglądarka — albo cokolwiek innego — ma go więcej.
Automatyzacje: agent w chmurze na harmonogramie i webhooku
— Coraz częściej sam stawiam na automatyzacje — zaczyna Scott. — Automat, który wciąga na moją maszynę dane ze Sentry, albo issue, albo alerty bezpieczeństwa, sprawdza, które z moich projektów dotyczy, i sam wystawia pull request. Więc te nowe automatyzacje Copilota bardzo mi się podobały — zwłaszcza że są wplecione we wszystkie te „miejsca”.
Mechanizm jest prosty: chmurowy agent Copilota uruchamia się automatycznie, według harmonogramu albo w reakcji na zdarzenie. Na demo — ku uciesze całego studia — posłużyło Sentry: webhook ze zgłoszeniem błędu, agent zbiera kontekst, poprawia buga, otwiera PR i czeka na review. Wszystko w chmurze, na gotowym, powtarzalnym przepływie.
Ich lektura jest jednoznaczna: GitHub chce odzyskać pozycję miejsca, w którym w ogóle powstaje oprogramowanie — całego oprzyrządowania od deski do deski, a nie dodatku do edytora. Sygnał cenowy też wymowny: wszystko to dostaje każdy z płatnym kontem GitHuba, a płaci się tylko za zużyte tokeny.
Siła pakietu enterprise
— Czy to ściągnie ludzi z powrotem na GitHuba? — pyta Scott.
— Oni w większości już tam siedzą — odpowiada Wes. — Planu enterprise nie wyrzucisz z dnia na dzień. Skoro już za niego płacisz i dostajesz te wszystkie funkcje, po co adoptować nowy stack i nową subskrypcję?
I rusza jego teoria niedocenianej „teamsizacji” przedsiębiorstw: nikt nie chce używać Microsoft Teams, a używa ich więcej ludzi niż Slacka — bo są po prostu w pakiecie. Podobnie firmy zaczną wymuszać konkretne modele, bo „u nas w planie już są”. Google robi to samo w wersji konsumenckiej: płacisz za AI Ultra, dostajesz YouTube Premium, chmurę, zdjęcia i AI w jednym. — Kupiliśmy posiłek, to teraz go zjedz — streszcza Scott.
GitHub potwierdził wprost: przedsiębiorstwa dostają wszystkie ogłoszone funkcje bez osobnej subskrypcji. CJ zauważa z własnego podwórka, że świat „enterprise’owy” to zupełnie inna rzeczywistość — ktoś, kto całe życie pracował w małych agencjach albo na własny rachunek, musi się przestawić. Wes dorzuca przykład z rynkowego podwórka: skoro Cloudflare jest tak tanie, to tylko dlatego, że korporacje płacą tam krocie. — Dzięki, enterprise — wzdycha. — Odbijasz rachunki.
Bezpieczeństwo: sekret nie poleci na serwer
Ostatnia nowość: wbudowane skanowanie sekretów i ochrona pushów wspomagana AI. Na żywo pokazano scenariusz, w którym ktoś przypadkiem pakuje sekret do commita — i push zostaje zablokowany, zanim cokolwiek dotrze do GitHuba. Sekret po prostu nie trafia do historii gita.
— Czekaj, to działa przy commicie? — dopytuje ktoś.
— Commit jest lokalny i zostaje u ciebie — tłumaczy Wes. — Blokada dopina się dopiero przy pushu, po stronie serwera. Musiałbyś poprawić commit — i pewnie podpowiedzą ci, jak to zrobić.
— A poprawianie commitów przestało być czarną magią, odkąd mamy agentów — dopowiada Scott. — „Zrób amend”, „wytnij mi ten jeden commit”, „jak się cherry-pickuje?” — agent ogarnia.
Wes ma przy okazji yo-yo do internetowych mędrców: co chwilę ktoś na TikToku opowiada, że na GitHubie „wystarczy poszukać” i znajdziesz działające klucze API. — Nie znajdziesz. Pokaż mi jeden używalny klucz znaleziony przez wyszukiwarkę GitHuba. Klucze, które wyciekają, są flagowane niemal natychmiast — masz minuty, nie godziny. Sama blokada jest pewnie wielowarstwowa: zwykły regex łapie większość formatów kluczy, a na tym siedzi tani, szybki model wyspecjalizowany właśnie w tym zadaniu. GitGuardian robi zresztą podobne rzeczy od lat.
„Cały kod świata to 1% tego, co napiszemy w pięć lat”
Jedna z kwestii zamykających keynote brzmiała: cały software napisany w historii świata będzie równy 1% tego, co ludzkość napisze w najbliższych pięć lat.
— Powtórz to — prosi Scott. — Cały kod, jaki kiedykolwiek napisano…
— …to 1% tego, co napiszemy w pięć lat.
— Czyli 2% w dwa i pół roku — dolicza ktoś w studiu.
Skąd taka pewność? Z ekstrapolacji własnych danych — pushów, commitów, uruchomień akcji — a nikt nie ma lepszych danych niż GitHub. Ale to jednocześnie diagnoza świata, w którym agenty piszą kod i wysyłają go same, w tempo nie do wyobrażenia.
— A kiedy będziemy mieli dość kodu? — pada pytanie.
— Nigdy — pada odpowiedź, po której rodzi się propozycja: limit kodu na firmę. Nie pushniesz, dopóki nie usuniesz tylu linii z repozytoriów. Czystsze bazy! Wszyscy na to: kiedyś były ograniczenia — czas, koszty, ludzkie ręce — a teraz nie ma żadnych. — Mojemu zdrowiu psychicznemu ich brakuje — przyznaje Wes i trudno nie odnieść wrażenia, że nie żartuje do końca.
Ekscytacja i wypalenie naraz
Na meetapie gospodarze rozmawiali z ludźmi po jednym, dwóch drinkach — a więc szczerymi. I kilku znanych, wysoko notowanych developerów mówiło im dokładnie to samo: czuję dziwną mieszankę ekscytacji i wypalenia dokładnie w tej samej chwili. „Nie da się tak dalej”. — To nie są ludzie z marginesu branży — podkreśla Scott. — Każdy teraz czuje ten crunch.
Przed finałem jeszcze krótka dygresja o komentarzach na YouTubie: Scott przyznaje, że czyta je co pięć minut, a miłe wpisy naprawdę poprawiają mu dzień. Złośliwe — cóż, czasem mają ziarno prawdy. — Czasem po prostu na to zasłużyłeś, weź to do serca — radzi CJ. — A czasem ktoś pisze tylko, że nie podoba mu się twoja twarz. I to już mniej pomocne.
— Dziękujemy wszystkim za obejrzenie i GitHubowi za tę telewizyjną budkę — kończą gospodarze. — Z miejsca wydarzeń melduje się Wes. Jak się kończy takie wydanie wiadomości…? Ktoś proponuje klasyk o kruszących się ciasteczkach, ktoś inny: „Jest godzina 22:00. Czy wiesz, gdzie są twoje dzieci?” — Do usłyszenia.